Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
Główny teatrzyk zrobiony, więc anioł schował miecz do pochwy. Uśmiechnął się szczerze w duchu, widząc reakcję zakonników zgromadzonych w szeregu. Biedny rekrut, który "postąpił kroku", wyglądał na zaskoczonego, że się zgłosił. Tak to jest z ochotnikami.
- Jak Ci na imię, bracie? - rzekł do niego Funeris, spokojnie i rzeczowo.
Dragosani:
- Krecik, panie... znaczy bracie... znaczy aniele! - przedstawił się rekrut. Ciężko było stwierdzić, czy to jakiś pseudonim nadany mu przez zabawnych kolegów i oddający jakąś część jego osoby, czy też imię z jakiejś zapadłem dziury, gdzie w rolach imion nadaje się losowe słowa.
- No i znam ten wulkan. Sporo tam na grzyby chodziłem. Dobre tam rosną. To chyba przez te popiołu i takie tam... - Na moment chyba poczuł napływ pewności siebie. Który szybko minął. - No bo ja... no ja lubię grzyby zbierać. To uskopo... upsoko... uskopojajonce.
Funeris Venatio:
- Uspokajające? - podpowiedział, a słowa wyszły tak szybko i pewnie, że Krecikowi powinno zrobić się głupio.
Dragosani:
- No! - zgodził się Krecik. - Znaczy... Tak, bracie aniele. - Twarz rekruta poczerwieniała z tego całego wstydu.
- Przydasz się nam, w takim razie - powiedział do niego król. Krecik zaś chyba nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. O ile z aniołem mógł się jakoś, nie tyle utożsamiać, co podziwiać go, z racji na wspólną wiarę i ideały, to wampirzy król był dla niego całkowicie odległy.
- Udaj się teraz do kwatermistrza i pobierz od niego sprzęt na wyprawę na stok wulkanu. Sam zapewne najlepiej wiesz co będzie nam potrzebne - Drago polecił rekrutowi.
- Tak, panie - wysapał tylko Krecik i już biegł wypełnić rozkaz. Wampir pokręcił z rezygnacja głową i spojrzał porozumiewawczo na Funerisa.
- Przećwicz tych tutaj - powiedział do niego. - Niech ta inspekcja ma jakiś pozytywny wpływ.
Funeris Venatio:
Funeris skinął głową Dragosaniemu, na powrót kierując wzrok w stronę szeregu zakonników. Przeszło mu przez głowę, żeby cisnąć ich na ziemię, każąc robić pompki czy coś w tym stylu, ale szybko sobie ten pomysł z głowy wyrzucił. Takie rzeczy mogli robić w koszarach miejskich, może w Bękartach. Tutaj jednak gromadziło się również rycerstwo Valfden, jego światli wojownicy, niektórzy przecież nobilitowani i światli mężowie. No nie godzi.
- Prezentuuuuuj broń! - krzyknął do gromady, oczekując natychmiastowych rezultatów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej