Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Dragosani:
- Chcę powiedzieć, że w tym mieście kręci się sporo duchów - odparł. - Nikogo nie musiałem zabijać. To zbłąkane dusze, zapewne pozostałość z wojny. Przerażone własną śmiercią i chłodem świata astralnego. I zbyt słabe, aby ingerować w ten materialny. Ale porozmawiać z nimi mogłem. Większość nie miała nic ciekawego do powiedzenia, jak to zwykle bywa. Jedna z nich mówiła cały czas o wulkanie i ślepcu, który z nią rozmawiał. Kunaninie imieniem J'kar. Ten duch mówił także, że J'kar przysłał go do miasta, aby sprowadził do niego tego, kto z nim porozmawia.
Funeris Venatio:
- Okej... - odparł niepewnie. - Czyli wypływamy rano, tak?
Dragosani:
Drago spojrzał na nabrzeże. A konkretniej w stronę, w której to znajdować się miały tawerny i burdele.
- No ja nie będę wyciągał naszych wilków morskich z samego środka ich zabawy - odpowiedział aniołowi. - Jak chcesz wypłynąć wcześniej to idź, poszukaj ich. Zrób im kazanie o życiu po bożemu, przetrwaj wybuch śmiechu i siłą ich tu sprowadź. Na pewno ci się uda. - Wampir zaśmiał się. Tak po przyjacielsku.
Funeris Venatio:
- A kto powiedział, że chcę ich wyciągać? Niech dupczą. A głowy pewnie mają mocne, w końcu są na królewskim żołdzie. Drago, ty nie zatrudniasz byle kogo. Kiellon był dobrym przykładem - mrugnął do niego.
Dragosani:
Drago zaśmiał się.
- No wiele można powiedzieć o Kiellonie, ale łeb to miał mocny - potwierdził. Oparł się o reling, spoglądając na nabrzeże. - Rankiem wypłyniemy. Pewnie jeszcze jutrzejszego dnia zdołamy dotrzeć do celu. Nie będziemy czekać, od razu zgarniemy jakiegoś przewodnika z placówki Bractwa i idziemy na wulkan. Trzeba więc wypocząć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej