Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Dragosani:
Kelner skłonił się i przyjął należność (wraz z obfitym napiwkiem). Karl zaś spojrzał dziwnie na anioła. Jakby obrażony. Rozczarowany. Jednak starał się to ukrywać.
- Sakiewka spadła z nieba? - zapytał, chyba nie do końca zadowolony, że Funeris próbował wymusić na nim opłacenie rachunku. No ale też nie mógł być za bardzo zły, skoro anioł opłaci całość należności. Wyszli więc z restauracji. Na zewnątrz czekał na nich Drago. Gdy przyszło do płacenia, to jakoś tak się ulotnił.
- Najedli się? - zapytał. - Napili? To dobrze. Pora wracać na statek. Rankiem wypłyniemy.
Funeris Venatio:
- Karl, przyjacielu Zartata... - podbudował krasnoluda na duchu, klepiąc go lekko w bark. - To był taki żart, test. Zdałeś go wzorowo! Gratuluję! - uśmiechnął się szczerze, kiwając głową w geście, który jakby miał potwierdzić przed krasnoludem jego własne słowa. Machnął ręką, zrobił dziwną minę i wyszli na zewnątrz. Pozwolił Evening przejść wyjściem pierwszej, potem sam ruszył za nią. Nie było sensu przepychać się słownie z krasnoludem o to, kto miałby kogo przepuścić w geście dobrych manier.
- Dziękujemy Ci serdecznie, drogi mieszkańcu tego łez padołu. Funera zdała egzamin, a my dowiedzieliśmy się mniej więcej tyle, co... mieliśmy się dowiedzieć? - ostatnie słowa padały skierowane w stronę wampira.
Dragosani:
- Yhm... - yhmnął Drago. - No lepsze to, niż nic - stwierdził. Przestał opierać się o ścianę. Pożegnali się z Karlem i ruszyli w drogę powrotną do portu. Po ulicach zawiewały zimne podmuchy. Już nie padało. Teraz tylko było zimno. Nie aż tak zimno jak było zalewne na Valfden, ale i tak nieprzyjemnie. To sobie czas na wyprawę wybrał, wąpierz jeden! Pewnie specjalnie!
- Kiellon nie żyje - powiedział nagle, gdy w pobliżu nie było nikogo. Zbliżał się do portu. Widać już było wysokie maszty statków.
Funeris Venatio:
- Co? Jak? - niemalże wyszeptał. Przecież jeżeli to morderstwo, to oznacza to zamach na Bractwo.
Dragosani:
- Normalnie - odparł wampir. - ÂŚmiertelnicy już tak mają, że łatwo unieraja. Jako aniołowie musicie do tego przywyknąć - pouczył ich, jako istota długowieczna o znaczne dłuższym stażu. - W tym akurat przypadku podobno odszedł w spokoju. Nie był to zamach. Szczegóły pewnie poznacie w Bractwie. Chociaż też rzekomo chodzą plotki, że to cytuję: "wina Funa".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej