Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
- Najwyżej zostawię w karocy. Trudno - dodał, wzruszając ramionami. Również skłonił się woźnicy, całkiem sprawnie wszedł do środka i pokiwał z aprobatą głową. W środku było wcale przyjemnie, w dobrym guście i bez zbędnych wodotrysków w postaci fontanny z krwią czy świeżych niewolnic bez ubrań z otwartymi żyłami.
- Wziąłem na drogę - rzucił wskazując na butelki, które ktoś mu pomógł wrzucić do wnętrza karety. Zapewne jeden z jego orków, bo miał w końcu trzech, to mógł się nimi na zmianę wysługiwać. Ten sam ork, chyba Grefa, chociaż anioł jeszcze nie miał stuprocentowej pewności co do nich, przyprowadził jego konia. Zobaczył, że jego chlebodawca jest już w środku powozu, więc bezceremonialnie przywiązał Yodę do boku karocy, co by sobie ten mógł w miarę swobodnie truchtać z boku.
Dragosani:
Dragosani również wsiadł do wozu. Woźnica zamknął drzwiczki i wskoczył na swoje miejsce. Kareta powoli ruszyła. Konie parskały, zapewne komentując w swoim tajemnym końskim języku tuszę anioła. Wampir uśmiechnął się, widząc co też Venatio wziął na drogę.
- To się ciekawie składa... - Otworzył szafeczkę, sprytnie ukrytą pomiędzy siedzeniem a ścianką wozu. Wewnątrz kołysało się radośnie kilka butelek. I dwie beczki. - Trochę więc zapasów mamy. Zrobi się potem postój, gdzieś za miastem, coby Galahadowi nie było samemu smutno. - Kiwnął głową w kierunku, gdzie powinno znajdować się siedzisko woźnicy. - Bo czeka nas trochę jazdy. Zmierzamy do Atusel.
Funeris Venatio:
- Atusel? Nigdy nie lubiłem Atusel - powiedział dosyć szczerze. Wytłumaczył, że taki taki Radom wobec Wawy, ale później musiał też tłumaczyć co w jego stronach, tych kontynentalnych, skąd naprawdę pochodził, oznaczał taki Radom i czym naprawdę był. Zasadniczo to taka zakompleksiona dziura, która chciałaby być kimś takim, jak ten sławniejszy, większy i bardziej zamożny sąsiad, ale się nie da, bo on już jest tym sławniejszym, większym i bardziej zamożnym sąsiadem. A jak wiadomo, bogactwo ma największą moc powiększania bogactwa.
- Ale może to też dlatego, że jak trafiłem na Valfden, to wylądowałem w Efehidonie, dostałem tam szałas, ale zaraz kazali mi wyjechać do Atusel, co by się spotkać z jakimś Respevem, który puścił na mnie wilka. Jakby Efehidonie nie mieli pokracznych drewnianych aren, dziwnie mówiących kapitanów straży i, co najważniejsze, świeżych wilków.
Dragosani:
Wampir wyciągnął z szafeczki beczkę i zaczął dobierać się do niej ze specjalnie przygotowanym na taka okazje kranikiem. Ekkerundzkiej produkcji. Najlepszym. Jak wiadomo krasnoludy na tego typu sprawach znają się jak nikt.
- Bo ty nie rozumiesz znaczenia zadania szkoleniowego - odpowiedział skrzydlatemu. Udało mu się umieścić kranik w odpowiednim miejscu i nie narozlewać przy tym trunku. Wydobył z szafeczki przygotowane wcześniej szklaneczki. Z najczystszego ilusmirskiego szkła. Nalał najpierw Funerisowi, potem sobie.
- Nowy śmiałek musi udać się do Atusel. W ten sposób poznaje część królestwa. Przejedzie się z Efehidon do Atusel, popatrzy, pozwiedza i tak dalej. Zaś co do dziwnie mówiących kapitanów straży... - Zaśmiał się krótko. - No cóż, Respev taki już po prostu jest. I to już długo. Mnie jeszcze szkolił! I to też wilkiem.
Funeris Venatio:
- Tym samym? - zapytał, przyjmując szkło i poznając trunek Andrzeja Mleczki. Tego nie dało się podrobić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej