Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (2/76) > >>

Dragosani:
- Fuj - ocenił wampir, patrząc na kulinarne arcydzieło Funerisa. Nie czekając na zaproszenie usiadł sobie na krześle, które stało przy stole.
- Gdybyś miał tutaj jakąś służkę, a nie samych facetów, to bym się może skusił na poczęstunek - powiedział. - Ale do rzeczy. Sprawę będę miał. Masz może ochotę na wyprawę w dalekie strony w celu badania mrocznych sekretów, które powinny zostać zapomniane? - zapytał.

Funeris Venatio:
- Hmm... No. - No i jadł dalej.

Dragosani:
Dragosani odprowadził wzrokiem dłoń Funerisa, która to trzymała kanapkę. Anioł ugryzł kanapkę. Oddzielił zębami kawałek pieczywa, szynki, sera, sałaty, ogórka i jajka na twardo od pozostałej części przekąski i zaczął to przeżuwać.
- ÂŻe też ci się chce tak gryźć... - mruknął wampir, jakby częściowo do siebie, komentując ten zajmujący widok. - Ehm... ale dobra. Jak tak, to zbieraj się. Jedź kanapki, szyku manatki i wyruszamy... ee... z tej... yy... kanciapki - Dokończył nieco koślawo, gdyż brakowało mu rymu. - Szczegóły opowiem już w drodze. - Spojrzał w stronę wejścia do kuchni i dodał głośniej. - Nie chcę, żeby ktoś podsłuchiwał i puścił plotki na miasto! -

Funeris Venatio:
- ÂŻadnych plotek nie będzie! - odkrzyknął z przedsionka Butch, z wyraźnie niezadowoloną miną wychodząc zza rogu. - W ogóle nie mam pojęcia o czym Wasza Kurewska Mość mówi - dodał jeszcze i nieco się przeraził, gdyż zdał sobie sprawę, że przejęzyczył się w jednym ze słów. Dosyć mocno się przejęzyczył, jak mu się zdawało.
- Czekaj, wezmę jakąś butelczynę, co by mi się lepiej trawiło. No i skoro mowa o mrocznych sekretach, to chyba przywdzieję zbroję. Będziesz musiał poczekać chwilę. To nie jest tak, że wiesz, w kompletnych ciemnościach bez giermka był sam to na siebie założył bez wydania szmeru. Sprawa nie jest taka prosta. - Anioł dokończył kanapkę i wspomniał coś królowi, że w piwnicy może uda mu się znaleźć nieco krwi, którą ten zostawił tam ostatnim razem, gdy byli tutaj na jakiejś popijawie. Ruszył następnie na górę, po schodach. Zaczął przygotowywać swój ekwipunek, w czym pomagał mu Kitza, jeden z jego najemników. Ubrał się wcale sprawnie, przypiął do pasa pochwę z mieczem, zabrał sztylety i mikstury. Będąc już na dole, gotowy, wszedł do salonu i spojrzał krytycznie do barku. Zastanawiał się czy wziąć butelkę wina, bimber czy nieco wódki i nie mogąc sprawnie podjąć decyzji, wziął wszystkiego po trochu. Spodziewał się, że Dragosani będzie już na zewnątrz, więc wyszedł na zewnątrz.

Dragosani:
A Drago cierpliwie czekał, aż anioł założy swoją zbroję. Czekał na zewnątrz, gdyż uznał, że tak będzie lepiej. Opierał się o bok karety, którą to niedawno zakupił. Uznał, że czasem może sobie pozwolić na podróżowanie w luksusie. Wnętrze karety zostało już odpowiednio zaopatrzone. I w końcu! Po przedłużającym się oczekiwaniu, z domostwa wytoczył się anioł. Odziany w zbroję, uzbrojony i wyposażony jakby szedł na wojnę.
- ÂŚmiechnę jeśli się okaże, że to wszystko nie będzie potrzebne - skomentował król. Rzecz jasna nawet palcem nie kiwnął, aby pomóc Funerisowi w niesieniu tego całego ekwipunku. Kiwnął tylko głową. Z kozła zeskoczył woźnica, który to odziany był w lekki pancerz niepłytowy, zaś przy pasie miał miecz. Więc zapewne takim przeciętnym woźnicą nie był. Otworzył drzwiczki karety, aby pomóc w ten sposób aniołowi. Skłonił się oszczędnie, acz z szacunkiem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej