Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (4/76) > >>

Dragosani:
- To już chyba jego tajemnica zawodowa - odparł wampir. Również powąchał trunek. Jego wyczulony zmysł węchu został zalany bogactwem nut zapachowych, odcieni i subtelnych aspektów woli tegoż bimbru. Jego twórca był prawdziwym geniuszem. Szkoda, że był także geniuszem martwym. Wampir przez chwilę delektować się owym zapachem, chłonąc wszystkie jego delikatne walory. Mogło to nieco zaniepokoić Funerisa, gdy tak siedział z nosem przy szklaneczce i się nie odzywał.
- Więc za Respeva i jego wilka! - powiedział w końcu, unosząc szklankę. Kareta tymczasem toczyła się ulicami miasta, zmierzając do jego bram.

Funeris Venatio:
- Za wilka, głównie! - zmienił nieco toast Funeris. Uśmiechnął się szczerze, przypominając sobie stare czasy z początku swojej przygody, jak czasem nazywał swoje życia w królestwie Valfden. Pojawiał się tam już jako dojrzały mężczyzna, na przełomie drugiego i trzeciego krzyżyka. Bez pieniędzy i znajomości, ale z bagażem doświadczeń. I przez cały ten czas spędzony na tych ziemiach... zrobił wszystko.
Rytmicznie stukające okute koła karety niejednego przyprawiłyby o nerwicę, innych ukoiły i oddały w objęcia mitycznego Morfeusza. Funeris zbyt wiele razy je słyszał i wsłuchiwał się w nie, by popaść w którykolwiek z tych stanów. Dla postronnych dziwne lub nawet zabawne, ale wiele można było się z takiego dźwięku dowiedzieć. Masa pojazdu, jego prędkość, materiał wykonania, rozłożenie środka ciężkości, balans, a nawet i kunszt architekta, a w konsekwencji rzemieślnika, który ów pojazd składał w jedno.
Pociągnął oszczędny, krótki łyk, jako że bimberek miał swoją moc.

Dragosani:
Dragosani również upił nieco trunku. Oszczędne, podobnie jak Funeris. Bimber istotnie miał swoją moc. Moc i wykwintny smak. Czegóż innego można było się spodziewać po produkcie tak znamienitego artysty?
Akurat tak się stało, że też w tym momencie i Drago pomyślał o swoich początkach na Valfden. Pierwszy raz miał miejsce wiele wieków temu. Gdy jako młody wampir czystej krwi narodził się w czasie Wojen Nieśmiertelnych. W obecnych czasach były one odbierane bardziej jako mity niż prawdziwe, historyczne wydarzenia. Ale naprawdę miały miejsce. Później Drago opuścił Valfden, wtedy jeszcze Numenor, w pogoni za zdrajcą. Wracał na wyspę sporadycznie i nigdy nie został na dłużej. Aż minęły tysiąclecia i asteroida spadła z nieba. Wtedy musiał uciekać z dawnego królewstwa Isentora. Wraz z rodziną ponownie znalazł się na tej wyspie. Znanej już jako Valfden. Wtedy, gdy żył tak sobie z żoną i synem, czas mijał mu spokojnie. Miał niemalże ludzki, zwyczajny cel. Zapewnić bezpieczeństwo i szczęście bliskim. Rzecz jasna nie mogło to trwać długo. Ostatni do tej pory powrót na Valfden był już samotny. Drago przeszedł przez portal sam, pozbawiony swoich sił, zniszczony. Lecz nie złamany. Od tamtej pory sporo się zmieniło.
Wampira wyrwał z rozmyślań charakterystyczny odgłos kół wozu przejeżdżającego pod bramą. Wyjeżdżali z miasta.
- No to teraz się zaczyna pierwsza część naszej podróży - skomentował. - Nie dziwi cię dlaczego kierujemy się akurat do Atusel? - zapytał anioła.

Funeris Venatio:
- Szczerze? Nie bardzo. - Funeris już jakiś czas temu stracił solidny, stały kontakt z królestwem Valfden, więc cokolwiek by się działo, było równie zwykłe i niezwykłe w tym samym czasie. Taka już anielska dola. Stracił swoje ziemie, które zostały mu nadane jeszcze przez Isentora, byłego króla Valfden; w Bractwie ÂŚwitu stery przejął za to niejaki Marduk Draven - miał za to oszczędności, które pozwalały mu żyć, jak będzie chciał. Kurczące się co prawda, ale jednak.

Dragosani:
- Aha, no dobra - odparł wampir, wcale nie rozczarowany, że nie może wyjawić celu ich wyprawy, kilkukrotnie przy tym robiąc dramatyczne pauzy i gestykulując żywiołowo. - To w takim razie nic ci nie powiem. I tak się dowiesz czego trzeba później. - Wzruszył ramionami i rozsiał się wygodniej na fotelu. Fotel był naprawdę wygodny. I miał być łatwy do czyszczenia z piór. No, to się jeszcze okaże.
Kareta zaś, w której znajdował się ów fotel, wyjechała z miasta już jakiś czas temu i kierowała się traktem na wschód. Był to jeden z najbardziej uczęszczanych traktów królestwa, więc był zadbany i w dobrym stanie. Był też względnie bezpieczny. Częste patrole zarówno sił porządkowych królestwa, jak i prywatnych grup najemników różnych kupców, odstraszały wszelkich miłośników nieuczciwego zarobku przed napadaniem podróżujących nim osób. Wóz mijał co jakiś czas innych podróżnych, wzbudzając przy tym pewne zainteresowanie. Rzecz jasna pasażerowie karety niewiele widzieli z jej wnętrze. Na oknach wisiały grube zasłony. Tak dla wygodny wampira. Dla wygody anioła zaś wnętrze było dobrze oświetlone nowoczesnymi lampami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej