Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z miłości do pieniędzy
Toruviel:
Elfka rozłożyła się wygodnie, jednak pozostawała czujna. Napięła sobie kuszę i postawiła obok siebie. W gotowości miałą także bełt, oraz ukryte ostrze.
- Daleko te Eandor?- zagadnęła po chwili.
Zaidaan:
E tam.. Jutro powinniśmy dotrzeć do portu, niech sie elfka nie martwi.
I tak płynęli. Niebo było czyste, gwieździste. Elfka mogła poobserwować piękne niebo i policzyć gwiazdy. Gdzieś na 56 719 gwieździe elfce oczy zrobiły się jakieś ciężkie, w końcu zasnęła. W międzyczasie słońce ponownie zawitało Valfden swoim blaskiem i życiodajnymi promieniami. Elfka powoli się budziła, słyszała mewy i typowy portowy smród i gwar.
Toruviel:
- No dobrze.- odrzekła. Z braku laku zaczęła liczyć. Musiało jej się na prawdę nudzić, skoro liczyła już piątą dziesiatkę tysięcy. I w dodatku była już nawet w ponad połowie odległości do szóstej dychy. Usnęła jednak w końcu. Ciężkie jak cholera oczy same się zamknęły, ręka zaś zacisnęła się mocniej na kuszy. Obudziła się... w końcu. Sądząc po hałasie bombowców morskich zwanych mewami, portowymi zapaszkami, oraz gwarami na miejscu. Przetarła oczy, ziewnęła i przeciągnęła się. Popatrzyła na przewoźnika.- Już?- spytała rozleniwiona.
Zaidaan:
A przewodnika nie było. Pewnie poszedł do jakiejś karczmy. Elfkę pozostawił samą sobie. Trochę to nieodpowiedzialne, ale łysy wykalkulował, że jeśli ta baba ciągle trzyma palec na spuście to się obroni przed ewentualnym gwłacicielem. Elfka teraz mogła iść do krawca po suknię czy co tam jest przyszykowane dla niej.
Toruviel:
Elfka podniosła się i schowała na swe miejsca kuszę, oraz oczywiście bełt. Wyszła więc z łodzi na molo. Przeszła po nim spokojnie i bez pośpiechu. Po drodze zaburczało jej w brzuchu. I w sumie to by się również napiła, dlatego wpierw postanowiła poszukać karczmy w porcie. Wyglądać będzie świetnie - to fakt - po wizycie u krawca, lecz wpierw trzeba było zjeść, by nie głodować do wieczora.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej