Wszyscy ruszyli dalej w stronę kolejnej komnaty. Drzwi były znacznie większe niż ostatnio i pasowałoby tutaj spotkać opętanego taurena! Latanie po piwnicach fortu było już męczące zarówno na umyśle i ciele. Krasnolud wchodząc za wampirem, przez dość duże wrota zauważył, że to chyba koniec poszukiwań! Nemezis, dla którego się tutaj znaleźli siedziało tuż przed nimi, gdyby nie demon będący wewnątrz przerośniętego byka byłoby już z głowy, ale mimo tego Kiellon poczuł ulgę, a nawet uśmiechnął się, że to ostatnia walka na dziś i będzie mógł wrócić do domu. Co prawda będzie ona najtrudniejsza, gdyż nie można skrzywdzić naczynia. Przeklęte zasady!
- Naskocz na mojego małego! Odszczekał się brodacz w swoim stylu, gdy tauren wydał rozkaz do ataku małym uskrzydlonym demonom z widłami. Takie kupidyny w świecie demonów! Kanclerz na początek stwierdził, że nie ma szans do oddania strzału, bo gnojki były za małe. W takich chwilach musiał posłużyć się młotem i tarczą. Kiellon działał niezwykle szybko, bo już nadlatywały. Sól jak zawsze poszła w dostawkę. Teraz nie była potrzebna, tylko brodacz skupił się na maluchach. Trójka z nich leciała do niego chcąc nabić go na widły, tylko jakoś nie robiły tego szybko chyba, że chciały, wyprowadzić z równowagi krasnoluda, by ten popełnił błąd. Jednak cierpliwość w takich wypadkach jest bardzo ważna i czekanie na ten odpowiedni moment, który nadarzył się natychmiast. Małe demony zaatakowały wspólnie i to frontalnie na pozycje brodacza. Kiellon nie zamierzał się bronić, a czekając niemal do ostatniej sekundy, przemieścił się za plecy trójki demoniątek. Lekko jeszcze rozpędzone poleciały do przodu, ale gubiąc cel nieco zgłupiały do czasu, aż jeden z demonów oberwał w plecy srebrnym młotem ciosem z góry na dół. Piekielne stworzonko wbiło się w posadzkę, gdy jego kręgosłup wyszedł torsem ukazując małe organy. Właściwie nie było co zbierać normalnie mokra plama, powstała. Widocznie kanclerz uderzył za mocno! W tym momencie pozostała dwójka załapała, co się właściwie stało i ponownie zaatakowała. Demony ponownie nie wykazały się sprytem, bo kanclerz użył na jednym telekinezy wcześniej, opuszczając młot, wyprostowując rękę i szarpiąc demoniątkiem w stronę filaru, w który uderzył swą małą łepetynom, by następnie zrobić obrót, schodząc z linii ataku drugiego małego demona, który oberwał tarczą w tyłek, przez co poleciał nieskładnie do przodu, by dać czas na ubicie tego pod kolumną. Krasnolud podszedł do niego, przypatrzył się w jego ślepia. Dziecko z otchłani wyszczerzyło złowrogo zębiska, co było w sumie urocze, ale nie pożył zbyt długo, bo kolejny cios z góry na dół spadł na czaszkę malucha! Trzask złamanej czaszki był tym razem dziwny a skutek uderzenia druzgocący, bo głowa demona zapadła się do środka. Oczka wypłynęły na posadzkę, zęby wbiły się w jego skórę, a część z nich również znalazła się na ziemi. Kolejny demon na jego kącie i pozostał jeszcze jeden! Kanclerz poczuł się znacznie pewniej teraz, gdyż mógł śmiało z jedną sztuką walczyć, ale to niestety nie wszystko, bo pomiot otchłani zaczął wywijać swoimi widłami dość intensywnie w miejsca, gdzie brodacz nie miał osłony, lecz najczęściej musiał unikać ciosów w głowę. Paladyn wykazał się omijając ostrza, poprzez cofanie się, schodzenie z linii ataku oraz kucaniu co jakiś czas. Dobrze, że sala była dość przestrzenna, gdyż za kolejnym atakiem w stronę jego głowy ukląkł on na ziemię. Demon poleciał nad nim, wyłapując na swój brzuch cios tarczą, co spowodowało u niego efekt ugięcia się. Brodacz następnie się poderwał, uderzając tym razem z dołu do góry. Obuch młota zatrzymał się na brzuchu jego ofiary, która mimowolnie poleciała do góry ze dwa metry, po czym spadła na posadzkę. Miękka tkanka nie mogła znieść ciosu srebrnego młota, który jeszcze dotkliwiej zranił mu skórę a wraz z nią organy wewnętrzne. Stworzonko otchłani będąc już na ziemi zrobiło małą kałużę ze swojej krwi. Taki był koniec części "potężnej armii opętanego Madarona". Krasnolud czekał uparcie jak poradzi sobie Marduke, bo kanclerz ewidentnie chciał przejść do dania głównego!
3x Demoniątka