Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Kamirazi:
Słysząc o wampirze ciarki jej przeszły po plecach. Nie chciała po hordzie zombie mieć z nim nic wspólnego.
-Wojna jest złem, mówi się iż powstaje z konieczności a przez waszą głupotę toczą się one co chwila, a przynajmniej bitwy!
-Mogliby trochę pomyśleć To już dodała jedynie w myślach, wycofując się i połowicznie chowając za postać Silona, tam czuła się zdecydowanie bezpieczniej
Kazmir MacBrewmann:
- To mamy pat. Bo ci z wykopalisk nie ustąpią.
- Masz szansę więc uratować chociaż resztę ludzi. Kazmir skończył pisać list, zawierał on żądania. - W ciągu tygodnia chcę tu widzieć dowódców których aresztuję. Reszta ma odpłynąć. Inaczej... uderzymy na Nardeę.
- Masakrując cywili? Spytał. Zadając ćwieka Kazmirowi. Ale przynajmniej wiedzą że tacy są.
Silion aep Mor:
- Tak... Cel uświęca środki. - odrzekł głosem lodowatym niczym bezdenne czeluście otchłani.
- A teraz radzę robić co MacBrewmann mówi bo... no po prostu skończy się to źle z tym że nie dla nas.
Chowającą się za nim Kami zlustrował jednym okiem po czym otoczył ją ramieniem dając znak by się nie bała. Taki gest zawsze pozwalał zapomnieć choć troszkę o troskach.
Kazmir MacBrewmann:
- Taa, wierz mi że jestem do tego zdolny. Ale tylko w ostateczności. Kazmir nie był taki jak (nie)sławny Tacticus, ten to by zmasakrował wszystko i wszystkich.
- Cóż... dobrze. Zgadzam się. Ale musicie wiedzieć jedno, nekromanta kierujący wykopaliskami i odpowiedzialny za los wsi Kozy się nie podda. Ten człowiek to oddany uczeń Torreno.
- Poradzimy sobie. Tak więc... tydzień. I mimo wszystko dziękuję. Ocaliłeś sporo ludzi.
- Nie jestem potworem, nie wszyscy na Doral to bandyci. Proszę o tym pamiętać. Zegnam więc. Skłonił się, zabrał dokument i odjechał.
Kamirazi:
Gdy spoglądała jak gość odjeżdża zrobiło jej się potwornie żal tych wszystkich, którzy mogli zginąć, tych którzy zginąć już zdążyli jeszcze bardziej.
- Co teraz robimy Kaziu ?
Zapytała brata łamiącym się głosem, wtulając się czułe w Siliona. Niby tylko obejmywał ją, ale był w jej oczach jak bohater.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej