Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr

<< < (51/82) > >>

Silion aep Mor:
- Spokojnie Yarpen, zaraz sobie pogadamy z tym magiem i wtedy pokażemy mu co znaczy ból... - mówił podnosząc maga i zanosząc go do chałupy. Tam zaś związał go niczym zwierzynę która miała iść na rożen...

Kazmir MacBrewmann:
- Od tortur to jest Domenik, zapewne Silionie sie znasz ale syn Zirgina to mistrz! Krasnolud wszedł za Krwawą Wroną, chałupa okazała się być miejscowym sztabem. Walały się tu mapy, dokumenty, kilka pękatych woreczków oraz juki Siliona. Kazmir stanął nad jeńcem, rozpiął rozporek i z ulgą oddał mocz na morde maga. To go ocuciło, szybko zaczął jęczeć z bólu. Bełty w ramionach bolą...
- Masz przejebane... jestem Kazmir MacBrewmann. Przybyli my tu by was sie pozbyć kurwie syny. Mam mase pytań, nie wiem od czego zacząć. O! Będziesz grzeczny? I ładnie odpowiesz?
- T-tak... j-jja...
- Dobrze! Ciesze się, bo nie lubie tortur. Straszny przy tym bałagan, no i te krzyki. Silion, a co ty myślisz o "kreatywnych przesłuchaniach"?

Silion aep Mor:
- Oj zaraz pokaże co myśle... - rzekł po czym szybkim ruchem chwycił za szklany nóż... Podszedł do maga po czym sprawnym ruchem odciął mu pół ucha. Spojrzał na niego z kamienną twarzą i zimnym spojrzeniem. Nagle wbił mu nóż w kolano i przekręcił.
- Niestety ja mam nieco inne zdanie na ten temat Kazmirze... - odrzekł beznamiętnie spoglądając wciąż na maga - Kazmirze, do dzieła... - miał na myśli przesłuchanie, sam zaś myślał jak by tutaj jeszcze wystraszyć jeńca zanim zabierze się za niego Domenik.

Kamirazi:
- Nie bądź taki okrutny, proszę . Jeszcze życie samo mu się odpłaci . Powiedziała cicho, ciągnąc Siliona za rękaw.  Po chwili spojrzała, lekko  zniesmaczona na brata .
-Kaziu... trochę kultury,  siku zrobiłeś ale zapomniałeś ... ekhem,  czegoś zapiąć 

Kazmir MacBrewmann:
- A tak. Kazmir zapiął rozporek. Jeniec kwilił, kurwował i krzyczał. Kazmir kucnął. - Mów, kto i jak przemienił tych ludzi. I po co.
- Gorez... n-nekromanta, uczeń... jeden z uczniów Torreno... T-to j-jeggo pomysł, chciał mieć zabezpieczenie... ccoś co was spowolni... Chłopi byli nam już zbędni.
- Skurwysyn, po co wam byli?
- Z początku do wykopalisk... potem Vrihańczycy wymyślili bujdy o mścicielu... obiecywaliśmy raj za morzem... ci durnie... sami szli w nieewole... Do Ghuruk, Vrih... tam gdzie byli chętni. A garnizon... kufry złota od Torreno nie bolały. Otworzymy grobowiec... nawet bez kklucza. Mówił coraz ciężej, i od rzeczy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej