Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr

<< < (41/82) > >>

Egbert:
Szczęśliwie dla Egberta, oddział Bękartów który przyszedł im z odsieczą dysponował kilkoma zapasowymi namiotami. Rudobrody najemnik nie wiedział dlaczego komuś chciało się je ze sobą targać, był jednak tej osobie wdzięczny. Dzięki niej nie musiał spać pod gołym niebem. Olbrzym rozłożył swój namiot dosyć szybko, miał w tym bowiem trochę wprawy, po czym wczołgał się do środka. Rozmiarami nowy nabytek niezbyt mu odpowiadał, bo nie mógł w nim nawet wygodnie usiąść, ale przecież nie o to chodziło. Prosty żołnierski namiot miał zapewnić użytkownikowi ochronę przed nocnym chłodem i ewentualnymi opadami. Po krótkim odpoczynku, mniej więcej w środku nocy, Egbert został zbudzony przez innego szeregowego. Przyszła jego kolei na wartę, a od tego nie można było uciekać. Wojownik wygramolił się zatem na zewnątrz i udał się na stanowisko.

Silion aep Mor:
Mężczyzna uważał teraz że nic mu po jego tytułach skoro jego życie osobiste się sypło, stało się nudne, smutne i monotonne.
- No cóż... ÂŚwiecą się jak gwiazdy... Jeżeli chcesz to możemy się przejść i poszukać brązowych gwiazd. - szepnął do niej po czym uśmiechnął się - Zabrałbym Cię na nocną przejażdżkę konną... Ale no wiesz... Nie ma zbytnio jak - koń niestety nie żył.
- To jak moja droga? Nie daj się prosić. - rzekł wesoło wyciągając dłoń w stronę Kami.

Kamirazi:
Niepewnie wstała z miejsca, ostatni raz podkładając do ognia. Obróciła się na pięcie, ruszyła powoli przed siebie, zakręcając wokoło ogniska. Silion przyglądał się jej, ta przechodząc wystawiła delikatnie rękę tak by móc przejechać koniuszkami palców po zewnętrznej stronie jego odzienia... po kilku krokach odwróciła się do niego
-Więc idziesz?

Silion aep Mor:
Mężczyzna obserwował jak kobieta zakreśla łuk wokół ogniska, zmysłowo poruszając się w jego stronę. Gdy wyciągnęła dłoń w jego stronę, on poczuł jej dotyk poprzez ubranie który go aż zmrowił.
- Oczywiście! - wstał po czym uśmiechnięty ruszył za kobietą.

Kamirazi:
Szła jakiś czas odrobinę szybciej niż  zazwyczaj, słysząc jego kroki za sobą nie musiała się odwracać by wiedzieć że idzie za nią. Gdy ominęli już miejsce, w którym namiotów było najwięcej i wokoło nich było więcej wolnego terenu, przystanęła czekając na niego. Mała polanka za obozowiskiem była niesamowicie cicha, prócz pochrapywania krasnoludów słychać było jeno wiatr.
-Powiedz , czy tylko mi tak chłodno w dłonie? Pokaż Wyciągnięciem ręki w jego stronę zasugerowała by położył na niej swoją, ręce mężczyzny wydawały być się ogromne i silne, lecz nie zdawała sobie sprawy co Silion na tą sugestię

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej