Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Domenik aep Zirgin:
No, ten chociaż nosił mundur. Krasnoluda zastanawiało czy w Bękartach jest taka bida czy po prostu ich ludziom nie odpowiadają kolory na umundurowaniu. Tak na prawde miał to we dupie.
- Domenik aep Zirgin, jest jeszcze ze mną Tyrr aep Nargoth i jeszcze czworo kamratów. Tyrr! Wyłaź!
Tyrr aep Nargoth:
- Po chuja? Dało się słyszeć z tyłu. A po chwili z wozu wygramolił się odziany w pełną płytę z czarnej rudy krasnolud. Podszedł kawałek bliżej.
- No, jestem.
Egbert:
W sumie wozem przyjechała szóstka? I pewnie same krasnoludy. Co to, hufiec z Ekkerund? Ten Domenik rządził się jak stara matrona, więc pewnie był kimś ważnym. W każdym razie, Egbert nie miał pojęcia o co chodzi. Na widok czarnej zbroi Tyrra niemal oczy mu wyszły z orbit. O cholera! Coś takiego było przecież niemal niezniszczalne! ÂŻeby położyć tego krasnoluda kilku chłopa musiałoby rzucić się na niego ze wszystkim stron i poszukać nożami jakiejś szczeliny do wsadzenia ostrza. Albo utłuc młotami z podobnego materiału.
Ashog "Stalowa furia":
- Zdaje sie że Was znam, tak czy inaczej możemy sobie pomóc nawzajem. Bo walczymy z tym samym wrogiem, kazano nam utrzymać pozycję do czasu przybycia posiłków, a jest nas aby troje. No i mag... Merith.
Domenik aep Zirgin:
- To łon żyje? Zadziwił sie Domenik, no i ucieszył. - Toś mi menhir z serca zdjął. Pomożemy wam, bo nic innego nie zrobimy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej