Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Merith:
- Nie, nie ma niestety czaru sprowadzającego deszcz.
Silion aep Mor:
Mężczyzna zaśmiał się w duchu widząc w oddali płonącą wieś, wiedział że to co się tam dzieje to jego wina ale nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Ot co, wyżył się, tak że aż wioska spłonęła. Teraz już nic na to nie mógł poradzić. Najśmieszniejsze a zarazem najdziwniejsze dla niego było to iż dom który był aż tak odizolowany od reszty chat i w dodatku zbudowany z kamienia podpalił całą wieś.
Na zewnątrz jednak utrzymywał kamienną twarz spoglądając na dym w oddali. Na rozkaz Kazia zatrzymał się gdzieś obok niego.
- Kami, ciekawy widok, prawda? - zapytał.
Intrygowała go ta kobieta, nagle się zjawiła i od razu sprawiła że kruk zwrócił na nią swoją uwagę. Było w niej coś ciekawego.
Uśmiechnął się pod nosem.
Kazmir MacBrewmann:
- Kurwa... trzeba im pomóc jakoś. Jeden z chłopów zauważył nas, trochę się przeraził. - Pomożemy wam! Krzyknął, Bękarty wzięły więc kociołki i garnki jakie targali ze sobą i ruszyli gasić pożar. Nagle jednak naszła chmura i lunął deszcz.
Kamirazi:
Nie widziała co powiedzieć... jakby zza mgły dotarło do niej pytanie towarzysza, z lekko uchylonymi ustami i mocno otworzonymi oczami zwróciła twarz w jego stronę. - Jest tak spokojny jakby to go wcale nie poruszyło... - Pomyślała - Nie wiem jak mogło do tego dojść ale Ci ludzie , bez obeznania , chaotyczne próbujący coś zrobić ... okropnie mi ich żal. Nie wiem czy to był wypadek ale aż dziwne by od jakiegoś prostego wypadku zajęła się cała wieś ! Spróbowała przymknąć oczy choć na chwilę , czekając na dalszą akcję , wtedy poczuła na ramionach pierwsze krople.
Kazmir MacBrewmann:
Walka z ogniem dzięki deszczowi była łatwiejsza, ulewa trwała ponad godzinę ale w końcu ugaszono pożar. Bękarty "wyzwoliły" kolejną wioske. Kazmir nakazał zabezpieczyć teren i przyprowadzić sołtysa albo kogoś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej