Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Narrator:
Przyszedł chłop, starszy, siwy już. Wyglądał na zmęczonego i wystraszonego.
- Sssłucham Panie. Rzekł łamiącym się głosem.
Kazmir MacBrewmann:
- Jestem Kazmir MacBrewmann, przybyłem do tej gminy by przywrócić tu porządek. Oczyścić ją z sekty i bandytów was nękających. Wiem że wielu z was służyło im, daruje wam to o ile powiecie mi jak wygląda droga do kopalni.
Silion aep Mor:
No i to by było na tyle... - pomyślał na widok nadchodzącej jesiennej ulewy Trzeba się gdzieś skryć by nie zmoknąć. - pocwałował koniem pod jedną z chat która się nie zajęła ogniem i zszedł z konia pomagając kobiecie zrobić to samo.
Podczas deszczu schowali się pod jednym z dachów. Tymczasem mężczyzna obserwował rozwój wydarzeń. Wolał skryć się i poczekać na spokojnie, nie chciał być przypadkiem rozpoznany przez tutejszych chłopów jako podpalacz. Co z tego iż był prawie pewien że nikt go nie widział, dmuchał na zimne.
- Wypadek czy nie, nic już nie zmienimy... Tak już bywa. - odrzekł kobiecie.
Po jakiejś godzinie pożar ugaszono a Kazmir wykrzykiwał coś donośnie. Po chwili przyprowadzono jakiegoś chłopa, zapewne sołtysa. Naciągnął sobie arafatkę na twarz i na spokojnie oparty o ścianę przysłuchiwał się rozmowie.
Narrator:
Staruszkowi jak i zapewne reszcie wsi ulżyło.
- Dzięki Ci Panie! Musicie jechać cały czas drogą, prosto. Tam już dalej osad nie ma, jeno na zachodzie. Kozy i Nardea.
Egbert:
Egbert przechadzał się po okolicy, trzymając się jednak blisko dowódcy i sołtysa. Chciał ich mieć w zasięgu słuchu, żeby wiedzieć z wyprzedzeniem dokąd oddział uda się w następnej kolejności. To musiała być niedawno ładna wioska, pomyślał najemnik. Szkoda, że tyle chat uległo zniszczeniu. Naprawa zajmie mnóstwo czasu, miało to jednak też pewne plusy. Chłopi zajęci odbudową swoich domów nie będą mieli kiedy pomyśleć o buncie przeciwko nowej, a raczej starej, władzy. Polityka nie była tym co by Egberta fascynowało, ale dobrze widzieć jak w te strony wraca porządek. Mężczyzna ze spokojem oparł dłoń na głowicy miecza, którego tym razem nie musiał dobywać. Cóż, będzie jeszcze okazja.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej