Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Cień wiatru
Dragosani:
Drago już chciał coś powiedzieć o spadku jakościowym członków Bractwa, ale powstrzymał się. Spojrzał na czubek miecza wymierzonego w niego.
- Ech, mógłbym cię rozbroić na co najmniej trzy sposoby, gdy tak trzymasz ten miecz. - Absolutnie nie przejął się zagrożeniem. To byłoby w sumie całkiem zabawne. Król zadźgany na jakiejś leśnej drodze przez własnych rycerzy.
- Czyli znasz króla osobiście i wiesz czym by się zajmował - powiedział. Zaczynał mu się włączać wredny typ. - To zabawne, bo ja jakoś cię nie znam. - Przyjrzał się wyposażeniu dwójki mężczyzn. Chciał ocenić, czy naprawdę mogli należeć do Bractwa. - Zobaczcie sobie na twarz wybitą na monetach. Zapewne gdzieś tam jakieś macie od tego pijaka. I nie, to nie jest propozycja łapówki.
Licho:
- Co!? Co ty gadasz, o co ci z monetami chodzi?- pytał rosły strażnik. W tym czasie jednak ten bystrzejszy zdążył wyjąć z kieszeni jedną grzywnę, obrócił, spojrzał na rewers. - Fernando, spójrz. Ten sam nos- mówił zszokowany strażnik. Nagle wszystko zaczęło do niego docierać, że to nie jakiś "szanowny pan", tylko król właśnie. Padł nagle na kolana, miecz odrzucił gdzieś w bok.
- Wasza miłość wybaczy, ciemno jest, my nie rozpoznalim waszej wysokości!- zaczął mówić Victor głosem godnym pożałowania. Mężczyzna spojrzał na swego kompana. - Fernando, no co ty robisz! Już, klękaj na ziemię przed naszym królem!- upomniał go ostro. - Błagamy o wybaczenie, my jesteśmy z Atusel, nigdy nie widzieliśmy króla "na żywo", choć teraz każde spojrzenie na monetę będzie przypominać nam o tym spotkaniu i naszym haniebnym zachowaniu! Prosimy o litość!
- Przecież kości policzkowe ma zupełnie inne...- odezwał się zdezorientowany Fernando.
- Przymknij się głupcze!- warknął. - On jest nierozgarnięty, wasza królewska mość, proszę nie zważać na niego!
- Powiedz im, żeby zrobili fikołka w tył, proooszę!- odezwała się z tyłu Licho.
Dragosani:
Dragosani o mało co nie parsknął śmiechem, widząc jak rycerz padł na kolana. Takie zachowania wciąż go trochę śmieszyły. jedna z nielicznych zalet jego pozycji.
- Dobra, dobra - zaczął ich uspokajać. - Ważne jest to, aby to przypadkowe spotkanie pozostało tajemnicą. ona naprawdę jest świadkiem w pewnej sprawie... a teraz... - Zerknął na Licho. - Skoro już klęczycie, to zróbcie te fikołki w tył, skoro dama ładnie prosi. Mnie przepraszać nie musicie, ją tak. - Uśmiechnął się paskudnie. A co, czasem można władzę trochę wykorzystać.
Licho:
Wstali z ziemi, otrzepali swoje mundury ze śniegu, ale strach z ich twarzy nie schodził. Jak usłyszeli żądanie dziewczyny, to do tej bojaźni dołączyło niedowierzanie.
- Władco najjaśniejszy. Ja nie potrafię!- wyjąkał Fernando.
- Truuudno!- machnęła ręką Licho. - Ale Victorek niech zaprezentuję sztuczkę!
- Wedle życzenia- rzekł niezadowolony strażnik. Odpiął broń od pasa, zdjął wierzchnie opancerzenie, coby mu wygodniej było. Zrobił kilka podskoków w miejscu dla rozgrzewki. Ugiął kolana, skupił się, napiął mięśnie. Nagle odbił się, głowa poleciała w tył, nogi nad nią, tors zrobił obrót, a po chwili Vicotr leżał twarzą w śniegu.
- Tfu!- wypluwał śnieg z ust, a później złapał się za plecy, w których coś przeskoczyło z wyraźnie słyszanym trzaskiem. - Panienka wybaczy- jęknął przeciągle przepraszającym tonem.
- Phi. Wstyd się przyznawać w dzisiejszych czasach, że jest się z Bractwa -skomentowała wydarzenie dziewczyna. Obróciła się w stronę Draga. - Idziemy, szkoda na nich czasu- zadecydowała znudzonym, pełnym lekceważenia głosem, choć to tak tylko na pokaz było.
Kobieta schyliła się po kartkę i podarła ją na kilka części tak, by niemożliwe było odczytanie wiadomości i co ważniejsze, rozpoznanie jej twarzy. Kawałki papieru cicho opadły na śnieg.
Wampir i rozbójniczka oddalili się spokojnie od strażników. Licho patrzyła roześmianym wzorkiem na Draga.
Dragosani:
I tak oto rycerze Bractwa dostali coś, o czym będą mogli wnukom opowiadać i wspominać po wsze czasy.
- I pamiętajcie - rzekł Drago, gdy rycerz już wstał po niezbyt udanej próbie zrobienia fikołka. - Jeżeli rozgadacie o tym spotkaniu, a będę wiedział jak to zrobicie, to porozmawiam sobie z panną Antarii. A wiecie, że to zła kobieta jest - zagroził im straszliwymi konsekwencjami. I tak się rozstali. Strażnicy poszli w swoją stronę, rozbójniczka i król w swoją.
- Hm... tysiąc dwieście grzywien - powiedział po chwili milczenia wampir. - W sumie mógłbym sobie dorobić... - dodał z dragowym uśmieszkiem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej