Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Cień wiatru
Licho:
- Wiem, że nie zrobiłbyś tego- rzekła do niego z pobłażaniem.
Hemisowy las był cichy i ciemny. Zwierzęta w większości zapadły w zimowy sen, a te aktywne brodzą w śniegu bez najmniejszego szelestu. Zapewne niejedna para ciekawskich zwierzęcych oczu obserwowało wędrujących na mrozie. Szli traktem, ale był on na tyle zasypany śniegiem, że łatwo było zbłądzić, skręcić w byle leśną uliczkę i zwyczajnie zgubić drogę.
- Króliczku! Orientuj się!- usłyszał wampir za swoimi plecami i w tym samym momencie, w którym miał się obrócić, uderzyła go w bark rozpędzona śnieżka wypuszczona przez Licho. Dziewczyna spodziewając się szybkiego odwetu, skoczyła gdzieś między gęste zarośla, szykując dla siebie zapas śnieżnych pocisków. Puszysty śnieg pod wpływem ciepła dłoni ładnie się lepił. Licho, skryta za pniem dorodnego świerku, nasłuchiwała, by nie dać się zaskoczyć wampirowi. Wyjrzała delikatnie zza gałęzi, by namierzyć swoją ofiarę i posłać w jej kierunku jeszcze kilka śnieżek.
Dragosani:
- Osz ty... - mruknął Drago, gdy tylko dostał śnieżką. Szybko obmyślił plan kontrataku. Tak aby dziewczyna nie myślała sobie, że może ot tak rzucać śnieżkami w króla swego jedynego! Jednak nie przystąpiła od razu do śnieżnej ofensywy. Gdy dostał śnieżką, a Licho schowała się w krzakach, Drago zniknął. Chociaż tak naprawdę to nie. Przemienił się w nietoperza i wystrzelił w górę. Zniknął w ośnieżonych koronach drzew. Krył się gdzieś tam, czekając na okazję, gdy Licho będzie bezbronna względem jego niecnego ataku.
Licho:
Gdy Licho się wychyliła, by poszukać swego celu, nie ujrzała go nigdzie. Zawiedziona nieco, wzięła dwie śnieżki w dłonie jako swoją broń i wyszła z kryjówki. Otrzepała z czarnych włosów śnieg, który spadł na nie z poruszonej nieopatrznie świerkowej gałęzi. Wyszła na trakt, a nie widząc nigdzie wampira, obróciła się bezradnie w miejscu.
- Ha! Nie chowaj się, i tak cię znajdę!- zawołała w bliżej nieokreślonym kierunku, gdyż nie miała pojęcia gdzie podział się Drago. Nagle spojrzała w dół i dostrzegła ślady ich stóp, z tym że te większe kończyły się w pewnym momencie.
- Mhmmm, więc tak masz zamiar się bawić?- uniosła wzrok na wysokie gałęzie. Jednakże szanse dojrzenia małego czarnego wampirka były znikome.
Dragosani:
Drago przycupnął sobie na jednej z grubszych gałęzi jednego z drzew. Jednym impulsem woli zmusił swoje ciało do powrotu do swojej zwyczajnej formy. Siedział sobie tak skryty w mroku i gałęziach, zbierając z nich śnieg. Ulepił porządną śnieżkę. Naprawdę dobrą. Niemalże idealnie kulistą. Aż żal było taką rzucać. Ale rzucić trzeba było. Wycelował więc i rzucił. Zanim śnieżny pocisk trafił celu, wampir już zeskoczył z drzewa. Wylądował zwinnie, wziął dwie garście śniegu i wystrzelił pędem w stronę Licho (która w tym momencie powinna być chwilowo zajęta strzepywaniem z siebie śniegu), coby natrzeć ją w sposób bardziej manualny. Jak jakiś szkolny młodzik, ale cóż... Ona zaczęła. Poza tym czasem można nieco się zabawić.
Licho:
Dziewczyna czuła się obserwowana. Małe nietoperze ślepia zapewne namierzały ją teraz, planując niecny atak, jednakże ona nie była w stanie odnaleźć ich w ciemności. Z konsternacji wyrwał ją widok lecącej z góry białej śnieżki, przed którą nie było szansy się nawet uchronić. Uniosła jedynie ręce w obronnym geście, a kiedy śnieżny pocisk zamienił się w puch po zderzeniu, Licho co sił schyliła się by zebrać śnieg i rychło dokonać kontrataku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej