Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień wiatru

<< < (8/11) > >>

Licho:
- Wiem jak było źle, Draguś. Jak już w końcu zdecydowałam się ruszyć w drogę, to po gruzach niejednej wioski szłam- żachnęła się. Może i niehonorowe było schowanie się gdzieś i przeczekanie, ale czy ktokolwiek wyobrażałby sobie Licho w roli jakiejś pielęgniarki, pomagającej rannym? Zapewne narobiłaby więcej szkody niż pożytku, a przy okazji okradła konających i tak dalej. Dziewczyna jednak była przyzwyczajona do tego, jaka jest, a jej głównym celem jest po prostu przeżyć, doznać nieco przyjemności od czasu do czasu - Iść gdzie nogi poniosą a wzrok nie sięga. A jeśli trzeba przycupnąć spokojnie. Wojna to nie była moja sprawa. Jeśli trzeba by było i z demonami bym przystała. Wiem, że ty jesteś zupełnym moim przeciwieństwem. Honorowy, dzielny i silny!- zaśmiała się. - Kto za nim będzie płakał? Myślę, że całemu przestępczemu światu sprawimy przyjemność zabijając go.
Idąc zaśnieżoną drogą do wsi Drago i Licho napotkali dwóch strażników miejskich, którzy patrolowali teren dookoła murów miasta. Właśnie spacyfikowali i odprowadzili jakiegoś pijaczka z festynu do domu. Mijając dziwną parkę, zmierzyli ich wzrokiem podejrzliwie, odwrócili się jeszcze, by dobrze im się przyjrzeć.
- Panienko! Panienka pozwoli tu do nas- zakrzyknął jeden z nich po chwili namysłu.
Licho rozpaczliwie spojrzała na wampira. Na drzewie zobaczyła bowiem przybitą kartkę ze swoją podobizną i duży napis "POSZUKIWANA. Wyznaczona nagroda: 1200 grzywien po dostarczeniu jej do posterunku straży miejskiej w każdym mieście na terenie Valfden". Widocznie po złapaniu jej nikt nie pofatygował się, by zdjąć nieaktualne ogłoszenie.

Dragosani:
- Nie jestem ani dzielny ani honorowy - odparł wampir. - Po prostu wiedziałem i wciąż wiem, że paktowanie z demonami równałoby się samobójstwu. Tyle. To nie byli odpowiedni sojusznicy, którzy po wygranej wojnie z uśmiechem podziękowaliby za pomoc - powiedział. Może był odrobinę uprzedzony, ale doskonale rozumiał naturę demonów. Walczył z nimi na większej ilości płaszczyzn niż większość osób, które miała z nimi styczność. A aby skutecznie walczyć, musiał je najpierw zrozumieć. - Szczęśliwie nie będą nam zagrażać przez dłuższy czas. Może nawet już przez wieczność? - dodał jeszcze. Już miał coś odpowiedzieć na słowa o Krawcu, kiedy minęli dwójkę strażników. Jeden z nich zawołał za Licho. Wampir rzucił okiem na kartkę. Westchnął. Zsunął maskę z twarzy. Odwrócił się i podszedł kilka kroków do strażników.
- W czym problem? - zapytał. Miał już pewien pomysł.

Licho:
Licho nie chciała się dłużej kłócić. Przyznała mu więc tylko rację posłusznym skinięciem głowy. Nie dodawała nic więcej, z resztą nie znała się na wojnie, nie uczestniczyła w niej, widziała tylko jej skutki, a nie to, jak działała, jaka to potężna siła, a wróg był zgoła nieprzeciętny. 
Licho drgnęła, gdy usłyszała zawołanie "panienko!". Nie było mowy, by odnosiło się to do wampira. Nasunęła kaptur na głowę najmocniej jak mogła, spuściła głowę, schowała się lekko za Draga. Na szczęście on przemówił pierwszy.
- Widzi szanowny pan to ogłoszenie na drzewie?- spytał jeden z nich, ten roślejszy, choć z twarzy nie wydawał się zbyt inteligentny. Podszedł do pniaka, zerwał kartkę, podstawił wampirowi niemal pod sam nos. Popukał w podobiznę dziewczyny palcem, aż kartka zaszeleściła.
- O! To ona przecie. Mamy rozkaz ją aresztować. I jeszcze nagrodę się zgarnie!- wyszczerzył żółte zęby. - Pokaż się no dziewucho, czy ty na pewno ta dziewka co tu namalowana- zachęcał.
Drugi z nich jednak dostrzegł opory Licho i rzekł. - Jakby chciała udowodnić, że to nie ona, zaraz by swoją twarzyczkę pokazywała. A ona nosa wyściubić spod kaptura nie chce!
- Ehe... Prawdę rzecze- mruknął pierwszy i odsunął się na kilka kroków. - A pan gdzie żeś ją znalazł?

Dragosani:
Drago spojrzał na Licho. Potem na kartkę, zerwaną z drzewa. Wziął ją od strażnika. W sensie złapał i pociągnął. Nie mocno, nie chciał jej porwać. Jednak gest ten był na tyle władczy, że rosły mężczyzna powinien instynktownie puścić.
- W pałacowych lochach - odparł zgodnie z prawdą. Nie miał zamiaru nic kręcić. - Jest ważnym świadkiem. Została zwolniona z aresztu na osobisty rozkaz króla. Więc jeżeli zamierzacie nas niepokoić, to najpierw podajcie swoje imiona i stopnie. Oraz wytłumaczcie co strażnicy miejscy robią poza miastem. - Drago włączył swój tryb głosu królewskiego.

Licho:
Oboje zrobili dziwne miny, słysząc wyjaśnienia mężczyzny.
- Fernando Brossa i Victor Gasset, oboje jesteśmy rycerzami z Bractwa, obecnie służymy w jednostce straży w Efehidonie, a teraz wracamy do miasta, gdyż odprowadziliśmy pijaka wszczynającego burdy na festynie- wyrecytował jeden z nich.
- Król by się taką obdartuską nie zajmował, on ma przecież ważniejsze sprawy na głowie. Gadaj coś ty za jeden, bo nie wierzę ci ani w jedno twoje słowo!- ten bystrzejszy posunął się nawet do tego, że wyjął z pochwy miecz i wymierzył go w wampira.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej