Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień wiatru

<< < (5/11) > >>

Dragosani:
Drago nic nie powiedział na temat Słowika, lecz wiedział, że za tydzień to on najprawdopodobniej będzie już ściągany z szubienicy. W worku. Znaczy przenoszony będzie w worku później. Gdzieś tam, gdzie przenosi się ciała skazanych po wykonanej egzekucji. Co więcej, wampir postanowił powiedzieć komu trzeba, aby przyspieszono proces. Nie miał zamiaru pozwolić uciec komuś, wobec którego potwornych zbrodni są tak poważne dowody. Innymi słowy, Słowik nie miał szans doczekać możliwości ucieczki. Rzecz jasna Drago nic z tego nie powiedział na głos.
- Najpierw porozmawiamy w jakiś ustronnym miejscu - rzekł. - Potem się pomyśli co dalej. - Rzucił jeszcze grubasowi spojrzenie w stylu "zapamiętam cię i będę cię straszył nocami" i wyszedł z lochów. Prowadził Licho do jakiegoś ustronnego miejsca. Nie do swoich komnat, po prostu w jakieś odludne okolice pałacu. Jakoś tak też szedł mało uczęszczanymi korytarzami, coby służba go nie zobaczyła.

Licho:
Na ich szczęście nikt się korytarzami nie szlajał. Licho zorientowała się o co chodzi. Spojrzała na wampira podejrzliwie. - Co, wstyd ci z więźniarką się pokazywać?- burknęła. Korytarz, którym szli, prowadził na wyjście do miasta, ale od tej strony, gdzie trzeba było przejść jeszcze przez jakieś ogrody i tak dalej, dlatego nikt tam się nie zapuszczał, bo i nie było po co.
Po bokach rzędem ciągnęły się wysokie na 3 metry okna, a  z sufity zwisały długie do ziemi grube kotary. Wszystkie okna były odsłonięte, wszak było hemis i królowi nie groziło poparzenie słoneczne. Licho stanęła przy jednym z nich, z którego widok rozciągał się na zamarzniętą, zaniedbaną sadzawkę, a dalej, za żywopłotem z cyprysów, była już dzielnica mieszkalna.
- Nie pozwolisz mi stąd po prostu wyjść? Mam dużo spraw do załatwienia, wiesz jak to bywa- wyjaśniła pokrótce. Niecierpliwiła się. Niby udało jej się wyjść z lochów, ale wciąż nie czuła się do końca wolna, póki przebywała na terenie pałacu. - Bo chyba nie powiesz mi, że się za mną stęskniłeś- mimowolnie uśmiechnęła się szeroko.

Dragosani:
Dotarli w końcu w nieco bardziej odludny zakątek pałacu. Drago go oczywiście znał. Po wojnie, gdy miał już trochę czasu, obrał sobie za punkt honoru jak najdokładniej poznać pałac. Wraz z jego licznymi ukrytymi przejściami. Część z nich znał jeszcze z pracy Radnego, część poznał w czasie odbudowy pałacu po magicznym ataku terrorystycznym.
Gdy weszli do komnaty, wampir oparł się o kamienny parapet jednego z okien.
- Nie mogę - odpowiedział. Bo też nie mógł. - I nie chcę - dodał. Bo też nie chciał. - Masz rację, nie powiem ci - rzucił jeszcze z dragowym uśmieszkiem.
- W coś ty się znowu wpakowała? - zapytał. - Z kim zadarłaś? I w ogóle... Licho? Serio?

Licho:
- "Licho" to nie ja wymyśliłam!- fuknęła. Gdy się uspokoiła, uniosła ramiona. - Tak zaczęli do mnie mówić, bo wszędzie gdzie się pojawiałam, to wynikały jakieś kłopoty, mniejsze czy większe... Strażnicy tak też do mnie wołali, ale zwykle zdołałam im czmychnąć. Szlag by to!- Licho zapewne plułaby sobie w brodę, gdyby ją posiadała. Nie mogła sobie wybaczyć tego, że dała złapać się jak dziecko.- A jak im mówiłam, że jestem "czterdzieści cztery" albo "Oczko" to się śmiali. Innych imion nie miałam- spuściła wzrok. Zaraz jednak ciekawskie oczyska wlepiła w wampira. - Nie chciałam ci robić kłopotu, mówiąc, że cię znam. Widzisz jaka troskliwa jestem? Słyszałam o śmierci Isentora i tak dalej, a później o wyborach na króla. Nie interesują mnie takie rzeczy, ale jak tylko się o tym dowiedziałam to poszłam zagłosować- wyszczerzyła się w uśmiechu. - Zaś w co się wpakowałam... Zapewne straż królewska miała dość doniesień o kradzieżach najlepszych, rasowych koni, które później sprzedawano na nielegalnych aukcjach. I o pięknisiach, które przychodziły się skarżyć, że giną im najdroższe klejnoty. Poza tym utrzymywałam się z tego, że od czasu do czasu zabijałam kogoś, kto wkurzył kogoś bogatszego i z większymi znajomościami- wzruszyła ramionami. - W końcu nazbierało się tego. Po drodze też trochę "przeszłam", miałam też małą wspólniczkę, dziewuszkę, miała na imię Frida, ale po wojnie gdzieś mi się zapodziała. Fajnie byłoby ją znaleźć. Aha, no i mam kilka długów... Dość poważnych... Jestem dłużna baaardzo złym ludziom, a pobyt w więzieniu nie pozwala mi na "zarobienie" na spłacenie tych należności. Zapewne gdybym utknęła tam na dłużej, oni wyciągnęli by mnie siłą i zażądali grzywien- zakończyła swą opowieść grymasem uśmiechu.
- A teraz na poważnie- oparła ręce na biodrach. - Którędy do wyjścia?

Dragosani:
Drago wyjrzał przez okno na zamarzniętą sadzawkę. Ciekawe czy były tam ryby.
- Licho w sumie pasuje - skomentował. - Jeden z królewskich galonów tak się nazywa. Miało być "Morskie Licho, ale ostatecznie zostało samo "Licho". Ot, taka ciekawostka - powiedział jeszcze, po czym odwrócił się do dziewczyny. Wysłuchał skróconej wersji jej historii.
- Cóż... przynajmniej jesteś szczera - stwierdził i westchnął. - Zaprowadzę cię do jednego z... mniej jawnych wyjść. Bo raczej nie chcesz wychodzić przez główną bramę? - Ni to zapytał, ni to stwierdził.
- A co do tych złych ludzi... - zaczął po chwili. - Przydałaby mi się przerwa od królowania. Dawno nie miałem okazji poszwędać się po wyspie. Może... porozmawiałbym z nimi? Tak po swojemu? Same plusy z tego wyjdą - zaproponował. Strasznie go ciągnęło gdzieś tam, poza pałac i oficjalne audiencje. No a teraz mógł mieć ku temu okazję.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej