Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień wiatru

<< < (4/11) > >>

Licho:
- Dooobra, sam nie marudź- zgodziła się zjeść kurczaka i wkrótce pieczona nóżka znalazła się w jej ustach. Zaczęła jeść łapczywie, ale po chwili opamiętała się.
- Fiesz, sztraszne farunki tu są- zaczęła mówić z pełnymi ustami w stronę wampira. Jedną ręką urywała sobie kawałki mięsa, a drugą, w której trzymała obgryzioną z chrząstek kość, zaczęła żywo gestykulować.
- Nie mogę ufieszyć, że dałam się słapać! No mówię ci! Straszny fstyd - przełknęła mięso, zagryzła świeżym, chrupiącym chlebem i już z pustą buzią mówiła dalej. W jej oczach było widać przejęcie. - Ci strażnicy to  pamiętliwe skurwysyny. Ale ja jestem jeszcze bardziej pamiętliwa i mogą być pewni, że jak tylko stąd wyjdę to nie będą mieć łatwego życia- znów uraczyła się posiłkiem. Chwilę jej to zajęło, ale znów zaczęła mówić. - Najgorsze, że nic nie mogą mi udowodnić! Niby wszyscy mnie znają, ale dowodów moich postępków nie ma żadnych. Nie wiem czy widziałeś, ale na głównych traktach wiszą kartki na drzewach z moją podobizną- Licho odstawiła kurczaka. Nie dałaby rady zjeść dużo, jej żołądek skurczył się bardzo przez ten czas. Choćby chciała, nie mogła zmieścić już więcej. -  Niepotrzebnie nasporzyli mi dodatkowej roboty. Weź tu teraz człowieku łaź po ciemnicy i zrywaj te wszystkie kartki, ehhh- westchnęła.
- Skoro tak bardzo chcesz, żebym się umyła, to się odwróć- spojrzała na niego spode łba. Postawiła sobie miskę z wodą na pryczy i zaczęła się rozbierać z łachów, które jej tutaj przymusowo dali.

Dragosani:
Wampir uśmiechnął się krzywo, gdy kobieta w końcu mu uległa. Oczywiście zrobiła to z wielką łaską, ale widać było, że tak naprawdę sama szuka powodu aby się najeść.
- W lochach z reguły są złe warunki - stwierdził. - Przynajmniej nikt nie podwiesił cie pod sufitem i nie wycinał ci kawałka skóry - wspomniał swoje stare przygody, o których Licho oczywiście nie mogła wiedzieć. Puścił mimo uszu odgrażanie się kobiety. Przynajmniej na razie.
- Och, biedna! - zaśmiał się na słowa o listach gończych. - Portrety po lasach wywieszają... pff... - prychnął. - Moje podobizny na monetach biją! - poskarżył się. Po krótkiej chwili jednak wyszczerzył się w uśmiechu i dodał. - Jeden zero, wygrałem. - Westchnął. - Królowi żałujesz widoków? - ponarzekał jeszcze i gdzieś tam zniknął za rogiem. Wyszedł z celi, coby trochę podręczyć pozostałych więźniów swoimi sucharami. Mogli być odporni na techniki przesłuchiwania straży, ale po dawce dragowych żartów będą błagali o możliwość składania zeznań, byle tylko wampir nie wrócił.

Licho:
- Trzeba się było nie pchać z dupą na tron- rzuciła mu równie pogardliwie. Miała zwyczajny wstręt do ludzi "z góry". A Drago, którego chcąc nie chcąc darzyła jakąś tam przyjaźnią, był teraz na samym szczycie tej góry. Poza tym on nie wie jak to jest być poszukiwanym na połowie Valfden! - Hmm... Ciekawe po ile poszłyby na rynku klejnoty z królewskiej korony. Można by sprawdzić, no nie?- wypaliła. Zaśmiała się do Draga. Nawet w więzieniu nie mogła uwolnić się od swoich nawyków.
Gdy wampir odszedł, dziewczyna rozebrała się z łachów i zażyła nieco ciepłej wody z mydlinami. - Eeee tam, nie ma co oglądać. Sama skóra i kości! Musisz uwierzyć na słowo- zapewniała uśmiechając się pod nosem. Zdarzało jej się brać kąpiele bardzo długie i wykwintne, w pozłacanych wannach, na tarasach skąd rozpościerał się piękny widok na dolinę skąpaną w słońcu. Zdarzało się jej nie kąpać w ogóle przez miesiąc. Zdarzało jej się też myć szybko i niedokładnie w królewskich lochach, "byle nie śmierdzieć", i uważając, by król we własnej osobie nie podglądał.
Wampir zaś słyszał pluski wody i czuł mydliny. Więźniom oczywiście nawet kąciki  ust nie drgnęły w uśmieszku, gdy Drago męczył ich swoimi sucharami. Nagle Licho zjawiła się czysta i pachnąca, choć nadal ubrana w mało wyjściowy strój. Stanęła przed wampirem jak gdyby nigdy nic, gotowa, aby zwyczajnie iść. Spojrzała na niego wyczekująco.
- To idziemy? Bo wiesz, tak przy okazji, Słowik to mój stary, dobry kumpel. Jego też można by wyciągnąć...- poprosiła ładnie.

Dragosani:
- Ale rozumiesz... - Drago tłumaczył jakiemuś więźniowi o umęczonej minie. - Nie mogę, bo rozumiesz... on mówi... nie mogę ci pomóc. Jestem KONIEM! Koniem, łapiesz? Takie zwierze, więc nie może pomóc! Haha! - Więzień jednak był wyjątkowo oporny i nie docierał do niego kunszt komediowy Antaresa. Ten widząc swój próżny trud westchnął. Coś tam słuchał kątem ucha Licho, lecz wielkiej uwagi do tego nie przywiązywał. W końcu kobieta wyszła z celi. Jej zapach niewątpliwie się poprawił.
- Nie - odmówił twardo. - Za bardzo mi on na skurwysyna wygląda. Poza tym patrz na te tatuaże, to powinno być karalne. - Wskazał na Słowika. Mógł zwrócić wolność Licho, lecz na pewno nie Słowikowi. Dziewczynie mniej więcej ufał, wiedział, że miała powody dla swoich działań. Powody, które chciał poznać.

Licho:
Więzień mimo wszystko nie chciał podpaść królowi, ale zaśmiać się też nie potrafił z tak słabego żartu. Dlatego potakiwał, udawał, że rozumie i tak dalej. Uratowała go Licho, która wyłoniła się z celi.
- Nie? Nie weźmiemy go ze sobą? Szkoda- westchnęła. Podeszła do celi Słowika. - Nie martw się, góra tydzień i wyciągnę cię stąd jakoś- puściła mu oczko. W tym momencie, gdy dłonie mężczyzny i kobiety zetknęły się na ułamek sekundy, niezauważalnie nawet dla wampira, nastąpiło przekazanie wiadomości.
- Ej, mała, nie za dobrze masz?- warknął jakiś grubas ze swojej pryczy, który dotąd leżał i przysłuchiwał się. - Patrzcie no, Licho nawet króla potrafi oszukać- zaśmiał się groźnie, wcale nie przyjacielsko. - Jak cię strażnicy znowu nie dorwą, to zrobię to ja, bądź tego pewna, ty mała kurwo- mówił dalej, stojąc oparty o kraty. W świetle pochodni jego twarz naznaczona bliznami wyglądała naprawdę upiornie.
- Phi, ciebie się nie boję- mruknęła nawet nie odwracając się w tamtą stronę. - Idziemy!- zarządziła za Draga i ruszyła pewnym krokiem przed siebie w stronę wyjścia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej