Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień wiatru

<< < (3/11) > >>

Dragosani:
Wampir spojrzał po pozostałych więźniach, którzy to zapewne nadstawiali uszu. Wszak nie często zdarza się okazja do podsłuchania rozmowy króla z jakąś tam losową więźniarką. Ileż to będzie można rozpuścić plotek!
- Porozmawiamy na osobności - odparł tylko wampir. - Sama słyszałaś, lochy są przepełnione... - przypomniał słowa strażnika. - Na pewno coś wymyślę. I wtedy wszystko mi opowiesz.

Licho:
Usłyszeli tupanie. To Stanisław nadchodził. W jednej ręce trzymał miskę z wodą i mydłem, w drugiej pieczonego kurczaka z ziemniakami. Zasapany stanął przed królem.
- Wedle rozkazu. Ale szkoda na nią tego jedzenia. To już lepiej kotojadowi dać- otworzył ostrożnie drzwi i wsunął talerz i miskę do środka. Pospiesznie zamknął drzwi celi na cztery spusty. Klucze przypiął do paska.
Spojrzał pytająco na wampira. Czekał na dalsze rozkazy. Przedtem jednak obdarzył Licho jeszcze jednym wściekłym spojrzeniem.

Dragosani:
Wampir westchnął.
- Mówiłem, chcę z nią porozmawiać na osobności - powiedział do Stanisława. - Zresztą, nieważne... - Westchnął. - Daj mi klucze i idź na obchód. Tą dłuższą trasą. Chcę z nią porozmawiać i zdecydować o jej losie biorąc pod uwagę wszystkie fakty. Obecność osoby o tak jasno określonych poglądach nie pomaga. Rozumiesz, jestem wampirem. Nie lubię jasności - zarzucił na koniec sucharem, bardziej suchym od tego podawanego do "zupy" w więzieniu.

Licho:
- Jak sobie życzysz Wasza Wysokość- zwrócił się do króla. Odpiął od pasa klucze i podał je władcy. - Tylko ostrożnie, to najgorsi z najgorszych, zwyrodnialcy jakich mało. A wygląd tej tutaj niech króla nie zdziwi, może mała i drobna ale kąśliwa i klnie jak szewc!
Odpowiedziało mu warknięcie Licho, która wyszczerzyła do niego białe zęby. - Sio!- rzuciła pogardliwie.  A później słodkimi oczkami spojrzała się na Draga.
Niepocieszony strażnik odszedł, choć po drodze odwracał głowę kilka razy, żeby spojrzeć, co ten król kombinuje. Wreszcie jednak zniknął za zakrętem.
- Ja tego nie tknę. To wbrew moim przekonaniom i wbrew kodeksowi każdego szanującego się złodziejaszka grasującego na traktach- spojrzała na soczystego kurczaka. W jej oczach widoczne było rozmarzenie. - Ja mam od nich jeść!? W życiu. Tylko tyle, ile potrzeba, by przetrwać. Ci strażnicy to gorsi zboczeńcy aniżeli Słowik. Na dodatek łapówkarze. Pies ich ... - Licho zdusiła w sobie ostatnie słowo.

Dragosani:
Drago nie spojrzał na odchodzącym strażnikiem. Nie było potrzeby. Zignorował jego ostrzeżenie. Nie obawiał się więźniów. W razie czego potrafił się obronić. No i miał przy sobie broń, czego nie można było powiedzieć o uwięzionych. Podszedł do drzwi celi dziewczyny i otworzył je kluczem.
- To nie jest "od nich" - powiedział. - To ode mnie. Oni by ci dali... no to co tutaj podają. Dostałaś to, co jada się na górze. - Kiwnął głową na sufit. - Oczywiście ja nie, mam trochę inną dietę. - Błysnął zębami. - Więc nie marudź i zjedź. Ile tam potrzebujesz. Co do skorzystania z balii, to już moja osobista prośba. Wybacz szczerość, ale śmierdzisz bardziej niż Lucjusz w astas - zarzucił niesamowicie zabawnym żartem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej