Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień wiatru

<< < (2/11) > >>

Licho:
Strażnik Stanisław(!) zmieszał się, bo poczuł, jakby król wewnętrznie go zranił śmiejąc się z tekstu o "blasku".
- Jak sobie Wasza Wysokość życzy. Wypuścimy go. A tego mordercę to ja bym od razu powiesił bez sądu, bo każdy wie, że to on. W raporcie jest, iż pięciu strażników było naocznymi świadkami, jak Słowik dokonał już aktu morderstwa na dziewczynie, a później uciekał, a na rękach, dosłownie!, miał jeszcze plamy krwi jak go do celu przyprowadzano- strażnik nie miał litości dla mordercy. Sam się go bał, nawet na szafot zaprowadzić. Nawet taki wampir jak Drago nie wzbudził w Słowiku strachu, więc ten spojrzał mu się w oczy z nienawiścią i pogardą. Owszem, był umięśniony, a jego twarz zdobiły jakieś wężowe tatuaże. Zapewne na wolności mógł budzić jeszcze większy strach.
Stanisławowi zrobiło się wstyd. Jako przełożony chciał być lubiany przez swych podwładnych i nigdy nie pomyślał nawet, by któremuś dać po łapach. Jedynie obciąć wynagrodzenie- to zawsze bolało bardziej. Oczywiście z pokorą musiał wykonać to, co król postanowił.
Słysząc plany Antaresa wobec dziewki, Stanisław nie wytrzymał. Zrobił się czerwony i naraz zaczął żywo gestykulować.
- Ale jak to!? Może nie widać po niej, ale ona najgorsza z nich wszystkich! W ogóle pokory nie ma! Nawet nie chce powiedzieć, jak się nazywa! Tylko mówi, że Licho, albo grozi nam że poodcina nam kutasy i powsadza w dupę.
- Proszę się hamować- ostrzegł go Lucjusz. - Wszak to nie przystoi gwardziście królewskiemu takiego słownictwa używać.
- Ale ja tylko cytuję! To diabeł wcielony jest. Ona już kilka lat biega nie wiadomo gdzie, raz ją w Atusel widziano, raz nagle w górach w środku zimy. Szatan nie dziewucha. A jak piszczy to uszy pękają. Szlachicom kradnie konie, już nie mówiąc o biżuterii szlachcianek. Rozróby jakieś w środku miasta: to wszystko jej sprawka. Szybka jest i zwinna to trudno nam ją było złapać, ale jak zabiła jednego z nas, Antoniego , podczas próby ucieczki, to za punkt honoru postanowiliśmy sobie, że ją złapiemy, łachudrę jedną! Dzieci kradnie nawet, nie wiadomo po co. Nie ma co na nią czasu marnować, powiesić razem ze Słowikiem. Oooo, co to to nie, ja jej wody nosić nie będę. Jak jest pora kąpieli, to ona nawet paluszka nie zamoczy.
- Przymknij się wreszcie- usłyszeli warknięcie. Z cienia wyłoniła się drobna sylwetka dziewczyny o krótkich, czarnych włosach i zadziornej twarzyczce. Nawet pobyt w wiezieniu nie zmienił tego szyderczego, choć urokliwego wyrazu twarzy.
- Sram na waszą wodę i żarcie- splunęła przez kraty na but Stanisława.
- Zamknij się ty mała cholera! Jak ja bym cię!...- próbował chwycić ją za włosy, ale ona odskoczyła prędzej, niż on zdążył wyciągnąć rękę. Licho zmierzyła króla spojrzeniem bez znaczenia. Właściwie jakby go mierzyła od stóp do głów, ale nie dawała po sobie poznać, że zna władcę Valfden "osobiście".
Jakby tego było mało, chwyciła metalową miskę w której była jakaś kaszka, choć kaszką to na pewno nie było. Podeszła znów do krat i chlusnęła zawartością na mundur Stanisława. ÂŚmierdzące "jedzenie" zapaskudziło mu misternie haftowaną strażniczą bluzę.
- Ty dziwko! Za zniewagę strażnika należy się kara chłosty!
- Pierdol się złamasie. Niedługo stąd wyjdę. Wtedy nie będziesz mógł spokojnie wyjść z domu i wszyscy pożałujecie, że mnie tu zamknęliście.

Dragosani:
- I pięciu strażników nie zdołało go powstrzymać przed dokonaniem zbrodni? - zapytał Drago o coś, co od razu zwróciło jego uwagę. - Trzeba będzie organizować więcej szkoleń, czy coś... - mruknął do siebie. Jeszcze przez moment patrzył na Słowika. - Biorąc pod uwagę fakty jego wina jest oczywista. Jednak proces dobrze wpłynie na morale społeczeństwa. Szczególnie, jeżeli jeszcze się to odpowiednio nagłośni. Rzecz jasna zasługi straży nie zostaną pominięte. - Spojrzał na Lucjusza, aby upewnić się, że ten wszystko nituje. Bo miał notować. Potem ponownie zwrócił uwagę na dziewkę.
- Poradzę sobie z dziewką, nie martw się, Stanisławie - rzekł. - Zabijałem demony, starożytne wampiry i inne bestie. Niech służba przygotuje to o czym mówiłem. Skoro żeście już mnie tutaj ściągnęli, zbadam tę sprawę osobiście. Coś mi się wydaje, że jest w niej drugie dno. Albo i trzecie... - Kąciki jego ust uniosły się lekko. Tak sobie pomyślał coś, dlaczego Stanisław darzy kobietę taką niechęcią. Ale nie powiedział tego na głos.

Licho:
- Nie zdołało, gdyż dziewczyna była już martwa, kiedy go znaleźliśmy przy jej trupie- wyjaśnił.
- Kotojada nakarmić i wypuścić, Słowika postawić przed sądem, zorganizować dodatkowe szkolenia dla strażników...- mamrotał Lucjusz pisząc. Później zganił Stanisława wzrokiem. Ten dobrze zrozumiał o co chodzi urzędnikowi. Pokornie więc poszedł po wodę i normalne jedzenie dla najgorszego ze wszystkich więźniów!
Lucjusz i Stanisław oddalili się, więc król został w długim korytarzy pełnym cel zupełnie sam na sam z kilkudziesięcioma zwyrodnialcami, mordercami, psychopatami, złodziejami, no i z Licho, która była chyba połączeniem tych wszystkich na raz. Gdzieś na końcu, przy wyjściu, majaczyła sylwetka chuderlawego strażnika, który dopiero zaczynał swą karierę.
- ÂŁadnie żeś się urządził. Słyszałam o twoim sukcesie. Wiedz jednak, że teraz lubię cię odrobinę mniej niż wcześniej- usłyszał głos dziewczyny. Była zła i rozdrażniona.

Dragosani:
Drago już nie komentował wyjaśnień strażnika. Nie chciał bardziej pogrążać tego, bądź co bądź, dobrego człowieka. Chociaż mógł. Ale nie zrobił tego. Taki był dobry. Wspaniały władca i przełożony. No i jaki przystojny! Gdy Lucjusz i Franciszek, Który Był Stanisławem sobie poszli, król został sam na sam ze zgrają zwyrodnialców, zboczeńców i innych koszmarków cywilizacji. Czyli w sumie sytuacja była mniej więcej taka sama, jak w czasie większości bardziej popularnych ekspedycji.
- Jakim sukcesie? - odparł pytaniem dziewczynie. Sam nie uważał swojego wstąpienia na tron za sukces. To był przykry obowiązek, którego ktoś musiał się podjąć. Ale, oczywiście, nikt Draga nie rozumiał! W oczach zalśniły mu dragowe iskierki.
- W coś się tym razem wpadkowała? - zapytał. - Chociaż nie, porozmawiamy na osobności. - Obrzucił wzrokiem zgraję więźniów. - Trochę tutaj za dużo uszu.

Licho:
- Zadarłam nie z tym kim trzeba- odpowiedziała jak naburmuszone dziecko i zrobiła minę jak pięciolatka, której zabrano lalkę. Tłuste włosy opadły jej na brudne czoło. Licho nawet na wolności nie grzeszyła higieną, ale tu zapuściła się totalnie. Po prostu nie chciała od strażników przyjmować czegokolwiek, nawet jedzenia.
- Dziś dostałam wiadomość, że za trzy dni ma odbyć się akcja wyciągnięcia mnie stąd- zakomunikowała po chwili. Spojrzała w wąskie zabłocone okno pod samym stropem celi. Niewiele było przez nie widać.
Licho podeszła do krat.
- A ty byłbyś w stanie zrobić to dzisiaj?- spytała cichutko i spojrzała wampirowi w oczy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej