Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kryzys w Bogdańcu

<< < (18/22) > >>

Marduk Draven:
Dravena szczerze teraz nie obchodziło to, że nikt nic nie zrobił przez cały ten czas. Czy ktoś coś spróbował uczynić. Teraz wszak była chwila obecna. Zmarszczył czoło w geście rozmyślania. I myślał tak chwilę, bawiąc się wisiorem. Cóż mógł zrobić? Wykorzystać coś.
-Frost- zaczął. -chce mnie. Czemu by mu mnie dać. Przecież każdy rybak musi mieć przynętę. Jak już mnie wezmą, pójdziecie za nimi. Tam ich wyrżniemy.- dodał. -Kiedy zwykle giną ludzie? - dopytał. Po chwili milczenia, krótkiej odezwał się sołtys.
- Nocą, panie.
-ÂŚwietnie. Rozstawie się w jakimś widocznym miejscu. Wezmą mnie. Wy ruszcie wtedy za nimi. Zachowajcie dystans. - wyszedł z kaplicy. Udał się na dziedziniec kaplicy. Tam czekał. Medytował.

Nawaar:
Kiellon wysłuchał tego szalonego planu na przynętę choć to sposób stary jak świat powinien zadziałać, ale czy bandyci będą na tyle głupi? Powinni się domyślić, że marszałek nie działa sam i ma ze sobą kompanie dość wyspecjalizowaną. Krasnolud widząc zachowanie Marduke nie interweniował i tak coby powiedział niczym by nie poskutkowało. Człowiek został przepełniony nienawiścią, rządny zemsty to mogło źle się dla niego skończyć, bo kto działa zemstą musi wykopać dwa groby jeden dla oponenta drugi dla siebie. Jednak krasnolud był gotowy pójść za człowiekiem w ogień razem walczyli w dwóch ważnych bitwach a to scalało bardziej niż wypicie kilku litrów wódki. Dlatego nie ruszał się z miejsca czekał aż nadejdzie ta chwila akcji choć czuł głód i chęć wypicia to musiał czekać.   

Marduk Draven:
Po chwili medytacji, rycerz zrezygnował z takiej formy przykuwania uwagi. Po chwili namysłu powstał. Zaczął krążyć po głównej ulicy wsi, o ile oczywiście, można to tak było nazwać. Szedł spokojnie, nie miarowo, nie marszem - swobodnie. Prawą rękę miał przy młocie, lewa swobodnie spoczywała wzdłuż jego ciała. Ten spokój trwał, aż nagle usłyszał trzepot skrzydeł, nie ptasich. Raczej nietoperzych. Chwilę potem ujrzał owe skrzydlate ssaki, stworzenia nocy. W kolejnym momencie nie były już zwierzętami. Było to czterech ludzi, odzianych w ubrania które miały odbijać promienie słońca. Trzy osobniki mierzyły do niego z kuszy. Czwarty z uśmiechem zerkał na portret, oraz na rycerza.
- To on. -powiedział w końcu.
Draven przeanalizował sprawę. Nawet gdyby dopadł tego który przemówił, dostałby bełt w plecy. Jego rozważania przerwało silne uderzenie w kark. Jakby kolbą kuszy. Upadł, tracąc przytomność.
Przebywający w kaplicy przez okno mogli ujrzeć jak czterech typów ciągnie przez uliczkę Marduke'a.
- Musimy ich śledzić. Taki był rozkaz marszałka. - oznajmił. Rey nagle wybuchła gniewem.
- Nie wiadomo co mu zrobią! - dziewczyna wyszła z kaplicy. Z buzdyganem pobiegła na grupę. Jeden z wampirów dobył kuszy. Bełt pofrunął. Rey poczuła w ramieniu ogromny ból. Zemdlała. Wzięli i ją, po chwili skręcili w las. Reszta miała mało czasu by pójść za nimi.

Mohamed Khaled:
- Pilnujcie Rey. My się tamtymi zajmiemy, rycerzu - skierował te słowa do wysłannika Bractwa.
Narzucił na głowę kaptur, na twarz nasunął chustę. Przybrał obojętny wyraz twarzy. Z pleców zdjął kusze s sprawdził, czy jest nabita. Była.
- Kiellon, idziemy. Przyszykuj się na ostrą jatkę.

Nawaar:
Nadchodzące wydarzenia przeleciały krasnoludowi przed oczyma. Marduke jak szalony opuścił kaplicę robiąc za przynętę, o dziwo udało mu się. Dość szalony pomysł okazał się skuteczny czyli bandyci mieli nasrane we łbach nawet jeśli były to wampiry, które pod postacią nietoperzy przemierzali wioskę w poszukiwaniu marszałka bardzo źle zrobili porywając go, bo grupa mścicieli była gotowa na akcję a wtedy kobieta ruszyła mu na ratunek. Kiellon chciał powiedzieć "zostań głupia", ba nawet chciał ją złapać, lecz jedynie co miał w dłoni było powietrze. Teraz będą musieli ratować dwie jednostki z czego jedna jest ranna w ramię. Brodacz pokręcił głową na to co zobaczył.
- Nie traćmy czasu. Chodźmy, lecz ostrożnie te dranie mają wyczulone zmysły. Powiedział raczej to co każdy wiedział noc nie sprzyjała ekipie ratowniczej, więc musieli działać póki było widać ślady. Rycerz natychmiast wybiegł idąc za nimi jednocześnie starał się zachować dystans.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej