Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kryzys w Bogdańcu
Marduk Draven:
//Zbroja uszkodzona.
Kiellon znalazł w kieszeniach zbirów kolejno 17 oraz 24 grzywny. Oprócz tego kolejny portret Dravena i to z rozkazy, takie same jak poprzednio. Widać było, że ten cały Frost ma na prawdę manie na punkcie marszałka bractwa. Zagadką pozostawało - czemu.
Rycerz podsadził Rey, gdy wsiadała na konia, po czym sam dosiadł Zirael. Czemu dał taki pokaz okrucieństwa? Odpowiedź była prosta - by chronić innych. Zwłaszcza na swych ziemiach. Gdyby żyli, mogliby dalej porywać, rabować i mordować. Rycerze ruszyli.
Jechali tak jeszcze pół dnia, konie pędziły niczym grom. Zajechali do miasta późnym wieczorem, dawno po zmierzchu.
Jest to pierwsza wieś założona przez jej nowego pana - Marduke'a Dravena. Założenie jej było, w głównej mierze symboliczne. By pokazać, iż nowy Pan interesuje się nie tylko pieniędzmi za ziemię, ale nimi samymi.
Bogdaniec jest wsią o średniej wielkości. W jej tereny wchodzi: karczma "U sołtysa", prowadzona przez niego, mały ratusz, w których sołtys po pracy karczmarza zajmuje sprawami urzędowymi, kaplica Zartata oraz kilkanaście domostw.
Wieś nie posiada murów, ani żadnej obrony prócz miejscowej milicji poborowej, która zdaje się wystarczyć.
-Wpierw musimy wstąpić do kaplicy. - powiedział. Zbliżali się do niej.
Nawaar:
Kiellon znalazł parę grzywien oraz rozkazy i portret, czyli to samo co wcześniej. Wszyscy kompani ruszyli ku Bogdańcowi, bo taka przerwa nie działała na korzyść podróżujących bez ciepłych ubrań krasnolud oczyścicie niewrażliwy na takie coś po prostu jechał dalej. ÂŚmiać mu się nie chciało ani tym bardziej gadać był jedynie zamyślony bijąc się z myślami zastanawiał się czemu do takiego obrotu spraw doszło? Dlaczego ktoś ma obsesje na punkcie Marduke oraz dlaczego tak okrutnie się zachował, ale co było minęło czasu już nie zmienią. W końcu w tej całej zawierusze dotarli późno nocą na obrzeże wsi właściwie była noc, lecz w taką porę roku to nie dziwota jedynie biały śnieg wyróżniał się na tle nocy i to dzięki niemu towarzysze nie stoczyli z trasy. Brodacz jednak w końcu przemówił.
- Bogdaniec, hę?
Ocenił małą wieś, przez pryzmat kilku budynków, zaśnieżonej drogi oraz małej liczby ludności. Dla krasnoluda było za cicho widocznie porwania odbiły się na ludziach i jakoś entuzjastycznie nie witali przejezdnych rycerzy swych przyszłych wybawicieli a szczególnie pana tej gminy! Kiellon jednak wolał najpierw pójść do karczmy, bo tam jedynie zbierali się wszyscy w taką porę i była to ostatnia ostoja życia społecznego w tej wsi, jednakże zadecydowano inaczej wpierw wizyta w kaplicy.
- Zatem do kaplicy!
Powiedział smagając konia lejcami dla przyspieszenia choć zwierzak miał już dość tej całej jazdy.
Mohamed Khaled:
Szedł za nimi, mało się odzywajac. Wiele podczas tej podróży myślał. O życiu. O ustatkowaniu się. O Tamarze. I nawet o Ricce. Myślał nad przejściem na emeryturę. O wszystkim. Mógłby przecież odpocząć.
- To do kaplicy.
Ruszył za pozostałymi do kaplicy, tak jak powiedział Marduke.
//Moja obecność będzie teraz różna. Jestem w wyjeździe, w robocie. Będę wchodził już częściej, ale nie tak często, jak byłem w domu.
Marduk Draven:
[countdown=MONTH,DAY,YEAR,HOUR,MINUTE][/countdown]Ludzie nie patrzyli przychylnie na przybyszów, w głównej mierze na Dravena. Mieli mu za złe tak późne przybycie. Chłopi wszak potrafią całować rękę pana, gdy ten jest dobry, a gdy czują się gorzej - spluną w twarz.
Rycerz nie zwracał na to uwagi. Podjechał do kaplicy, gdzie zszedł z konia i przywiązał Zirael. Pogłaskał ją, po czym pomógł zsiąść Rey z jej konia. Stanął pewnie przed bramą kaplicy.
--- Cytuj --- Religijne i duchowe centrum wsi. Zbudowane z szarego kamienia. W środku znajduje się ołtarz, przy którym odprawiane są codzień nabożeństwa do Boga światła. Dla wiernych z kolei zostały rozstawione ławy. Kaplica oświetlona jest ogromną ilością świec i kilkoma pochodniami.
Kaplica posiada też podziemie, o którym wie jedynie Marduke i jej opiekun. W nim zaś znajduje się sala przesłuchań i tortur, zbrojownia, oraz tunel prowadzący do lasu.
--- Koniec cytatu ---
Pchnął mocno bramę, a ta ustąpiła, otwierając drogę do środka. Obok ołtarza, na klęczniku, klęczał rycerz okuty w blachy, z młotem u pasa. Gdy drzwi się rozwarły, zerknał i podniósł się i podszedł do Dravena i reszty. Klęknąl na jedno kolano przed Mardukiem.
- Mistrzu...- zaczął.
-Wstań, Zbyszko. Jednego masz mistrza. Jemu tylko się należy cześć. - powiedział kłaniając się przed ołtarzem. Wrócił do rozmowy. -Ufam, że wiesz, czemu tu jestem.
Do kaplicy wszedł starszy, dobrze odziany mąż. Skłonił się przed rycerzem.
- Panie! Jak dobrze, że jesteś! Porwali Jagienkę moją! O co im chodzi?
-O mnie.- ponuro. -Musimy ustalić plan.
Nawaar:
Krasnolud nie mógł zignorować widoku niebyt przychylnie patrzących ludzi wsi na jeźdźców, bo przyszli taki kawał drogi pomóc tej prostej ludności w znajomym już problemem oraz przyczyną tych przykrych wydarzeń dwie walki z bandziorami skutkowało wieloma cennymi informacjami. Dlaczego bandyci w taki inny sposób zwracali na siebie uwagę Marduka i kim był prowodyr całej tej szopki tajemnicy już nie było wystarczało jedynie wybić kolejnych bandziorów czyż to nie proste? Kiellon w końcu razem z całą grupą dotarli do kaplicy tam zsiadł z konia przywiązując go w tym samym miejscu co wszyscy, po czym czekał na reakcje człowieka, który tutaj dowodził. Kaplica była wielka starannie wykonana godnie reprezentowała się na tyle wsi. Marszałek otworzył wielkie wrota, które zaskrzypiały w takim bardzo poważnym tonem. Oczom brodacza ukazało się wnętrze i od razu uderzyło go jasność pomieszczenia pełno świec dokładnie rozświetlało pomieszczenie ukazując je w pełnej krasie. Krasnolud musiał na początku przymrużyć oczy, żeby się przyzwyczaić do tego blasku, bo po jeźdźcie w nocy to była wielka odmiana dla niego. Oczywiście przed ołtarzem na klęczkach modlił się paladyn, który nie mógł sobie poradzić z tym problemem i modlitwą próbuje jakoś temu zaradzić!? Kiellon nie wiedział co na początku powiedzieć stał w szoku obok pozostałych jak wielki wojownik nic do tego czasu nie zrobił to przechodziło jego pojęcie liczył wewnątrz, że Zbyszko będzie coś miał na swoje wytłumaczenie albo czy coś zrobił w związku ze sprawą zaginięć na jakieś ślady musiał się natknąć wtedy zawitał jeszcze jeden mężczyzna wyglądał na sołtysa, bo wyglądał lepiej niż tych, których mijał po drodze chłop poskarżył się, iż zabrano mu córkę. Marduke postanowił stworzyć plan na miejscu bez jedzenia picia i innych przyjemności trochę szkoda. W końcu jednak Kiellon przemówił.
- Wiemy, że skrywają się w jaskini to dla nas duży plus, bo wybijemy ich jak szczury oraz to, iż szukają Marduke, ale czy wy macie jakieś ślady? W końcu jesteście tu wcześniej od nas i coś musiało wam się rzucić w oczy. Każda informacja będzie tutaj ważna dlatego mówcie.
Kiellon przeszedł natychmiast do rzeczy mówił poważnie, bo żarty się skończyły, ba nawet przejął się losem tutejszych ludzi co zdarzało się rzadko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej