Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kryzys w Bogdańcu

(1/22) > >>

Marduk Draven:
Nazwa wyprawy: Kryzys w Bogdańcu
Prowadzący: Marduke Draven
Wymagania: Znajomość sprawy, zgoda prowadzącego
Uczestnicy: Marduke Draven, Kiellon aep Kharim, Mohamed Khaled

Więc trójkąt rycerski - Marduke i Kiellon, którzy wyszli z pokoju tego pierwszego, oraz "rycerka" Rey, która czekała pod drzwiami szli. Szli przez korytarze dormitorium. Ona między nimi, jakby musiała być obok niego. Nie zważał na to, wszak to co było przed chwilą, minęło. Teraz było teraz. Misja, zadanie od którego zresztą zależeć mogły losy ludzi ze wsi. Niewinnych ludzi, których on wziął pod opiekę. To się teraz liczyło.
Kobieta próbowała złapać jego dłoń w swoją. Niby sokół próbujący chwycić swą zdobycz i nigdy, przenigdy nie puścić. Ku jej zaskoczeniu, zabrał rękę i skarcił spojrzeniem. A spojrzenie te mówiło "odróżnij chwilę dogodną, od niedogodnej". Zrozumiała szybko przekaz i nastawiła się do niego. Odparła swoim spojrzeniem, poważnym, mówiącym "Rozumiem. Wybacz".
-W Bogdańcu stecjonuje nasz brat zakonny. Maćko. Wspomoże nas.- przerwał milczenie.

Byli w przejściu między dormitorium, a dolną strefą. Do stajni o rzut kamieniem.

[member=16647]Kiellon aep Kharim[/member]

Nawaar:
Rycerze wyszli z pomieszczenia mieszkalnego Marduka i ruszyli powoli w kierunku stajni wraz z kobietą, która czekała koło drzwi podczas krótkiej rozmowy o planowanym wypadzie dowiedzenia się czemu nagle ze wsi znikają ludzie. Krasnolud zastanawiał się nad tym w jakich okolicznościach to owe zaginięcie ma miejsce. Myślał, że może to być jakiś szalony kult demonów i potrzebują do tego ofiar albo jakieś inne chore powody przez co mieszkańcy nie mogą spać spokojnie. Wtedy z jego rozważań obudziło go zachowanie kobiety oraz mężczyzny idących razem doprawdy dziwne to było do tego stopnia, że ich ruchy oraz gesty spowodowały u krasnoluda przewrócenie oczyma. Chciał to zignorować, ale coś w jego środku sprawiło, że Marduke jakoś nie nadawał się na bycia dobrym facetem a takim, który wykorzystuje nadające się okazje takie rzeczy nie są godne postawy rycerza, ale to zachował dla siebie nie mówiąc nic do czasu aż się to wszystko lepiej wyklaruje.
- Dobrze sprawdźmy to wszystko.

Marduk Draven:
Rycerze doszli do stajni. Była duża, wszak rycerska, zakonna. W środku stajenny miał swe biurko. Przy ścianach były boksy dla koni i lwów. Powiększone, z rozkazu Marduka, który chciał dla tych zwierząt jak najlepiej. W innym zaś miejscu były kosze na pasze dla koni i mięso dla dużych kotów.
Trzy konie były już przygotowane. Koniś krasnoluda i dwa zaciężne konie - Zirael Marduka, oraz bezimienny rumak rycerki. Drzwi stajni były otwarte.

Rey podeszła do swego konia, za nią Marduke. Zrobił coś niby normalnego, pokazał jednak przy tym się ze strony szlachcica i dżentelmena. Mianowicie, podsadził kobietę, mimo iż tego nie potrzebowała. Czuł, że szlachcic tak powinien.
Następnie podszedł do swego konia, zdjął rękawice i pogłaskal zwierzę. Klacz przyjacielsko zarżała na widok pana, on zaś poczęstował ją jabłkiem i założył z powrotem rękawice. Podskoczył zapierając się o siodło i przerzucił nogę przez konia. Usiadł i włożył nogi w strzemiona. Złapał za lejce.
-Gotowi? - zapytał.

Nawaar:
Wszyscy doszli do stajni, do której daleko mięli ani żadnej niebezpiecznego wydarzenia po drodze, także szczęśliwi mogli dosiąść swoich wierzchowców. Koń brodacza był gotowy, żeby jeszcze ten jeden raz się zmierzyć z hemisową pogodą dla krasnoluda było wszystko jedno jaka panuje pogoda, ale biedny zwierz mógł reagować zgoła inaczej. W każdym bądź razie Kiellon poczęstował konia kostką cukru tak, żeby mu się polepszył humor przed jazdą. Rycerz, by wsiąść dorwał większy stołek i sobie wskoczył na wierzchowca. Koniś praktycznie nie zareagował choć woził już lepsze persony na swoim grzbiecie, więc obyło się bez przeszkód do tego krasnolud szybko włożył stopy w strzemiona i mógł ruszać pomóc biednym ludziom.
- Gotowy.
Odpowiedział i smagnął lejcami ogiera a ten ruszył na ten mróz początku niemrawo, ale po chwili i on się przyzwyczaił do panujących warunków.

Marduk Draven:
Zarówno Marduke jak i Rey także dali swym wierzchowcom znać, iż nadszedł czas by ruszać. Konie nie ociągały się, żwawo ruszyły, by po chwili zrównać się z krasnoludem i jego koniem. Droga przed nimi była długa.
I tak, trójka rycerzy jechała przez tereny gminy Raschet. W większości nizinne. Pokryte śniegiem. Wiele stworzeń skryło się przed hemis, zapadając w hibernację. Nie spotkali więc żadnego zwierzęcia na drodze. Przynajmniej na razie, choć dało się w dalekiej dali słyszeć wilczy skowyt. Długi, wielokrotny. Nie musieli się jednak obawiać. Stworzenia były daleko.
Choć było popołudnie, niebo wyglądało tak, jakby był wieczór.  Takie już było hemis. Z ciemnego nieba padał rzadki śnieg. Chłód nie był bardzo dotkliwy, prawdę mówiąc, temperatura nawet nie była bardzo niska. Rey podjechała bliżej Kiellona. Odezwała się cicho. Tak by Marduke nie słyszał.
- Panie Kiellon... - powiedziała nagle rycerka. Miała delikatny głos. ÂŚpiewny niczym słowik, przyjemny dla ucha. - Znacie wy dobrze Marszałka? Bo on teraz jakiś niedostępny jest. Odkąd ruszyliśmy....- powiedziała widocznie przejęta.

//Jest godzina 15. Temperatura wynosi -2 stopnie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej