Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kryzys w Bogdańcu
Mohamed Khaled:
- Cóż... Moja stal nie jest tania - zaśmiał się w geście żartu. - Skoro mamy być sojusznikami jest to mój obowiązek. Bogdaniec? Pierwsze słyszę. No ale cóż. Warto zdobyć nową wiedzę - znów się zaśmiał. - Jadę z wami.
Spojrzał na Rey i uśmiechnął się tajemniczo.
- Ja się w ogóle tak poza tym dziwie, że ty tu jeszcze siedzisz.
Marduk Draven:
- Nic na tym świecie nie jest tanie. - odrzekła z uśmiechem. - Racja! - odpowiedziała na spostrzeżenie i wstała od stołu. ÂŻyczyła wszystkim dobrej nocy i poszła w kierunku schodów, by po chwili zniknąć na pół piętrze.
Mohamed i Kiellon zostali sami. Długa podróż, walka, alkohol i późna pora, to wszystko teraz o sobie przypominało pod postacią jednego, prostego słowa. Cichego, spokojnego. "Sen". Ilość alkoholu i pora uderzyły, a raczej dotknęła Kiellona. Zwyczajnie zasnął, przy czym jak to krasnolud dziko chrapał. Khaled się jeszcze trzymał. Zostało jeszcze wódki na 2-3 kufle.
Rey weszła do pokoju. Okazało się, że Draven już spał. Woda w bali była już chłodna, lecz nie przeszkadzało jej to. Tak cicho jak mogła zdjęła z siebie zbroję i odstawiła broń, koło ekwipunku marszałka. Różniły się stopniem zużycia i tym, że rzeczy Dravena były okryte opończą. Po cichu się umyła, wytarła i położyła obok rycerza. Sen szybko przejął kontrolę.
/Godzina 22
Mohamed Khaled:
Kruk trzymał się zajebiście z racji, iż wypił raptem jednego kielicha! Gdy Krasnolud zasnął, a Rey zniknęła, by dołączyć do Marduke'a, on został tak naprawdę sam. Przeniósł się więc do stolika w cień, tam, gdzie mógł bacznie obserwować wejście, jednocześnie samemu nie być zauważonym. Nałożył na głowę kaptur, kuszę zdjął z ramienia i naładował. Położył na stole, bełtem w stronę wejścia głównego. Katana, która do teraz leżała spokojnie w pochwie na plecach, była oparta o blat stołu.
Siedział tak i czekał.
Nawaar:
Kobieta opuściła to męskie grono a wtedy krasnolud wypił wódki trochę za dużo i urwał mu się film! Kiellon dopiero teraz otrzymał wielką plamę na honorze to było gorsze niż śmierć ojca poprzez samobójstwo! Już widział jak będą się z niego nabijali i wypominali to przed każdą popijawą. Brodacz chrapał w najlepsze do tego stopnia, że cały stół się trząsł a pozostawione sztućce spadły na podłogę brzęcząc dopiero gdzieś po pół godziny się ocknął, bo w tym czasie alkohol się przetrawił brodacze mają szybie metabolizmy. Rycerz rozglądając się dookoła pomieszczenia zauważył, że w środku było pusto to dobrze, ale został Mohamed, którego będzie musiał później przekonać by zachował to dla siebie tymczasem on się zerwał i niemrawo poszedł do schodach do swojego pokoju. Kąpiel była już dawno gotowa i grzechem było nie skorzystać, więc odpiął swoje bronie pozostawiając je na podłodze w nieładzie, koszulę rzucił w kąt razem ze spodniami a gacie położył na łóżku następnie wskoczył do wody. Woda wylewała się z wanienki na podłogę, ale tym się nie przejmował bardziej go interesowało urwanie filmu. Krasnolud dokładnie się obmył porzucając już wszelakie troski odprężył się. Posiedział w letniej wodzie dochodząc do siebie w ostateczności. Teraz wyszedł wytarł się ręcznikiem założył gatki na swojego małego rycerzyka i rzucił się na pościel. Długo mu nie zajęło i ponownie zasnął snem sprawiedliwego, bo w końcu uratował tutejszych ludzi. Chrapał smakowicie oddając się teraz Zaratowi.
Marduk Draven:
Kiellon poczuł coś twardego pod poduszką. Nierównomiernego, brzęczącego.
Rycerska para słodko spała. Przez sen, Draven objął ją w pasie, zaś ona przybliżyła się. Ich włosy były teraz symfonią. Symfonią ciemności i kruczej czerni i płowego, lwiego koloru. Dziewki po cichu zabrały balie z obu pokoi.
Mohamed zaś cholernie się nudził. Karczmarz pozbierał naczynia. Noc była spokojna.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej