Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kryzys w Bogdańcu

<< < (11/22) > >>

Marduk Draven:
Rycerz po wysłuchaniu Kiellona przyjął kartkę. Uważnie przyjął wiadomość. Nie wiedział co myśleć, dopóki nie odezwał się Khaled. Obejrzał portret od maurena. Rey zajrzała przez ramię Dravena.
-Cokolwiek chcieli, nie udało im się. - skwitował i odłożył kartki.

Do gospody nagle wpadło pięcioro uzbrojonych ludzi. Mieli mundury. Straż miejska. Zawsze "na czas".
- Co tu się kurwa dzieje? - wrzasnął dowódca.
-Sytuacja opanowana. Możecie posprzątać. - powiedział pogardliwie i odwrócił się.
Strażnik omal nie wybuchnął, lecz razem z ludźmi zabrali trupy.

W jakieś pół godziny potem, drużyna siedziała przy jednym, dużym stole, z dwoma dzikami i dzbanem wódki. ÂŚwiniaki były duże i tłuste, trochę ostre w smaku. Wódka mocna, czysta. To było dobre skwitowanie dnia.
Rey nie zauważenie droczyła się z Mardukiem, odpinając mu nagolennik. Kawał metalu w końcu rąbnął o podłogę, a ona prawie pękła ze śmiechu.

//Jest godzina 20

Nawaar:
Wszystko się wyjaśniło tak jak myślach sobie Kiellon, portret ukazujący Marduka był dość oczywistym faktem, ale dlaczego akurat bandyci chcieliby zadzierać z kimś z bractwa to nie miało sensu. Przynajmniej udaremniona została jakakolwiek próba, tylko szkoda, że krasnolud nie oszczędził tego ostatniego mógłby się więcej dowiedzieć, a tak to dupa. Brodacz pokiwał głową z dezaprobatą za swoje czyny i właśnie w tym momencie wpadła straż nic nowego się nie zrobili, pozabierali trupy nastała chwila posiłku. Każdy zasiadł przy jednym stole, wiec krasnolud dorwał się pierwszy do dzika. Wszystko pachniało apetycznie a głód wspomagał apetyt dlatego pomimo kiepskiego humoru zajadał się jak opętany. Tłuszcz spływał po jego brodzie nie przejmując się wcale tym widokiem żarł jak przystało na prawdziwego krasnoluda. Kości pękały kiedy dobierał się do mięsiwa i powoli stół przypominał, jakby biegało na nim kilka goblinów następnie nalał do kielichów wódy i wzniósł toast.
- Za zwycięstwo! Wtedy w jego zębach zdało się zauważyć resztki dzika a on sam wytarł sobie brodę robiąc ją trochę czystszą nieznacznie, ale zawsze. Kiellon przechylił kielicha i jadł dalej tymczasowo nie zajmując się gadanie dopiero jak napełnił żołądek beknął sobie soczyście. Dla kobiety pewnie nie był to najprzyjemniejszych widok, lecz co lud to obyczaj musiała się przyzwyczaić, że w obecności krasia takie rzeczy są dla niego normalne!       

Marduk Draven:
Rycerz podpiął nagolennik. Rey z kolei po paru minutach przestała się śmiać, starczyło jej. Miast tego zaczęła zajadać dzika. Wszak był tłusty, to jej nie odpowiadało. Zjadła więc tylko tyle, by nie być głodna. Potem zaś polała sobie trunku i napiła się, po czym skrzywiła mocno. Draven zaśmiał się z wyrazu twarzy rycerki. Byli kwita!
Marszałek Bractwa zajadał się w najlepsze. Dzik, duży, ostry i tłusty okazał się też pyszny. Mięso było delikatne, zaś sos rozpływał się w ustach. On jednak jadł "po ludzku". Zjadł tak kilka porcji i popił wódką. Porządną. Aj karczmarz nie próżnował.
Po zjedzeniu wyciągnął paczkę tytoniu, którą niedawno zdobył, z niej zaś jednego skręta. Włożył go do ust, po czym wyciągnął zapałki. Odpalił jedną i zapalił skręta, zaciągnął się. Wyjął go z ust i puścił z dala od towarzystwa. Zawołał gestem karczmarza.
- Tak, panocku bohaterze? - spytał.
-Przygotujcie trzy pokoje, do jednego balie z wodą i zapas gorącej wody. Jeśli panowie poproszą im też. - zarządził i zaciągnął się. Pyszny, miodowy smak. Karczmarz skinął głową i odszedł.
-Ktoś chce skręta? - zapytał.

Nawaar:
- Dziękuje nie palę. Pomachał utłuszczoną łapką w kierunku paczki fajek. Wewnątrz siebie czuł się teraz dobrze najedzony, napity choć sakiewka pusta a szkolenie kosztowało, by stać się lepszym wojownikiem Zartata paladynem posługującym się magią tego chciał być znacznie potężniejszy niż teraz. Tymczasem radził sobie po swojemu kula w łeb i do piachu w wielu sprawach to pomagało. W końcu zaś krzyknął do karczmarza. - Szefie! Dla mnie też proszę przygotować kąpiel. Muszę zmyć z siebie podróż. Teraz gdy wszystko będzie gotowe uda się do pokoju zaznać luksusu a w międzyczasie popijał sobie wódki jakoś go nie brało, ale dodatkowo go odprężało.
- Musimy dorwać tych co polują na ciebie Marduke. Przerwał to milczenie, bo coś należało zrobić z tym fantem następnym razem pomyśli nim dobije bezbronnego bandytę.

Mohamed Khaled:
- Po co się starać, Kiellon? - zapytał, ocierając twarz po jedzeniu. - Jeśli go szukają, prędzej czy później sami się pokażą. Wtedy można to wykorzystać i pozabijać skurwieli. Nawet się nie zorientują, co ich pozabija. Teraz niestety... Nie wiemy nawet gdzie są? Baza? Jakbyśmy chociaż jednego wzięli do niewoli, szybko byśmy się dowiedzieli.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej