Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kryzys w Bogdańcu

<< < (6/22) > >>

Mohamed Khaled:
- ÂŚwiat wymaga tego, byście nie kochali? Kurwa, Marduke, posłuchaj sam siebie - warknął. - Nie jesteście mordercami, nie musicie się kryć, uciekać. Nie zabijacie na zlecenie, nie kradniecie, nie ruchacie drzew jak Ci w Konkordacie. Pomyśl, co możesz stracić, idąc taką drogą. Teraz Ci się wydaje, że samotność jest najlepsza, że nie będziesz przez to cierpiał w przyszłości. Jestem jednakże na tej wyspie dłużej od Ciebie. O wiele dłużej. Przeżyłem rzeczy, których nie chce pamiętać. Walczyłem na Zuesh dwukrotnie. Walczyłem o Valfden. I miałem pośredni wpływ na walkę w porcie Atusel. Rozumiem siebie. Ja nie potrafię znaleźć swej wybranki, nikt mnie nie chce. A nawet jeśli już ktoś chciał, to... został porwany. Zadawałem się z niebezpiecznymi ludźmi - ścisnął mocniej pięści. - Jestem człowiekiem podróży. Potrafię znikać na całe miesiące i wracać w jeszcze gorszym stanie, niż wcześniej. Jestem bezlitosny i zabijam wrogów równie łatwo, co z Tobą rozmawiam. Zdaj sobie w końcu sprawę z Tego, że skoro ta dziewczyna Cię pokochała, to przynajmniej spróbuj. Spróbuj jak smakuje szczęście u boku kochanej osoby. Nie bądź jednym z wielu, bądź tym wyjątkowym. Nie zachowuj się, kurwa, jak głupi szczeniak tylko jedź i z nią porozmawiaj. Teraz. Ja zajmę Kiellona.
Sam się zdziwił, że aż takie kazanie mu prawił. Ale cóż. Czego się nie robi, by kompani byli szczęśliwi?

Nawaar:
Rycerz, tylko kiwnął głową nic więcej do powiedzenia nie miał. Ludzie kierują się różnymi priorytetami skoro on wolał być chłodny jego sprawa krasnolud nie zamierzał wchodzić w jego życie prywatne z buciorami, nie obchodziło go to dopóki wypełniał swoje obowiązki. ÂŻycie jeszcze okaże jak z tego wszyscy wyjdą póki co jest jak jest i sytuacja jaka nastała jest iście patowa. Okoliczności śmierci ojca wiele go nauczyły o życiu i nie zamierzał się przynajmniej na razie zamykać w sobie oddając się mocy jaką otrzyma, o ile Zartat okaże swą łaskę.

Marduk Draven:
-Dzięki. - odrzekł krukowi. Odetchnął głęboko i pociągnął za lejce. Klacz wyhamowała, na szturchnięcie strzemiona, ruszyła, zrównując się z rycerką imieniem Rey. Uśmiechnął się do niej. Pozostało mu poczekać, aż Mohamed zrobi to, co powiedział, zagada Kiellona.
Rycerz kleił słowa dokładniej niż przy nie jednej modlitwie. Było to trudniejsze nawet niż wojaczka.

Mohamed Khaled:
- Kiellon, rusz włochate dupsko do mnie. Mam do Ciebie prośbę

Nawaar:
Krasnolud splunął słysząc tą obelgę, bo może i miał włochate dupsko, ale musiał o tym wspominać przy kobiecie, więc powiedział. - Już czarnuchu. Podjechał bliżej będąc na równi z maurenem. Spytał grzecznie jak miał zwyczaju mówiąc do gburów. - Czego?!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej