Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kryzys w Bogdańcu
Mohamed Khaled:
- Zabiorę się. Będzie szybciej - zaśmiał się.
Poklepał druha po barku, zawrócił konia i zrównał się z nimi.
- Marduke, musimy porozmawiać. Więc przyśpiesz to swoje zakute w blachy dupsko i wyprowadź delikatnie na przód.
Marduk Draven:
Rycerz słysząc prośbę Mohameda, dał pięta delikatny znak swej klaczy, która ruszyła na przód, wychodząc na prowadzenie. Parsknęła oburzona tym, jakby chciała chciała powiedzieć "Zrzucić Cię? ". Ostatecznie wykonała polecenie.
Gdy byli już w dobrej odległości, rycerz zagadał.
-O czym to chcesz rozmawiać? - spytał.
Rey podjechała do Kiellona. Chwilę milczała, acz w końcu zagadała.
- Czemu mówiliście, że mi współczujecie?- spytała. - -Nie to, że go kocham, bo tak nie jest. - skłamała.
Mohamed Khaled:
- Potrzebuje przynajmniej stu zakonników do Fort Harad. Jest to centralna siedziba w gminie, mój... domek Hemisowy - zaśmiał się. - Jest niestety słabo zaludniony strażniczo. W wypadku, gdyby znów naszły mroczne czasy, wolałbym być gotowy. Zapytasz, dlaczego nie wezmę ludzi z gminy? Hrabstwo Kevan w czasie Inwazji było jednym z miejsc, gdzie statki wyładowały demonów. Ci ludzie i tak już za dużo przeszli...
Zamilkł na chwilę, by obrócić się do tyłu i spojrzeć na rycerkę i Kiellona.
- Jestem człowiekiem - i bez rasizmu mi tutaj, bo skrócę o głowę -- zaśmiał się - który musi dużo wiedzieć, dużo widzieć i ogólnie być wszechstronnym. Podczas naszej rozmowy zdążyłem się mniej więcej zorientować, że coś tutaj nie gra... Możesz mi wyjaśnić, co z nią jest? Wolałbym w czasie potencjalnych walk mieć osobę godną zaufania i ostrożną, a nie rozmyśloną, myślącą o niebieskich migdałach... albo o Tobie.
- Umiem rozpoznać ten wzrok. Smutny. Rozgoryczony.
Nawaar:
Rycerz o mniejszej posturze ruszył do przodu skoro to ma być rozmowa na wyłączność niech taką będzie choć krasnolud nie lubił dowiadywać się ostatni! Zawsze to go irytowało. W tym samym czasie ruszyli praktycznie wspólnie choć z lekkim odstępami, ale kobieta nie dawała za wygraną, mimo że myślał iż ma to za sobą. - Może nie wyglądam, ale znam się takich rzeczach i raczej szczęście z nim nie jest tobie pisane moja droga. Ty będziesz się starać i go kochać a on oleje całą sytuacje zamykając się w sobie oddając się swoim myślą. On jest jak wyschnięta studnia bez emocji tak na moje oko choć o relacjach słabo się znam.
Wyjaśnił jak najbardziej potrafił zaistniałą sytuacje nawet w środku zrobiło mu się żal dziewczyny a jego sposób na załatwienie takich spraw jest pójście do burdelu wyszumieć się napić trochę taniej wódy i żyć dalej. Jego ojciec był w charakterem zgoła odmiennym, bo zatracił się w mocy jaką otrzymał od Zartata przestał ufać swoim podwładnym i skończył zrzucając się z murku.
Marduk Draven:
-Setka? - zapytał retorycznie. -Nie ma problemu. - zapewnił maurena. Doskonale rozumiał przyjaciela, oraz jego troskę o swoich poddanych. Przecież on sam jechał teraz aż dot Rudar z troski o powierzonych mu ludzi. Potem padło pytanie o Rey. Rycerz powoli żałował że ją zabrał.
-Rey? Bieda się zakochała. Przybyła dziś do mojej kwatery w twierdzy, mówiąc, że chce potrenować. Nim się jednak obejrzałem, byliśmy w łóżku. Po wszystkim, poprosiła by ją zabrać, chciała testu na Paladyna.- powiedział i zaczerpnął powietrza. -Niestety nie widzi, że nie ma we mnie miejsca na takie uczucia. Musimy być zimni i wyprani z uczuć, bo tego wymaga od nas świat. By inni mogli się uczuciami cieszyć. - kontynuował.-Jak dojedziemy do Laemis, to będę ją musiał w tym uświadomić. - skwitował.
- Dziękuję. - powiedziała krótko. Zbliży się do Marduka w mieście. Tak postanowiła.
Jechali tak. Gród Laemis był po jakimś czasie już o 2 kilometry od nich. Widzieli go dobrze. O rzut kamieniem. Duży, ale rzut.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej