Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kryzys w Bogdańcu
Nawaar:
- Na moją dupę, toż to Mahomed! Powiedział patrząc na jego idealne białe ząbki, które świeciły się w mroku jak śnieg. Krasnolud natychmiast odłożył pistolet, nie widział w tym czarnym człowieku zagrożenia a kompana, przyjaciela doli i niedoli wojny.
- Co tu robisz nasz czarny przyjacielu? Czyżbyś zabłądził w tak nieprzyjaznych warunkach?
Zapytał nie ukrywając radości a do tego trochę oddaliło od rozważań na temat porywanych osób. Dobrze, że ktoś przyjazny się napatoczył, bo nie chciało mu się walczyć akurat teraz!
Marduk Draven:
Rycerz poznał Kruka już po głosie. Schował młot, ręka pokazał by Rey i Kiellon także schowali broń. Uśmiechnął się, nawet zaśmiał.
-Nie wiedziałem, że maureni nie odlatują na hemis do ciepłych krajów! - zażartował. Poprowadził konia bliżej Kruka. -Witaj mroczny rycerzu! - ściągnął rękawice i podał dłoń Mohamedowi.-Kiellona już znasz, to jest Rey. - wskazał rycerkę.
Była ona trochę zdziwiona, nie rozumiała co się dzieje. Dopiero teraz schowała broń i skłoniła się. Dalej myślała o Marduku, na swoje nieszczęście. Patrzyła w mroczne niebo. Chciała choć na chwilę zostać sama z Mardukiem
-Co Cię tu sprowadza? - zapytał Marduke Mohameda.
Mohamed Khaled:
- Wybrałem się na przejażdżkę - zaśmiał się. - Pierwotnie, miałem jechać do Fort Harad w Vodaemin, ale w końcu zrezygnowałem. Wizytę w stolicy mojej gminy przełożę na kiedy indziej... Teraz... Teraz po prostu chciałem odpocząć. Wojna wyniszcza ludzi.
Nawaar:
- Wojna wyniszcza, ale zło nigdy nie śpi! Powiedział górnolotne słowa jak na rycerza Zartata przystało. - Mamy kilka ważnych spraw do załatwienia, które jako bractwo musimy się zająć. Dodał z powagą, bo taka ta sprawa była nie chciał tymczasowo wtajemniczać maurena nie należącego do zacnych braci zakonnych wolał, żeby zrobił to Marduke w końcu to w jego wsi dzieją się te dziwne incydenty, ale takie postoje nie robią dobrze na tym mrozie i lepiej byłby dla wszystkich, jakby dojechali do karczmy i tam omówić szczegóły.
Marduk Draven:
Rycerz poczuł dumę ze słów Kiellona na temat zła. Dobrze, bardzo dobrze było to powiedziane. Rycerz zebrał myśli i słowa. Uplótł wypowiedź, niczym pająk swą sieć.
-Kierujemy się do Laemis. Tam przenocujemy. - oznajmił. -Może zabierzesz się z nami? - zaproponował. Kolejny wojownik mógł się przydać.
Rey patrzyła na Marduke'a. Na to jak wiatr targa jego włosami i opończą. Kiellon znów mógł ujrzeć to coś w jej oczach.
Wilki znowu zawyły. Tym razem bliżej. Jakby chciały ponaglić jeźdźców
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej