Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gruzy Mrocznego
Rodred:
Podszedłem do towarzysza zdziwiony, że wrócił tak szybko i zmartwiony śladami rezygnacji na jego twarzy.
- Tylko o nich słyszałem. Co się stało?
Elrond Ñoldor:
To prawda. Gdyby istniała księga, a w niej wszystkie grymasy twarzy ze wszystkimi emocjami, znalazła by się w niej twarz Elrond z podpisem "rozczarowanie".
- Pięć albo sześć sztuk. Połowa rzuciła się na mnie, reszta zniknęła by zaatakować zapewne z ukrycia - odkorkował wino. - Kurwa Rodred. One by mnie zabiły jak tam stałem. Na śmierć. Koniec i kropka. Stałbym się jak one. To chyba najgorsze. Już lepiej błąkać się jako duch - opróżnił połowę dzbana.
Rodred:
Chwyciłem kolegę za ramię dając znak, że rozumiem. Rozumiałem jednak też, że z każdym jego słowem topnieje nasza szansa na odbudowę paktu. Puściłem ramię. Spuściłem głowę słysząc tylko dźwięk opróżnianego dzbana. - Do trzech razy sztuka? Zapytałem cicho z nadzieją w głosie. Lecz kim ja jestem by nakłaniać człowieka do ryzykowania życia w imię idei?
Elrond Ñoldor:
- Powiedz mi. Co ja tam szukam? Ludzi? Wskazówek? Artefaktów? Powiedz mi Rodredzie - usiadł ciężko na wozie.
Rodred:
- Musimy znaleźć Mortis, albo jakiegoś innego dawnego mistrza. Jak ich tam nie będzie to może zostawili jakieś wskazówki gdzie są. Bez nich nie odbudujemy Paktu, bo w trójkę, nawet licząc Hopa, wiele nie potrafimy. Przerwałem na chwilę. - Strasznie żałuję, że nie mam jak Ci tam na dole pomóc. Stwierdziłem. - Chyba, że poprosimy jakąś inną organizację o pomoc? Albo może wiesz gdzie jeszcze możemy kogoś znaleźć?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej