Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rasher swe dziatki pozna - Epikur
Κεαηυ:
Epikur bez chwili niepotrzebnej zwłoki usiadł na łóżku stojącym bliżej drzwi, lecz po chwili jego umysł ponownie został zmącony przez niepokojące myśli.
A co jeśli karczmarz okrada gości? Bieda teraz po wojnie to i wszystko jest możliwe. Tak dziwnie główkując przybrał odpowiednią pozycje.
Dawno temu nauczono go jak regenerować nadwątlone siły, bez ryzykownego snu, podczas którego wszystkie zmysły pozostają w otępieniu. Po raz ostatni spojrzał na proste pomieszczenie i na swojego towarzysza, całkowicie ignorując to, iż tamten mógłby chcieć omówić dalszy plan podróży. Oczyścił umysł, pozbawiając się chwilowo zbytecznych ulotnych wspomnień, a także myśli, by poddać się odprężeniu. Zamknął oczy, by pozostać w tym stanie, dzięki któremu można odpoczywać. Jak to nazywali? Nie pamiętał. A zresztą... Kogo to obchodzi? Ważne, że działa.
TheMo:
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że po dłuższym czasie kolacja zaczęła się odzywać. Pokonała cały przewód pokarmowy i była już u wrót ku wolności. Poczułeś jak napiera na bramy wyjściowe zmuszając cię do przerwania aktualnie wykonywanej czynności i pójścia w specjalne miejsce, gdzie filozofowie dokonywali najgłębszych przemyśleń. Kto wie, może tobie uda się zrozumieć sens istnienia?
Κεαηυ:
Wyleciał z pokoju najszybciej jak potrafił. Pędził jakby gonił go sam Beliar, prosto ku swojemu zbawieniu, który wkrótce zaistniał tuż przed nim.
Opuścił gacie i jął czynić swą powinność, a potężna kanonada wylądowała na dnie. Siła tego odczucia była tak wielka, iż Epikur znalazł się wręcz w euforii... Po wszystkim z trudem opuścił miejsce o zepsutym powietrzu.
- Zasrany los. - Stwierdził i ponownie udał się w stronę pokoju pokoju.
TheMo:
Niestety, przy wyjściu nie mogłeś otworzyć drzwi. Jakby coś od drugiej strony je blokowało. A powietrze coraz bardziej przesiąkało niemiłym zapachem. Musisz szybko coś wymyślić, by nie zginąć z zatrucia w wychodku.
Κεαηυ:
Epikur zaczął się rozglądać po wnętrzu w poszukiwaniu słabych punktów, na przykład zbutwiałych desek. Jednocześnie starał się uważnie przyjrzeć drzwiom, być może po prostu zamek się zaciął. Spojrzał także do dziury odpływowej, skąd wydostawał się nieprzyjemny zapach.
- Prędzej szczeznę niż spróbuję tam wejść. - Stwierdził, przy okazji wymacał pochwę z mieczem, by upewnić się, że ktoś mu go nie podpierdolił, sam przecież go nie odkładał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej