Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rasher swe dziatki pozna - Epikur
Κεαηυ:
- Nocleg? Czemu nie. - Odpowiedział Epikur, lecz był jakby nieobecny duchem.
Słyszał trochę o tym mieście i ciekawiły go tutejsze atrakcje, być może nawet zawody pięściarskie się znajdą, a on chętnie spróbowałby w nich swych sił. Postanowił zapytać mężczyznę o jakiekolwiek krwawe atrakcje i tak też zrobił.
- Są tu jakieś zabawy dla mężczyzn? Pięściarstwo? Zawody w piciu? - Zagaił. - Przydałoby się na coś przeznaczyć wolny czas.
TheMo:
-Dostaniesz wpierdol, uchlejesz się i kto jutro będzie nas prowadził? Odpowiedzialności człowieku.
Zostałeś zganiony przez mężczyznę, który oddał szkapy stajennemu i wszedł do karczmy. Jednak dalej byłeś wolnym człowiekiem i mogłeś poszukać rozrywek na własną rękę, albo porządnie wypocząć przed dalszą częścią podróży. Stałeś w centrum miasteczka i wybór należał do ciebie.
Κεαηυ:
- A srał na to pies. Ważne by dotrwać do końca tej podróży... I to bez alkoholu - Epikur był wręcz wniebowzięty.
Rozejrzał się po placu, uważnie przyjrzał okolicznym budynkom i mieszkańcom, którzy się gdzieś spieszyli...
Jak zwykle nieustanny pęd za życiem. Czy nie lepiej sprawić, by życie pędziło za tobą? Pomyślał i postanowił mimo wszystko wypocząć, w końcu środki na to nie idą z jego kieszeni, więc nie wypada przepuścić okazji.
Tak rozumując udał się za uchodźcą, którego imienia za nic nie potrafił zapamiętać, a szczerze miał je gdzieś.
TheMo:
Karczma jak karczma. Tu piją, tam jedzą. Gdzieś pomiędzy stołami lata kelnerka, a za ladą karczmarz rozlewa piwa. Tylko tam w nieco mniejszej skali niż w miastach. Na szczęście było sporo wolnych miejsc. Twoja grupa już zajęła jeden ze stolików.
Κεαηυ:
Epikur rozejrzał się uważnie po wnętrzu. Wszechobecne świeczniki większą część budynku obejmowały w swym blasku, zaledwie parę miejsc pozostało skąpanych w cieniu. Pomiędzy ławami uwijała się dziewka barowa, roznosząc wszelkie zamówienia i robiła to naprawdę żwawo. Po całym wnętrzu rozchodził się zapach świeżej strawy oraz charakterystyczny aromat domowej roboty trunków, o swądzie spoconych ciał nie wspominając.
Przybysz rozglądał się uważnie, jednocześnie wciągając do swych płuc aromat typowy dla takich miejsc. Po chwili wahania udał się w stronę grupki, którą eskortował. Lawirując między stołkami i ławami, przeciskając się pomiędzy biesiadującymi gośćmi, wkrótce dotarł do reszty.
Wpatrywał się w nich zamyślony, sprawiając wrażenie mędrca tworzącego kolejną wzniosłą ideę, choć tak naprawdę wspominał pewną służkę, którą wychędożył w ubiegłym roku, a która w sztuce miłosnej była naprawdę biegła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej