Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: Karmazynowy Przypływ
Torstein Lothbrok:
Zanudza trochę.- pomyślał wiking, stojąc na baczność dosyć niechętnie. Słuchając przy tym przemowy dowódcy tymczasowego. Oj będzie nie po bękarciemu, to było pewne. I tak znudzony czekał, aż będzie mógł przystąpić do postawienia żagli, przeczyszczenia i sprawdzenia armat i innych żeglarskich czynności. A czekania nigdy nie lubił.
Ibnnin:
Spoglądał bacznie po każdym z nich, jakby próbując doszukać się jakichkolwiek sprzeciwów. Nie znalazł. A przynajmniej nie chciał ich znaleźć.
- Sprawdzić armaty! Przygotować amunicję! Ożaglowanie w porządku? - pytał jakby sam siebie, wydając im jednocześnie rozkazy. - Ruszać się! Dla każdego coś się znajdzie! Pracować!
Obrócił się od nich, kończąc cały swój wywód. Patrzył teraz na morze w wyczekiwaniu na flotę z Certuzy. Coś nadal ich nie było, co zaczęło go martwić. A jeśli przepadła?
Torstein Lothbrok:
I skończyło się gadanie. Dowódca poszedł. Wiking stanął w stylu "spocznij". Potem wszyscy ruszyli do różnych prac. Wiking górował trochę nad innymi marynarzami. Był też silniejszy. To pozwalało mu szybciej i lepiej wykonywać ciężkie prace na okręcie. Ruszył ku schodom, tym które prowadziły pod pokład. Szedł jakby okręt był jego. No cóż, może w malutkiej części był. Doszedł do składu amunicji, nabrał w ręce dużą kupę kul armatnich. Spokojnie, by amunicja nie powypadała mu wyszedł na pokład i porozstawiał po kilkanaście kul koło każdego działa. Pomagali mu inni, to też poszło zgrabnie. Obserwował przy tym tymczasowego dowódcę.
Przyszła pora na sprawdzenie i przeczyszczenie armat.
Melkior Tacticus:
- Ja jestem kapitanem tej jednostki. Odpowiedział stojąc wyprostowany z rękoma założonymi do tyłu, nie polubił dowódcy już na wstępie. Brakowało mu czegoś co wzbudziłoby szacunek. Może to kwestsia tego że przysłali go z stolicy, miejsca które z morzem ma niewiele wspólnego. Elf spojrzał na morze, przybyła flota z Certuzy.
Ibnnin:
- Melkior Tacticus, tak? - zapytał, podchodząc do niego. - Pamiętam Twojego ojca. Dobry był z niego żołnierz. Może trochę... hm... niekonwencjonalny, ale dobry
Spojrzał na statki. Ich wsparcie z Certuzy przybyło. Brygi, Fregaty, Galera i dwa Galeony. Musiał przyznać, że flota była duża. Ale czy mieli szansę pokonać flotę wroga? Nie wiedział tego. Miał jednak nadzieję, że uda im się.
- Jakieś sugestie, kapitanie? Propozycje? Zażalenia? - spoglądał na elfa bacznym wzrokiem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej