Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: Karmazynowy Przypływ

(1/15) > >>

Melkior Tacticus:
Nazwa wyprawy: Wojna o Valfden: Karmazynowy Przypływ
Prowadzący wyprawę: Malkior Tacticus/Narrator/Isentor
Zasady do uczestnictwa w wyprawie: zgłoszenie się na wyprawie, mile widziany "wilk morski"
Uczestnicy wyprawy: Uzupełnię

Melkior nerwowo chodził po deskach pokładu fregaty "Pięść Rashera", czekającej wraz z resztą floty Atusel na przybycie wsparcia z Certuzy oraz Vulturiusa. Komandor powiadomił wszystkich że przybędzie, oparł się o reling i patrzył na zachód. Wypatrując na wodzie znaku że zbliża się ich największa karta przetargowa w tej wojnie.

Flota z Atusel
30 x Fregata
15 x Galera
1 x Galeon "Pixie"
1 x Galeon "Dixie"

Z Certuzy płynie:

25x Bryg
15x Fregata
5x Galera
1x Galeon "Czarny skurwysyn"

Evening Antarii:
Evening leciała wysoko, powyżej poziomu chmur, by złapać promienie słońca, na których drodze nie stanęła kłębiasta zbieranina kryształków zawieszonych nad ziemią, ciemny, duszący dym z komina, mgła, ani dom czy drzewa. Usta jej zdrętwiały, czuła, że zrobiły się spierzchnięte od wiatru i panującego wokół zimna. Pod nią rozpościerały się widoki zielonych pól: pszenica już dojrzewała; lasów w kolorze soczystej zieleni, niebieskich wstążek wijących się między pagórkami spokojnie, nieświadomie, miarowo do celu. Małe czarne punkty przecinały czasem niebo. Były to ptaki wiodące swój zwyczajny, ptaki żywot, skoncentrowany na poszukiwaniu gałązek do ulepszania gniazd, gonieniu owadów wśród wysokich traw. I opieka nad niewdzięcznymi pisklakami bezradnie wyciągającymi chude szyje w stronę rodziców.
Chmury stały się gęstsze, bardziej ciemne, dlatego Eve złapała wiatr w skrzydła, by wnieść się jeszcze wyżej. Stąd było widać już niewiele. Zarysy osad, wsi, większe barwne plamy miast jednak bez szczegółów. Zrobiło się zimniej, w twarz dziewczyny uderzył morski zapach jodu i ryb. Powoli zaczęła obniżać lot kołując nad Atusel.
Antarii mocno zwolniła. Latała teraz nad samym portem, nad masztami zgromadzonej tutaj floty. Dostrzegła Melkiora na pokładzie i aby nie manewrować przesadnie między linami statków, Eve przemieściła się zaraz obok elfa.
-Przyda się pomoc z powietrza?- przywitała się miłym uśmiechem. Wszak trzeba było zrobić dobrą minę do złej gry! Na policzkach wciąż miała wypieki od podróży wysoko w chmurach. Klęska na Zuesh nie napawała optymizmem... Ciężko stwierdzić, jak pójdzie im teraz. -I z morza... Byłam z hrabią Cadacusem w Piątej ÂŚwiątyni zbudzić Vulturiusa- oznajmiła. Uznała, że Melkior jako dowódca musi to wiedzieć pierwszy.

Melkior Tacticus:
Elf westchnął, obrócił się do anielicy. ÂŻywił wobec niej mieszane uczucia. Poniekąd jej opętanie było jego winą, gryzł się z tym. Bo przez to przegrali na Zuesh. A on nie wiedział czy jest wolna. - Eve... ja... muszę mieć pewność. Powiedział rzucając jej pod nogi worek soli.

Evening Antarii:
Dziewczyna spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Woreczek z solą podniosła sobie telekinezą, bo jeszcze tego by brakowało, żeby się miała schylać. Trochę dziwne, że elf rzucił jej ten woreczek na podłogę. I wprawił ją tym w bardzo zły humor, czego jednak nie chciała okazywać.
Siłą umysłu sól znalazła się w dłoni Evening. Wzięła szczyptę w palce, roztarła, przesypała jak piasek. To był wystarczający dowód.
-Mam srebrny miecz przy pasie, sztylet i kiścień...- zaznaczyła, wysuwając miecz do połowy. Westchnęła, bo smutno jej się zrobiło trochę. Jednakże wojna to nie czas na jakieś babskie humory...

Melkior Tacticus:
- Co mam zrobić Eve? Powiedzieć że wybaczam i przepraszam? Spytał retorycznie, doskonale wiedząc że to nie wystarczy. Spojrzał w oczy anielicy.
- Bo to co zaszło jest moją winą w dużej mierze. Ale nie mam zamiaru spędzić reszty życia na rozpamiętywaniu tego. Zapomnijmy o tym, inaczej oni już wygrali. Miał chęć by przytulić Eve, ale jakoś było mu głupio. Zmienił temat.
- Jakie wrażenie zrobił na tobie Vulturius?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej