Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #17 - Forneas
Forneas:
Ale staaaryyyy! Pomyślał ale do celu przeszedł czym prędzej nie marnując czasu gospodarza.
- Podobno bywała często tutaj taka mała, 8 letnia Frida. Od tygodnia ciężko ją spotkać. Chcę się dowiedzieć dlaczego. Wiem, ze pewnie pan nie wie co się z nią stało. Chciałbym by pan opowiedział mi o niej i o jej wizytach u pana. Może podpowie mi to gdzie jej szukać, gdzie szukać odpowiedzi na jej temat. Może mówiła o swojej rodzinie? o tym co zamierza? szczególnie ostatnie razy kiedy ją pan widział. Słyszałem, ze czasami wypożyczał pan jej książeczki. Może notuje pan gdzie mieszkają bywalcy biblioteki wypożyczający książki? A moze podpowie mi pan, kto ułatwi mi dalszą drogę... - zalał pytaniami i swoimi rozważaniami bibliotekarza, jednak człowiek światły i oświecony z pewnością lepiej się odnajdzie w tym, niż właściciele sklepu pasmanteryjnego
Evening Antarii:
- Frida... Frida Penn, tak, bywała u nas często. Zniknęła? Jak to... Przecież ona tu bywała tak średnio raz na kilka dni, poczytać coś i tyle... O, ostatnio dałem jej... "O dziewczynce z cukierkami", "O koniu, psie, kocie i kogucie"... Takie bajki, albo książki z obrazkami. Niestety nie miała karty bibliotecznej, bo powiedziała, że właściwie to nie ma domu. Wyglądała biednie, ale była bardzo bystra, dlatego pod moim czujnym okiem siadała sobie tu w kąciku obok okna i czytała. Potem szła do domu. Ot, zwykła potrzeba inteligentnego dziecka... Ostatni raz jak ją widziałem był taki sam jak i zawsze... Nie zauważyłem nic szczególnego- wzruszył ramionami. Przeglądał karty użytkowników biblioteki. Ale Fridy tam nie było, bo ciężko wpisać kogoś, kto właściwie nie ma domu, adresu i tak dalej, nie uczy się w żadnej szkole. - Frida za wiele nie mówiła, tylko co tam na rynku słychać, bo bywała tam często. Wiem też, że miała pracę w sklepie pasmanteryjnym na Bławatnej. Polecam tam sprawdzić, na pewno coś wiedzą. Acha, i zachodziła do rycerzy Bractwa, bardzo ją lubili.
Forneas:
- Właśnie odwiedziłem oba te miejsca i w obu uzyskałem cenne informacje, jednak nadal nie widzę odpowiedzi na zadaną kwestię, co się z nią stało. Klarują mi się jedynie ponure możliwości. - Westchnął ponuro i cmoknął kącikiem ust będąc w tak zwanej "kropce". - Jeżeli to wszystko co usłyszałem było prawdą to nic dziwnego, że dom rodzinny traktowała jak "nie dom". Matka chora, trudniąca się nierządem dla pieniędzy, które z kolei przekładała na swoje leczenie. Ojciec alkoholik, hazardzista, klient pobliskich burdeli. Mówiąc inaczej pieniążków nie było, zabawek nie było. Było tylko to co zarobiła w sklepie zanim ja zwolniono, oraz to, co otrzymała... - Mówił trochę jakby do siebie trochę do rozmówcy. W końcu otrząsnął się z zadumy. - No tak nie będę zajmował panu więcej czasu... sprawdzę na rynku więc i popytam kupców przy straganach. - Powiedział i skinął głową z delikatnym uśmiechem by tak podziękować za poświęcony mu czas. Zwrócił się do drzwi i... wyszedł.
Stając na dziedzińcu starego miasta rozejrzał się wokół myśląc gdzie może odnaleźć niezbyt paradnych magów zajmujących się leczeniem chorych. Szpital... może tam znają panią Penn... Może jeżeli martwa odnajdę ją na cmentarzu? Trudno się szuka bezdomnych ech... Westchnął sobie i ruszył aleją w kierunku rynku, gdzie powinien teoretycznie odnaleźć dziewczynkę Fridę... Chodź i tam zapewne jej nie będzie... Ale za to będą stragany z jedzeniem i roślinnością, więc będzie można i o Fridę zapytać jak i odnaleźć magów zajmujących się leczeniem "suchot" tak... Myślał ruszając w drogę wprost aleją w kierunku dzielnicy handlowej, a dalej głównego targu...
Evening Antarii:
- Przepraszam... Znam ją tylko z tego, że tu przychodziła. Szczegółów nigdy nie znałem, ja byłem zajęty prowadzeniem ksiąg albo katalogowaniem, a ona sobie czytała. Bez wypożyczania- było mu trochę przykro, że Frida już nie przyjdzie. Chyba. Po prostu szkoda, że zaginęła. Bibliotekarza zdziwiło, że w ogóle ktoś ją szuka. - Powodzenia.
Miasto wciąż tętniło życiem. Zbliżało się południe i słońce naprawdę zaczynało grzać. Mimo to ruch nie słabł. Szczególnie, że ludzie mobilizowali się do walk. Dlatego na zewnątrz było pełno kobiet i dzieci. Większość z nich robiła zapasy na czarną godzinę. Kupowali dżemy, wędzone sery i wędliny, a także oglądali sztylety czy strzały do łuków.
W drugim sektorze rynku jak zwykle były sprzedawane tak zwane pierdoły, czyli wszystko, co dusza zapragnie.
Forneas:
Lekko zakręcony i skołowany myślami, nadmiernym tłumem gapiów, podszedł do jednego ze straganów z jedzeniem, gdzie mógłby odnaleźć dla siebie kiełbasę, ser czy pieczywo.
- Wie pan chętnie bym coś kupił, ale żołądek ściska mi pewien problem. - i z zatroskaną miną złapał się prawą dłonią za brzuch. jednak szybko stanął normalnie i chrząknął by po chwili mówić o wiele głośniej, tak by usłyszało go więcej osób wokół, przechodnie również. - Poszukuję małej dziewczynki, nazywa się Frida, mała, 6-latka z zadbanymi włosami i paznokietkami, a jednak biedna, z ubogiej rodziny. Nazywa się Frida PENN. - Powiedział nazwisko kładąc na nie nacisk. - Ponoć bywała tutaj. - Zwrócił się do sprzedawcy wlepiając w jego oczy wzrok.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej