Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #17 - Forneas
Evening Antarii:
Kobieta wysłuchała opowieści z szeroko otwartymi oczyma. Chłopczyk ze zdziwienia otworzył buzię.
- Ja dwa dni temu przyjechałam tutaj, skąd mam wiedzieć coś o jakichś tutejszych żebrzących dziewczynkach?- zrobiła dziwną minę. Czy ona w ogóle powinna coś wiedzieć? Nie wiedziała co sądzić o tym dziwnym jegomościu. - Ja mieszkałam w Yserze, w gminie Utamin. Męża wzięli do wojska i tyle go było widać. Ja z Antosiem sama zostałam, a podziać się nie ma gdzie. Nie znam stolicy. Później pójdziemy do tego podgrodzia zobaczyć... Ale ja naprawdę nic nie wiem, bo niby skąd.
Forneas:
- Ehh... nie pytam czy wie pani, tylko czy domyśla się pani co mogło by się z nią stać. Ale dobra, nieważne. Przepraszam jeszcze raz i życzę więcej szczęścia. - Pokiwał przecząco głową i wstał na równe nogi. Najważniejsze, że oddał pakunek i pozbył się kłopotu... a że przy okazji obraził dwójkę uciekinierów to już trudno... chciał dobrze.
Dobra... to może biblioteka... może zapisują komu oddają książki i adresy albo bliższe określeniu położenie... Tylko gdzie ja znajdę bibliotekę w tym mieście? hm... to będzie budynek nieczęsto odwiedzany w końcu nie wszyscy piśmienniczy, stare miasto... spróbujmy... Nie! Chwila chwila... Jeżeli kradła mogła ja straż złapać, moze posterunek straży miejskiej? Nie no tam rycerze stacjonują to by wiedzieli... Spróbujmy tą bibliotekę. - Pomyślał w końcu i tak też udał się na stare miasto na główna dzielnicę w poszukiwaniu gmachu biblioteki, gdzie powinny kwitnąć kulturalne sfery ludzkiej egzystencji.
Oczyszczał myśli zapominając już o kobiecie i chłopcu by skupić myśli na dziewczynce i poszukiwaniach oznak biblioteki...
Evening Antarii:
- Ale jak nie wiem to tym bardziej się nie domyślam- usprawiedliwiała się.- Dzięki ci chłopcze...- powiedziała jeszcze za nim.
Do biblioteki było całkiem blisko to i Forneas się nie nachodził. Na schodach siedzieli jacyś studenci, choć to nie był jakiś wielki budynek. Zwykłe drzwi i schody wciśnięte między kamienice. Sam budynek miał kilka pięter.
Przemarszów wojska już nie było. I uchodźców jakoś mniej.
Forneas:
Wymięcie kilku osób nie było problemem by dostać się do drzwi, tak też dotarł do świątyni ciszy i papieru. Przestąpił spokojnie próg i wszedł do środka poszukując wzrokiem bibliotekarza przy powitalnym kontuarze czy biórku, gdzie mógłby zasięgnąć wiedzy.
Zachowując pełną ciszę, powoli podszedł do kontuaru rozglądając się wokół za bibliotekarzem. Jego oczy przykuły też regały z przepychem książek i zapewne schody na wyższe pietra!
Forneas nachylił się nad kontuarem i półszeptem zwrócił się do osoby zajmującej się administrowaniem księgami.
- Przepraszam... Chciałem zapytać o pewną osobę, która często odwiedza, lub odwiedzała ten przybytek. Czy znajdzie się czas by porozmawiać? - Zapytał wiedząc, ze to jednak wykraca poza obowiązki bibliotekarza, niemniej jednak jeżeli okazywał dziewczynce dobre serce, zapewne taki będzie dla innych gości przybytku.
Evening Antarii:
Jacyś ludzie przechadzali się wewnątrz, ale była to mała garstka w stosunku do tego, co tutaj jest każdego innego dnia... prócz stanu wojny.
- Słucham?... Ach... porozmawiać?- przytakiwał bibliotekarz. Mówił cicho, choć był dość postawnym mężczyzną. Miał około czterdziestu lat zapewne. I szkła na nosie. - Proszę mówić. Któż to tak pana zaciekawił?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej