Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #17 - Forneas
Forneas:
Nazwa wyprawy: Próba Siły #17 - Forneas
Prowadzący wyprawę: Evening Antarii
Zasady do uczestnictwa w wyprawie: zgłoszenie się w punkcie rekrutacyjnym Bractwa ÂŚwitu
Uczestnicy wyprawy: Forneas
- Zatem nie ma co czekać i udam się na poszukiwania. Gdy zabraknie mi tropów i nic nie znajdę, albo odnajdę i dowiem się co się dzieje albo stało, to poinformuję niezwłocznie. - Odpowiedział i odwrócił się na pięcie co by opuścić paladyna i zająć się powierzonym zadaniem.
Brukowane ulice wyłożone brukowymi kostkami, kamiennymi płytami, kostkami... jak zwał tak zwał, układały się w mozaikę nieregularnych kształtów i wymuszały fantazyjne harce uliczkami miasta. Forneas przemierzając skwer rynku, kolejne budynki rekrutacyjne i boczne uliczki kryjące zakapturzone postacie, dla chwili wytchnienia i myślenia o niczym przestępował z kolejnej płyty dalej, stawiając stopy na kamieniu równo na płytach, co by nie wykraczały poza krawędzie... ot tak dla zabawy i zabicia monotonności spaceru. O tak dla przyjemności...
Gdy wyminął rynek i znalazł się na głównej ulicy przecinającej wszystkie dzielnice, to na niej miał możliwość i doglądał ofiary wojennej zawieruchy błąkające się uliczkami i szukające schronienia w miejskich murach warownej stolicy. Całkowicie zatracił się w przeglądaniu kolejnych twarzy, brudnych, strapionych i pełnych boleści, żalu, uciekinierów z zajętych terytoriów kraju. Przyglądanie się emocjom które towarzyszyły wojnie w pospólstwie mogło być jakże kształcące... i przyjemne. Nie od dziś wiadomo, że ludziom, którym poprawia nastrój krzywda innych i ich gorszy status i stan sprawia nam pewną ulgę i radość, taki atawizm społeczny tych wyżej do tych niżej... okrutna rzeczywistość jak grom z jasnego nieba zalśnił w głowie Forneasa i ten zdał sobie sprawę jakie to głupie, prymitywne i niezbyt rycerskie, aż się delikatnie zawstydził swoimi myślami. Jednak w duchu też się uśmiechnął tłumacząc sobie, że tam samo jak patrzy na nich, inni mogą patrzeć na niego, taki swoisty łańcuszek pokarmowy i od razu poczuł się lepiej wiedząc że nie jest najgorszym degeneratem społecznym.
Przemierzanie alei i wymijanie przechodniów, ofiar wojny i jeszcze innych bliżej nie dookreślonych postaci, przyglądanie się wokół jakże umiliło czas przechadzki doprowadzając to terenów dzielnicy handlowej. Gdy już znalazł się w pobliżu przekroczył próg poszukując ulicy z drewnianą tabliczką tytułującą którąś z nich jako "Bławatną" chociaż i skupiał wzrok na skwerach, rynkach i forach, gdzie mogły zbierać się uliczne stragany kupców i rzemieślników. Wiedział że może to być mrówcza robota, jednak to miejsce z uwagi na problemy rodzinne młodocianej zaginionej było punktem koniecznym do sprawdzenia...
Evening Antarii:
- Sprawdź te miejsca, o to tylko proszę. Bo mam przeczucie, że Frida nie znajdzie się tak łatwo. Albo znajdzie się w dość.. złym stanie- westchnął smutny. - To do zobaczenia- zawołał za mężczyzną i odprowadził go wzrokiem.
Przerwy między kamieniami zdawały się być lawą, jedno omsknięcie buta i śmierć na miejscu! Roztopione, gorące skały, płynęły w tych szczelinach, a inni przechodnie stąpali po nich nieuważnie i teoretycznie umierali i to wiele razy.
Gdy Forneas tak szedł zajęty rozmyślaniami, na ulicy słyszał różne rozmowy.
- Mamo, kiedy wrócimy do domu?- pytał zasmarkany chłopczyk jakiejś chudej kobieciny opartej o ceglany budynek. Miała zapadnięte policzki i bladą, niezdrową skórę.
- Jak panowie rycerze zabiją wszystkie demony, syneczku. Siadaj, nie przemęczaj się, bo wiesz że na chlebek nie mamy wiele pieniążków...-kobieta poprawiła chłopcu koszulę, chyba jedyną jaką miał.
Z naprzeciwka szła zaś dama, pięknie wystrojona, z koszykiem w ręku pełnym owoców, pieczywa i mięsa. Za rękę prowadziła może dziesięcioletnią córkę.
- Już mam dość tych śmierdzących ludzi, niech wracają skąd przyszli, a my musimy na nich patrzeć.Co z tego, że wojna. Przecież inni mieszkają tam nadal jakoś- marudziła dziewczynka, patrząc z pogardą na koczujących na ulicach.
- Mam nadzieję, że jak najszybciej wyślą ich z powrotem. Stolica przecież też jakaś bezpieczna nie jest, phi!- odparła na to matka i obie przyspieszyły kroku.
Forneas kluczył jakiś czas między ulicami. Znalazł wreszcie Bławatną. Była tu rzeźnia, zakład dekarza, sklep z materiałami, nićmi, artykułami do szycia. Ulica ta znajdowała się na uboczu, jednak była dość zadbana.
Forneas:
Forneas spojrzał za damą i jej dzieckiem i zmrużył oczy przyglądając się ich plecom. Jednak impertynencja ludzka nie zna granic... Na taki tekst to nawet ja bym się nie odważył! Poprawił sobie nastrój i z uśmiechem na twarzy kiwając głową na lewo i prawo dumny ze swojej śmiesznie lepszej postawy niż dwójki przedstawicieli wyższych sfer, dumny z siebie i w duchu rozradowany niczym dziecko, które dostało landrynka o smaku malinowym, przemierzał dalej uliczkę w poszukiwaniach.
Gdy dotarł do bocznej uliczki, zadbanej, brukowanej, ale wąskiej, ciasnej, przyjrzał się szyldom znajdujących się zakładów. W duszy zagrała mu też inna "pieśń", wykraczająca poza cel misji, jednak stan jego sakiewki był taki, że uniemożliwiał "uratowanie" wszystkich ofiar wojny przed głodem, chociaż mógł jednej rodzinie pomóc, drobne światło nadziei zalśniło by chodź w jednej niespokojnej i zatroskanej rodzinie. W końcu mawiają, że dobre uczynki do nas wracają, a złe czkawką odbijają... Ale nie teraz! Szybko warknął na siebie i wrócił do wykonywania misji, zwalniając myśli z utrapienia, które nie było jego dzisiejszą dolą.
Szyld przedstawiający prosiaczka, zatytułowany jakże fantazyjnie i z polotem: "rzeźnia", nie wskazywał na zakład z tekstyliami. Dalej... Wtedy ujrzał na kolejnym wejściu drewnianą tabliczkę z hasełkiem "Zakład dekarza" jednak i to nie napawało optymizmem co do celu podróży, chociaż w głowie zalśniła myśl czy by nie poprosić o nowy dach dla swojej chatki w podgrodziu! Ale jednak i ta myśl nie wiązała się z misją więc rezygnacja i skupienie na misji wzięło górę stopując zapędy Forneasa na polepszenie swojej samotni.
Ostatni zakład na którego szyldzie wymalowane igielniki, płótna, szpule z nićmi i kłębki wełny fantazyjnie wskazywały na jeden z obiektów wskazywany przez paladyna o nieznanym imieniu. Podszedł do drzwi i nacisnął na klamkę chcąc otworzyć drzwi. Liczył na to, ze po otwarciu zadzwoni dzwoneczek przy drzwiach albo rozlegnie się inny sygnał świadczący o jego obecności! Zawsze lubił takie rzeczy w sklepach i nurtowało go jak to działa! Z Dziecięcą ciekawością zaraz po otwarciu drzwi spojrzał w górę na sufit gdzie to zamontowany dzwoneczek! Albo sprężyna zamykająca drzwi! Bo to różne metody ludzie mieli by ich sklepy były zaskakujące i ciekawe! Niecodzienne i nieschematyczne, takie wręcz nowoczesne!
Gdy wszedł do środka niezależnie od zastanej okolicy, zwrócił się w eter chcąc wybudzić sprzedawcę z nieznanego miejsca.
- Dzień dobry! Mam mały, 8-letni problem! - Zawołał rozglądając się wokół zza których to regałów zaskoczy go sprzedawca, albo z których drzwi od zaplecza wyskoczy! - Takie mało uczęszczane sklepy były zawsze najciekawsze...
Evening Antarii:
Dzwoneczka nie było. Nic na to nie wskazywało, żadnego mechanizmu nie było. Drzwi strasznie skrzypiały i to wystarczyło.
Sklep był dobrze wyposażony. Na prawno były półki z włóczkami we wszystkich możliwych kolorach, niżej leżały skarpetki, pończochy, a na szafce rękawiczki skórzane i nie tylko. Po lewo były zwykłe nici, w różnych rozmiarach, nawinięte po kilkadziesiąt metrów, jak kto wolał. Na samym dole była bielizna damska i męska, całkiem tanie, ale pewnie też średniej jakości.
Na dźwięk głosu klienta w sklepie wypełznął sprzedawca, mężczyzna po pięćdziesiątce, z siwą brodą i przerzedzonymi włosami.
- Trza nie było się po burdelach włóczyć. Dzisiejsze kurwy to takie są, najpierw dadzą sobie dziecko zrobić, a potem alimentów żądają. Panie, ale co mi do tego?- podrapał się po głowie.- Ja się na materiałach znam, nie na niechcianych dzieciakach. Chociaż osiem lat to już spore. Wiadomo, że to pańskie? - jakoś tak mężczyzna wczuł się w sprawę gościa.
Jednak zaraz pokazała się też kobieta, żona owego jegomościa, gruba pani w podobnym wieku, miała podwójny podbródek i tłuste włosy, ale tak ogólnie miała przyjazną twarz.
- Heniek, ja ci dam o kurewkach gadać! Co by pan chciał, nici, włóczkę, jedwab, bawełnę? Dzisiaj promocja na artykuły ozdobne! Koraliki, wstążki... Hę? Czego dusza zapragnie!
Forneas:
Gość buchnął śmiechem zginając się w pół i łapiąc za brzuch co by nie poczuć czym jest "śmianie się do bólu". Z trudem jednak postanowił się szybko pozbierać i powrócić do normalnego stanu. śmiech powoli ucichnął, a Forneas otarł drobną łzę która pojawiła się na powiece.
- Nie drogi panie, to nie taki mój problem. - Odparł dalej w uśmiechem którego trudno było wyzbyć się z twarzy. - Chętnie kupię od państwa komplet odzienia dla dziecka oraz prostą haftowaną suknię dla kobiety o ile zmieści się to w budżecie 50 grzywien. - Zastrzegł na początek
- Jednak nie przyszedłem po zakupy jako takie. Chciałem zapytać państwa o waszą pomocnicę sklepową, Fridę. Ostatnio jej nie widziano i w trosce o jej dobro przychodzę dowiedzieć się czy wiedzą państwo gdzie jest, co się z nią dzieje? - Odparł mówiąc troskliwie i z przekonaniem chcąc jakże zaskarbić sobie przychylność i poczciwe spojrzenie na swoją sprawę, której się podjął.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej