Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Próba Siły #17 - Forneas

<< < (3/8) > >>

Forneas:
- Krewny, nie. Interesuje mnie co się stało z nią, bowiem zaginęła, nie pojawia się w miejscach gdzie na ogół bywała. Często przychodziła pod punkt bractwa świtu żebrząc o jedzenie to też staram się sprawdzić co się z nią stało. - Powiedział biorąc pakunek. - O rachowaniu wiem od osób, które zasugerowały mi takie zadanie. Zaginiecie takiego dziecka, które często zdawało się być samowystarczalne wskazuje na 4 możliwości. Chorobę, oczywiste i naturalne. Kłopoty wynikające z kradzieży czy oszukania nie tej osoby którą trzeba, każdy musi się z tym liczyć bawiąc się niezbyt legalnie. Mogła posłużyć jako środek płatniczy dla "jakichś magów" albo spłata długu jej ojca. - Odpowiedział z ponurym uśmiechem. - Oczywiście możliwości jest więcej, każdy kto chce poznać prawdę najpierw musi poznać wszystkie możliwości, by każdą sprawdzić i poznać tę właściwą... a przynajmniej wskazać tą najbardziej prawdopodobną. - Skończył nudny wywód na temat tego jakie miał podejście, więc co by nie dręczyć pierdołami sklepikarzy

Odwrócił się na pięcie i zwrócił się do drzwi. podszedł i mając już nacisnąć na klamkę, odwrócił głowę.
- Dziękuję za rozmowę i przedmioty. Dużego obrotu i miłego dnia państwu życzę. Do widzenia.

Powiedział i opuścił sklep. Rozejrzał się po Bławatnej i myślał chwilę co zrobić dalej. Pociągnął nosem i sapnął sobie raz i drugi w końcu podejmując decyzję co dalej. Miał pakunek w ręku więc czas iść się go pozbyć i wykorzystać potrzebujących. Ruszył więc w drogę powrotną na główną aleję, gdzie uprzednio dostrzegł kobietę poprawiającą ubranie na chłopczyku. Gdy docierał na miejsce poszukiwał wzrokiem tej konkretnej kobiety i chłopczyka.

Evening Antarii:
- Aa, chyba że tak... Powodzenia- pożegnała Forneasa kobieta i wzruszyła ramionami, bo  w sumie co ona biedna miała począć w tej sprawie? - Do widzenia.

Gdy Forneas wyszedł na główną aleję usłyszał krzyki i równe tempo solidnych butów uderzających o bruk.- Odejść, ludzie! Rycerze maszerują, nie widać?- darł się jakiś mężczyzna, który biegał wzdłuż maszerującego prostokąta złożonego z wojaków zakutych w zbroje. - Nie rozumiesz, jak mówię, że sunąć się!? No ja pierdole, co za ludzie!- denerwował się.
Kobieta z chłopczykiem nadal siedzieli pod ścianą. Teraz skulili się blisko siebie, by nie zakłócać przemarszu wojsk.
- Nasze wybawienie idzie!...- szepnęła.

Forneas:
usunął się z przejści i pokręcił głową ze zrezygnowaniem widząc denerwującego się mężczyzny. po przejściu oddziału spokojnie podszedł do skulonych pod ścianą kobiety i chłopczyka.

- Przepraszam, ale mam pewien mały, 8-letni problem... ale o tym może za chwilę. proszę to dla was. - Powiedział podając pakunek z odzieżą zawierający odzienie dla chłopczyka i sukienkę. kiwnął głową by zachęcić chłopczyka i kobietę do wzięcia pakunku. - Mam nadzieję, że to chodź trochę pomoże w trudnej chwili życia.

- Macie ciężkie warunki, ale jak każdy musicie sobie radzić. Myślę, że mój problem do rozwiązania moze być dla was bliższy do zrozumienia. Zechce pani i chłopczyk porozmawiać ze mną? - Zapytał z uśmiechem.

//Oddaję:
Nazwa: Pakunek z odzieżą
Opis: Pakunek zawiera odzienie dla chłopczyka i sukienkę.

Evening Antarii:
Oczywiście to o wybawieniu było o maszerującym wojsku.
Kobieta zdziwiła się i zawstydziła. - Ale naprawdę nie potrzeba... O jeny, Zartacie kochany... Zobacz Antoś, jakie ładne ubranko- mówiła czule do chłopca. Jemu to się nie spodobało, bo nad ubrania przekładał zabawki. Wyglądać dobrze wcale nie musiał, ale żołnierzyki w kieszeni wolał zawsze mieć.
- Ile za to mam zapłacić? To mimo wszystko zły znak... Wyglądamy naprawdę tak źle, że obcy dają nam podarunki?- niemal zapłakała. - O czym tu rozmawiać? Bieda z nędzą! Bród, syf, kiła i mogiła- rzekła sentencjonalnie. I wyciągnęła swoją sukienkę. Trochę za duża się zdawała.

Forneas:
- Nie no... nie źle, tylko niechcący przechodząc kilka, kilkanaście minut temu usłyszałem jak pani przestrzega chłopca i poprawia mu ubrania, przepraszam. - Podrapał się lekko po pod brudku bo zauważył jak to niefortunnie zabrzmiało i ciągnął dalej. - Chciałem zauważyć, że w podgrodziu jest wiele opuszczonych chat, gdzie można zająć wolne domy i tymczasowo w nich zamieszkać. Ale wracając ja mam również problem. - Powiedział kucając przy nich.

- Jest pewna mała dziewczynka. Która ma osiem lat, jej imię to Frida. Jej rodzice Mają swoje problemy. Ojciec to alkoholik i hazardzista błąkający się po mniej znanych burdelach. Matka chora na suchoty, trudniąca się nierządem. Bieda w domu okrutna bo wszystko przepite, zamienione na lekarstwa lub przegrane w karty. Ta 8 letnia dziewczynka przez pewien czas sobie radzi. podejmuje pracę w sklepie, gdzie ją zwalniają, ponieważ najpewniej podkradała przedmioty, bo ludziom nie odpowiadało, że tak młode dziecko pracuje, bo była już niepotrzebna. Co inne robi? ÂŻebrze po straganach za jedzeniem, za miską ciepłej zupy, pomaga kupcom przy sprzedawaniu towarów, możliwe że podkrada coś przechodniom. Co jakiś czas odwiedza bibliotekę dostając książeczki dla dzieci do przeczytania. Nagle znika i od tygodnia nie jest widziana. - Opowiedział szybko skrótowo co usłyszał bez zbędnych detali a jednak zawierając istotne fakty. - Dziecko się wyróżnia. Mimo biedy, dba o swój wygląda jak włosy  i dłonie, jest zaradna i niegłupia.  -Dokończył jeszcze. - Jak myśli pani i chłopczyk. Co się mogło stać z dziewczynką, albo gdzie mogła by się na tak długo zaszyć? - Zapytał z ciekawością spodziewając się odpowiedzi ze nie wie, już tylko odliczał w głowie do 0 obserwując jak usta się otwierają... To też było dla niego zabawne.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej