Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Epickie Starcie Tytanów
Mohamed Khaled:
A'abiel dał odzyskać kontrolę nad ciałem właścicielowi. Mohamed, wiedząc w co wpakował go demon, nie był tym zadowolony. No ale cóż, czego się nie robi, by chociaż trochę zarobić? Zwłaszcza w obliczu wojny...
- Panowie, spokojnie. Po co mamy wszczynać walkę, jeśli możemy porozmawiać jak cywilizowani ludzie? Jak widzicie, złapałem jednego z tych prowodyrów, którzy przed chwilą rozpoczeli walkę na ulicy... Czyż to nie zasługuje na nagrodę?
Czekał na Rikkę. Miał nadzieję, że szybko się zjawi. Wtedy będzie mógł ich rozgromić i w końcu dobrać się do swojego celu. Oh, jak on tego teraz chciał. On? A może A'abiel?
Rikka Malkain:
-Brednie! Co masz na ramieniu łajdaku?!-Krzyknął strażnik podnosząc wyżej rękę, w której trzymał lampę by rzucić na ciebie więcej światła. Drugą dłonią wskazał na twoją czerwoną opaskę. Cała grupa zdecydowanym krokiem ruszyła w twoją stronę.
-Na glebę, bez wygłupów!-Dzieliło was już tylko kilka kroków.
Mohamed Khaled:
Jeszcze przez chwilę postanowił ich słuchać. Jeśli Rikka nie pojawi się w kilku najbliższych chwilach, zrobi im takie piekło, jakiego jeszcze nigdy nie doznali... A'abiel już powoli pchał się na zewnątrz, zwabiony myślami o tym, co stanie się z tymi kurwimi synami, jeśli nie przybędzie jego pomoc.
Posłusznie upadł na kolana i czekał na dalszy ruch.
Rikka Malkain:
-Ha, proszę. Patrzcie jaki teraz się zrobił milutki.
Wszyscy stanęli przed tobą, a jeden przyłożył ci sztych do szyi. Inny schował broń i wyciągnął powróz, którym zamierzali cię spętać.
-Z tymi skurwielami tak zawsze. Ty nowy pewnie nie wiesz, ale nie dalej jak trzy dni temu mendy Wściekłego skradły z magazynu pod murami pięć skrzyń czystego srebra. Wyobrażasz sobie?!
-W czasie wojny? Ja bym całą tą hałastrę powiesił za zdradę stanu!
-Jeszcze zawisną, każden jeden.
Gdy człowiek ze sznurem obszedł cię dookoła, za plecami pozostałej czwórki pojawiła się postać. Rikka bezszelestnie zniżyła lot i wróciła do swojej normalnej postaci. Młody strażnik stojący teraz za maurenem chciał coś powiedzieć, ale zająknął się ze zdziwienia i wydał z siebie tylko coś w rodzaju słabego jęku. Gestem pokazał towarzyszom by się odwrócili.
Mohamed Khaled:
W tym czasie, gdy wszyscy byli zajęci tym, by się wystarczająco szybko obrócić, Mohamed podniósł się z ziemi i uderzył głową prost w noc tego, który za nim stał.
Tymczasowo go ogłuszył, co postanowił skrzętnie wykorzystać. Uruchamiając zgrabnie mechanizm ukrytego ostrza, wbił je kilkakrotnie w ciało strażnika i odepchał go na bok, gdzie runął na jedną ze ścian. Nadal żył, choć poważnie krwawił.
- Nie chcieliście po dobroci, to teraz zobaczymy, jak będziecie kwiczeć, gdy wszystkich was zapierdole jak psów...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej