Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Epickie Starcie Tytanów
Rikka Malkain:
Najbardziej wygadany i jednocześnie najstarszy stopniem strażnik w całej grupie wysyczał spod wąsa coś bardzo niemiłego i z wściekłością zaszarżował na Mohameda unosząc tarczę. Potężne pchnięcie wsparte całą masą mężczyzny wytrąciło maurena z równowagi i przewróciło. Kruk wylądował na plecach, tymczasem wąsacz zbierał się już wykonania pchnięcia mającego przygwoździć jego przeciwnika do ziemi. Rikka zaś doskoczyła do najbliższego mężczyzny nim ci zdążyli w pełni otrząsnąć się ze zdziwienia i z szybkością atakującej żmiji uderzyła go w gardło ostrzem wysuniętym z karwasza. Raniony charchnął paskudnie i zgiął się wpół zalewając krwią, nogi momentalnie się pod nim ugięły. Wampirzyca w ostatniej chwili zdążyła uskoczyć do tyłu o włos unikając cięcia jednego z kompanów zabitego. Zostało trzech zdolnych do walki strażników.
Mohamed Khaled:
Poprawka! Zostało już tylko dwóch zdolnych do walki strażników. A nawet jeden!
Gdy został powalony na ziemię, przed oczyma przeleciało mu całe jego życie. Nie zamierzał jednak tak szybko się z nim żegnać, więc musiał naprawdę szybko działać.
Wyprowadził kop z prawej nogi prost w brzuch strażnika i odpychając go, wybił się z rąk w powietrze i wylądował na nogach. Lekko ugięte, gotowe do natychmiastowego uniku...
Katana poszła w ruch.
Strażnik nawet się nie spodziewał tego, w jaki sposób zginął. Nieudolnie próbując zablokować cios z miecza, niespodziewał się nadchodzącego uderzenia z karwasza.. Unosząc tarcze nad głowę, by zablokować katanę, odsłonił ważny element jakim było ciało.. Ostrze kilkukrotnie wbiło się w ciało.
Tarcza spadła na ziemię, człowiek zaczął jęczeć i powoli konać. Mohamed postanowił skrócić jego cierpienia i, obracając się na pięcie, skrócił biedaka o głowę. W dosłowności.
Krew trysła, światełko zgasło a sama głowa upadła na ziemię kilka metrów dalej.
Ruszył do ataku na następnego. Jednym z nich zajęta była Rikka, tym postanowił się zająć sam. Zaatakował od boku, ciął po skośnej, kończąc na obrocie i uderzając od dołu. Większość ciosów zablokował. No cóż, dłużej się z nim pomęczy... A może nie?
Skupił się i zadał cios. Jeden, drugi, trzeci... piąty... dziewiąty. Za dziesiątym razem trafił. Gładko, agresywnie, jak jeszcze nigdy.
Rozpruł biedakowi genitalia...
Rikka Malkain:
Ostatni z oddziału zawzięcie nacierał na wampirzycę wyprowadzając jeden atak za drugim, czym zmuszał ją do ciągłego cofania się i stosowania coraz to wymyślniejszych uników. W momencie gdy mężczyzna chciał zrobić kolejny krok do przodu, Rikka kopnęła go trafiając bezbłędnie w kolano i tym samym przerywając serię ciosów. Korzystając z chwili wytchnienia, wyciągnęła zza pasa swój sztylet. Gdy strażnik zamachnął się i spróbował ciąć ją od góry, dziewczyna skrzyżowała swoje ukryte ostrze z klingą sztyletu i używając do tego obu broni pochwyciła miecz strażnika i odsunęła jego broń w bok. Jednocześnie rzuciła się do przodu i uderzyła mężczyznę barkiem skutecznie wybijając z równowagi. Zderzenie się z przeciwnikiem było jednak odczuwalne także dla niej. Rikka wykorzystała to i niejako odbijając się od strażnika poleciała tyłem na ścianę, którą miała za plecami. Ugięła w kolanie jedną nogę i odbiła się ponownie, tym razem od budynku, dzięki czemu z niemałą prędkością poleciała na przeciwnika celując sztyletem w jego szyję. Mężczyzna zdążył się jednak zasłonić tarczą i odrzucić od siebie rozpędzoną wampirzycę na bezpieczną odległość. Rikka syknęła gniewnie i ponowiła natarcie. Skoczyła do przodu szybko padając na kolana i unikając pchnięcia. Nie podnosząc się dźgnęła przeciwnika w pachwinę wykorzystując do tego ukryte ostrze i przetoczyła się w bok ratując swoją skórę przed kontratakiem. Strażnik z rozciętą tętnicą udową postąpił jeszcze kilka chwiejnych kroków po czym padł nie mając sił do dalszej walki. Powinien wykrwawić się za kilka chwil. W całym tym zamieszaniu na ziemię upadły wszystkie lampy jakimi dysponowali strażnicy, na szczęście błoto pokrywające ulicę zapobiegło wybuchowi pożaru. Uliczka znów pogrążyła się w ciemnościach.
Mohamed Khaled:
Podszedł do Kaspera i trzasnął go w brzuch z buta.
- Bierzemy to ścierwo, mam rozumieć? - zapytal Rikki. - Czy może wolisz go tutaj przesłuchac, a potem ulotnimy się w jakieś milsze miejsce? - mrugnął do niej i zaśmiał się cicho.
Rikka Malkain:
-Bierzemy. Jeśli mowa o miłych miejscach, to znam jedno gdzie będziemy mogli się nim w spokoju zająć nie niepokojeni przez nikogo. Weź go na plecy.
Powiedziała zajęta starannym otrzepywaniem kolan z brudu jednocześnie kompletnie ignorując plamy z cudzej krwi na swojej koszuli i twarzy. Najwyraźniej to jej nie przeszkadzało. W duchu wampirzyca uśmiechnęła się widząc sponiewieranego szlachcica. Miała tylko nadzieję, że to co będzie jej miał do powiedzenia okaże się warte tygodni śledzenia, szpiegowania i całego szaleństwa dzisiejszej nocy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej