Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Epickie Starcie Tytanów

(1/15) > >>

Mohamed Khaled:
Nazwa wyprawy: Epickie Starcie Tytanów
Prowadzący wyprawę: [member=16106]Rikka z Maer[/member]
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: brak
Uczestnicy wyprawy: Mohamed, Rikka z Maer

Wraz z A'abielem wybrał się na przechadzkę po dzielnicy biedoty. Nie spodziewał się na nikogo natrafić, ani toczyć żadnego pojedynku. Była noc, mógł się spodziewać, że natrafi na kłopoty. Chciał jednak odetchnąć od tego, co się dzieje na całej wyspie. Jeden pojedynek, bitwę ważącą losy Zuesh, przegrali sromotnie. Demony okazały się trudnym przeciwnikiem.
A teraz? Teraz i na Valfden już są. W sumie zawsze były. Jednakże, teraz zaczynała się inwazja, nieznane siły wroga przemierzały wyspę i paliły wszystko na swojej drodze.
I co? Mówiłem Ci to już jakiś czas temu. Ta wojna należy do nas. Nie macie prawa jej wygrać.
Dlaczego? Dlaczego jesteście aż tacy źli?
Mamy to we krwi, maurenie. Musisz się z tym pogodzić, że to my jesteśmy rasą panów, a nie wy.

Rikka Malkain:
Rikka stała na środku jednej z szerszych ulic podgrodzia. Na lewym ramieniu miała przewiązaną szarfę czerwonej barwy. Czekała tu już dłuższą chwilę, a człowiek z którym się umówiła w dalszym ciągu nie przychodził. Nerwowo zaczęła przechadzać się w tą i z powrotem, gdy nagle wampirze uszy wychwyciły odgłos kroków tuż za rogiem. To była jakaś większa grupa ludzi. Dziewczyna odwróciła się w tamtą stronę i sięgnęła ręką za plecy kładąc dłoń na uchwycie kuszy. Ku jej zaskoczeniu, zza winkla wyłonił się nie jej kontakt, a czarnoskóry kolega po fachu.
-Mohamed? Uważaj!
Kilka kroków za maurenem szli następni mężczyźni. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Któryś z nich wskazał na Rikkę. 
-To ta dziwka od czerwonych! Murzyn pewnie trzyma z nimi!

//Staty tych panów
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta X3
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta_pod%C5%BCegacz X1

Mohamed Khaled:
Pokaż jak walczysz, czarnuchu. Chce zobaczyć śmierć tych wrednych szumowin! - zaryczał demon w głowie, napędzając tym samym Mohameda.
Gdy jego towarzyszka po fachu, Rikka, uświadomiła go o nadchodzącym niebezpieczeństwie, działał już instynktownie. Katana sprawnie wysunęła się z jego pleców, lądując w dłoni, a mechanizm ukrytego ostrza wysunął śmiercionośną stal.
W jednej chwili świat dla niego stanął w miejscu, adrenalina podskoczyła wysoko w górę a on zaczął działać. Obrócił się na pięcie i przyjął postawę obronną.
Nadszedł pierwszy cios.
A zaraz za nim drugi.
Zaatakowało go dwóch pierwszych na przedzie. Mohamed przez chwilę nie wiedział, czy oni na prawdę są aż tacy głupi, czy na tyle odważni, że atakują dobrze uzbrojonego, nieznajomego człowieka. Najwyraźniej jednak chcieli się pożegnać z tym światem raz na zawsze. Czarnoskóry nie zamierzał im w tym ani w najmniejszym stopniu przeszkadzać.
Zablokował oba cięcia kataną, robiąc krótki przewrót w bok i jednego z nich kopiąc pod żebra. Gdy ten schylił się, oszołomiony bólem, zdzielił go butem w plecy w taki sposób, by wpadł na swojego kompana. Obaj runęli na ziemie oszołomieni tym, co się stało. Nie na długo.
Dosyć szybko podnieśli się z ziemi, tym razem atakując już w trójkę. Odważni byli, od co! I chyba z deczka szaleni, stwierdził po cichu Kruk.
Zablokował cios jednego, obracając się zgrabnie na piętach i zadając zmyłkowy cios z góry. Gdy bandyta z nadzieją zablokowania ciosu wystawił ostrze w górę, Mohamed raz jeszcze się obrócił, tym razem już nie fałszując uderzenia. Katana zgrabnie weszła w ciało bandyty, przeszywając go na wylot. Miał już jednego trupa zaliczonego.
Uśmiechnął się wrogo.
Demon w środku zawył z zachwytu.
Jego oczy się zmieniły. Stały się ciemniejsze i bardziej złowrogie. A'abiel sam chciał przez jakiś czas powalczyć w jego ciele. Gdy Mohamed spuścił barierę, przejął prędko kontrolę nad jego ciałem.
- No dawać, pieprzone sukinsyny. Czekam!
Jego głos brzmiał złowrogo, napastnicy jednak nie odpuścili. Cieszył się z tego.
Nastał kolejny krótki pojedynek, teraz człowiek kontra bestia.
Bandyta zasypywał go ze swoim kolegą gradem uderzeń, Kruk jednak albo zgrabnie to omijał, albo blokował ciosy, samemu kontratakując.
Kopnął jednego z nich w brzuch, odpychając go i wywalając kilka metrów w tył, a samemu zajął się swoim przeciwnikiem. Mohamed czuł, jak ekscytacja A'abiela sięga zenitu. Czuł jego wrogość, jego całe istnienie w sobie. Wiedział, że to, co zrobi ze swoim przeciwnikiem, będzie krwawe i ohydne. Nawet mu się to spodobało.
Zamachnął się raz, potem kolejny i kolejny.
Pierwsze uderzenie spadło na prawą rękę, na zgięcie łokcia. Ostrze gładko przeszło przez więzła, kość i ucięło rękę. Następne uderzenie poleciało w lewą dłoń, ucinając ją zaraz nad nadgarstkiem.
Szybko zniżył się do poziomu parteru, skąd obrócił się zgrabnie na piętach i ciął w nogi. Jedna z nich została ucięta.
Jego przeciwnik się tego nie spodziewał. Nie potrafiąc utrzymać równowagi, leciał w lewą stronę. W tą, gdzie brakowało kończyny.
Demon który kontrolował teraz ciało czarnoskórego, wyprowadził kontratakujące cięcie. Podczas, gdy głowa człowieka leciała w dół, jego ostrze leciało w górę, prost w kręgi szyjne.
Głowa bez problemów spadła na ziemie, oddzielona od reszty ciała.
Zostało ich tylko dwóch...

//Z racji, iż jest noc, a o świetle nic nie wspomniałeś, mamy po -1 do wyuczonych specjalizacji. Dlatego mając mistrzowsko katanę, mogłem zabić tylko dwóch.

Rikka Malkain:
Podczas gdy dwójka zbirów rzuciła się na Mohameda, trzeci minął walczących i zaszarżował na Rikkę.
Wampirzyca w ułamku sekundy zdjęła kusze z pleców, drugą ręką wyciągając ciężki żelazny bełt z kołczanu przy pasie. Umieściła pocisk na jego miejscu i bez wysiłku naciągnęła lekką broń. Zaraz po tym wyciągnęła rękę przed siebie i wycelowała w nadbiegającego przeciwnika. Dzieliło ich zaledwie kilka metrów, dlatego bandyta nie miał najmniejszych szans na przeżycie gdy po naciśnięciu spustu bełt zabójczyni uderzył go w klatkę. ÂŻelazo wypuszczone z taką mocą przebiło skórzane okrycie, które oprych miał na sobie, i zagłębiło się w ciele. Pocisk przebił serce, a trafiony człowiek zwalił się na kolana i upadł twarzą w błoto pokrywające ulicę. Rikka, nieporuszona, odłożyła narzędzie zbrodni z powrotem na plecy. Nie miała dzisiaj najlepszego humoru, do tego właśnie zdała sobie sprawę, że jej plan odrobinę się skomplikował.
Ostatni z atakujących wyciągnął dwa pistolety. Jeden z nich skierował w stronę wampirzycy, drugi w kierunku Mohameda. Broń wycelowaną w Rikkę odpalił bez wahania. W maurena nie chciał strzelać, gdy ten walczył z jego towarzyszami by przypadkiem nie ranić któregoś z nich. Oczy wampirzycy rozszerzyły się na widok broni palnej. W ostatniej chwili rzuciła się w bok przetaczając po ziemi. Dziewczyna była szybka, a jedyne oświetlenie stanowił blask księżyca, co utrudniło bandycie oddanie celnego strzału. Pocisk minął wampirzycę dosłownie o cal.
Po wykonaniu uniku szybko zerwała się na równe nogi i dobyła sztyletu. Jej przeciwnik w dalszym ciągu miał do dyspozycji jeden gotowy do strzału pistolet, ale w tej samej chwili Mohamed wygrał pojedynek z tamtą dwójką. Ostatni z bandytów stanął więc przed ciężkim wyborem. Nie wiedząc do kogo strzelić najpierw, niepewnie wodził wzrokiem od jednego przeciwnika do drugiego. Na lewym ramieniu miał niebieską opaskę.
Oddany strzał wywołał trochę zamieszania, gdzieś zaczął szczekać pies, gdzieś z hukiem zamknęło się okno... Może znajdowali się na podgrodziu, ale straż miejska prędzej czy później zainteresuje się odgłosami walki.

//Znaczy ty masz -1( <fajka>), ale racja. Został tylko ten:
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta_pod%C5%BCegacz

Mohamed Khaled:
Demon nadal nie oddał mu kontroli nad ciałem. Zafascynowany tym, z jaką gracją porusza się jego "naczynie", nie zamierzał tak prędko oddawać uciechy z walki.
Katana skąpana była we krwi, a miała przyjąc jeszcze jedną dawkę szkarłatnego płynu..
Podczas, gdy bandyta wodził wzrokiem po Krukach, A'abiel w ciele Mohameda postanowił działać. Obrócił kilka razy w szybkim tempie ostrze, kierując je ku górze.
Pistolet.. To mogło utrudnić zadanie. Ale.. No cóż, raz się żyje!
Skoczył na przód, robiąc przewrót, potem odskakując w bok i na koniec odbijając się od jednej ze ścian. Mógł to zrobić. Był dobrze wygimnastykowany, lata praktyki zrobiły swoje..
Miecz zagłębił się w ciele głęboko, przeszywając serce podżegacza na wylot. To był ostatni przeciwnik z tej czwórki. Zmarły przeciwnik...

A'abiel oddał władze Mohamedowi, któremu aż zaszumiało w głowie po tej walce. Demon nie mógł się zdradzić, że jest w jego ciele. To byłoby... złe. I raczej naiwne. Wolał, by to Mohamed działał za niego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej