Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Epickie Starcie Tytanów
Rikka Malkain:
-To tutaj.
Oznajmiła wreszcie. Dwójka Kruków stała przed tylną ścianą jakiegoś magazynu. Budynek był wysoki na ponad cztery metry i miał niemal płaski dach. Jak większa część zabudowy podgrodzia, tak i ten budynek wykonany był z drewna. W wielu miejscach ściana była łatana, więc oko włamywacza wypatrzyłoby na niej mnóstwo krawędzi za które można by chwycić, gdyby chciało się wejść na górę.
-Musimy tam zaczekać.-Powiedziała wskazując na dach. -Przed magazynem jest dużo wolnego miejsca, tam gangi mają się spotkać żeby załatwić sprawę po męsku. Jakoś nie chcę mi się wierzyć, że będą walczyć uczciwie... Poczekamy aż zaczną się zabijać, a później wkroczymy do akcji i porwiemy kogo trzeba.
Mohamed Khaled:
- Jasna sprawa, szefowo - pokazał jej język w geście rozbawienia i spoważniał, jak na Kruka przystało.
Ukradkiem spoglądał co jakiś czas na Rikkę stwierdzając, że całkiem niezła z niej kobieta. Jak na wampira, oczywiście. Ciekaw był, jaka jest przy dokładniejszym poznaniu. Czuła, ciepła? A może jeszcze bardziej... chłodna, niźli się Krukowi śniło?
Rikka Malkain:
-Tylko się nie połam, szkoda by było.
Przez chwilę wampirzyca wydawała się być nieco rozbawiona, ale za nim Mohamed zdążył pomyśleć w czym rzecz, Rikka zniknęła. No, niezupełnie. Zamknęła oczy i w jednej chwili przeistoczyła się w maleńkiego nietoperza. Bez żadnych inkantacji, bez huków i kłębów dymu. Tak po prostu, zwyczajnie. Ledwie widoczny w tych warunkach ssak poleciał na górę zostawiając Mohameda samego. Trzeba się było wspiąć...
Mohamed Khaled:
Umięśnione ciało, które nabył poprzez lata treningów u Kruków, a także na późniejszych wojaczkach tylko pomagały przy tym, by się wspiąć. Znalawszy uprzednio jakąś mniej więcej wytyczoną ścieżkę, wgramolił się powoli na dach, gdzie czekała na niego Rikka. A to nie dobra wampirzyca! Tak zostawić biednego czarnego mężczyznę. Nie miło! Oj nie miło!
- Następnym razem ostrzegaj, że chcesz mnie zostawić. Przygotuje się psychicznie przed rozstaniem - prychnął cicho, uśmiechając się z wyraźnym rozbawieniem na twarzy.
Rikka Malkain:
Nie powiedziała ani słowa, ale też się uśmiechnęła. Zabawnie było patrzeć, jak mężczyzna mozolnie wspina się po pionowej ścianie, co wcale nie było łatwym zadaniem. Wampirzyca trzymała w dłoniach czerwoną opaskę na ramię, podobną do tej, którą sama tej nocy nosiła. Teraz podała ją towarzyszowi.
-Załóż. Ludzie Wściekłego mają podobne, nie będą nas atakować. Już się z nim dogadałam. Tamci drudzy będą nosić niebieskie.
Wyjaśniła. Zaraz po tym zmarszczyła nosek. Spojrzała się na Mohameda w dziwny sposób.
-Krew. Zacząłeś mocniej krwawić po wspinaczce. Masz jakieś opatrunki?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej