Szybko przelał wodę do wiadra z naczyniami i schował się gdzieś w cieniu, chciał teraz być sam, znalazł sobie gdzieś cichy zaułek na tymże pokładzie i zajął się swoją pracą, dodatkowo nie chciał zakłócać anielicy jakże uroczego nocnego spotkania z wampirem.
Szybkimi okrężnymi ruchami szorował talerze, półmiski i co tam jeszcze było do wyczyszczenia.
Można powiedzieć że wykonując takie zajęcie i to w dodatku nocą, na otwartym morzu, znajdywał wreszcie chwile wytchnienia, spokoju, wśród mroku nocy i blasku gwiazd miał chwilę by pomyśleć nad tym wszystkim czego się dowiedział tego dnia.
Po mimo tego że z zewnątrz nie wykazywał zbytniego wzruszenia tym że mogą zostać niemile powitani przez jego brodatych braci w środku był rozbity, z jednej strony wiedział że to co robią zapisze się na kartach historii lecz z drugiej strony on miał jeszcze plany na życie, plany nie tylko związane ze sobą lecz także z jego drugą połówką która smacznie śpi pod pokładem.
Myśląc o tym wszystkim w mig posmutniał na duchu, ogarnęło go przygnębienie.
Mamy jeszcze tyle planów... - pomyślał.
Krasnoluda nie interesowała wieczna sława, nie interesowało go zapisanie się na kartach historii, on chciał żyć, przeżyć swe życie godnie, tak jak chciał i umrzeć ze starości przy boku swej ukochanej.
Tylko głupcy przedstawiają sławę nad życie... - zrobił krzywy uśmiech.
Cieszył się że teraz go nikt nie widzi bo mógłby się zdziwić że on aż tak się przejął sprawą.
Oczywiście mężczyzna z całego serca wierzył w powodzenie misji i szczęśliwe jej zakończenie, podobno był optymistą ale teraz w to powątpiewał..
Czyste talerze włożył do wiadra po wodzie a to z brudną wodą wychylił przez burtę i wylał ciecz z niego do morza.
Rzucił jeszcze wzrokiem na bocianie gniazdo, uśmiechnął się zadziornie i wrócił pod pokład do kuchni. Zostawił tam wiadra po czym wreszcie poszedł do pomieszczenia sypialnianego. Oczywiście na jego twarzy znów gościł lekki uśmiech, bo jakże by inaczej.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i dojrzał kilka śpiących osób, podszedł do Armin i pogładził ją po głowie gdy spała, delikatnie, tak by jej nie obudzić.
Znów zrobiło mu się smutno, wybrał sobie jakieś najbardziej odosobnione łóżko, takie najbardziej w kącie i w ogóle przy ścianie. Topór cisnął pod łóżko, kusze tak samo, pas z nożami i inne pierdoły też. Zdjął swoją szatę, rzucił ją na bronie, w samej koszuli i gatkach położył się na twardym łóżku.
Spoglądał przez jakiś nieokreślony czas w sufit, patrzył w jakiś martwy punkt, wreszcie zrobiło mu się zimno, sięgnął po szatę leżącą na ziemi i przykrył się nią. Przewrócił się na bok i zasnął.
W nocy ponownie wszystko przeżywał...