Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Canis:
Salazar zszedł jako ostatni do mesy i słuchając opowieści o celu niewzruszenie zajął się konsumpcją. Słysząc o czyhającym zagrożeniu sięgnął po kanapkę, a jednocześnie wziął kupek i podszedł do beczki opatrzonej enigmatycznym słowem "wino", które bądź co bądź znacząco tłumaczyło zawartość. Gdy to robił skrzętnie usłyszał prawdziwy cel i możliwe negatywne konsekwencje, zostania zdmuchniętym niczym proch z tafli wody po zbliżeniu się na wody terytorialne Torgonu. wzruszył ramionami i napełnił kubek z beczki i usiadł sobie na siodełku, pierwszym które było wolne.
Zagryzając kolejne kęsy jedzenia i zapijając strawę winę słuchał co lepsze teksty nawołujące do kontynuowania misji i szukania możliwych rozwiązań i drug by jednak... nas nie zdmuchnięto. Gdy skończył jeść i pić. Spojrzał po wszystkich i milczał nasłuchując propozycji z nutką ciekawości co kto wymyśli fajnego.
Dragosani:
No a Drago się wsłuchiwał w ten potok słów, wyraźnie zdradzających niezadowolenie całej załogi. Oczywiście potrafił to zrozumieć. Wiedział jednak tyle, aby rozumieć także konieczność zachowania tego sekretu. Uznał, że naprostuje nieco sprawę.
- Utrzymywanie tego w sekrecie do tej pory... - zaczął. - Nie było brakiem zaufania względem was ze strony Melkiora. Czy też mnie, wszak wiedziałem o prawdziwym celu jeszcze przez zapisaniem się. Wiemy, że pod tym względem WAM możemy zaufać. Ale problem jest taki, że niekoniecznie tylko WY mogliście siedzieć w swoich ciałach. Myślicie, że dlaczego każdy był sprawdzany solą przed zapisaniem się? ÂŻe skąd było tyle soli przed wejściem na statek? ÂŻe po co mamy na pokładzie egzorcystę? Główny cel wyprawy był utrzymywany w tajemnice po to, aby nasz wróg się o tym nie dowiedział. Bo demony są naszym wspólnym wrogiem, nie tylko konkretnej grupy - wyjaśnił. Przedtem wstał. Uznał, ze na stojąco zrobi lepsze wrażenie.
- Zaś co do powodzenia naszej misji... cóż... Nie jesteśmy dyplomatami. Nie jesteśmy bohaterami. Jesteśmy po prostu osobami, które muszą walczyć za swój świat. Nie tylko dla siebie, ale i dla przyszłych pokoleń. O to tak naprawdę toczy się ta wojna. Nie ma odwrotu i nie ma zbyt dużego poświęcenia. Wiedziałem o niebezpieczeństwie, a byłem jednym z pierwszych, którzy zapisali się do udziału w tej wyprawie. Czy się boję? Jasne, to normalne. Ale wiem, że to konieczne -mówił spoglądając na całą załogę. Może trochę kradł tę mowę kapitanowi, ale cóż...
- Z konkretniejszych spraw, osobiście uważam, że wysłanie Evening przodem jest dobrym pomysłem. Anielica samym swoim wyglądem wzbudzi zaufanie. Ewentualnie ja mogę polecieć jako nietoperz. Nie będzie mi łatwo, ale może dam radę.
Melkior Tacticus:
Melkior nie był dobry w przemawianiu, miał to po ojcu. Drago ujął wszystko jak należy, reakcja załogi zakrawała na atak paniki acz stoicki spokój Salazara był na swój sposób przerażający. Kapitan sam nie wiedział co lepsze... musiał jednak uważać na "fochy" anielicy. Rozumiem już chyba Funerisa.
- Dobrze to ująłeś Drago.
Gorn Valfranden:
Gorn wyszedł z pomieszczenia i poszedł w stronę lin. Kiedy do nich dotarł zaczął się wspinać aby wejść do środka bocianego gniazda. Władował się do środka i zaczął się rozglądać po horyzoncie.
Canis:
- Widzę, że kanclerz bierze lekcje jak prowadzić szkolenia motywacyjne. - Zauważył z uśmiechem. - Tylko... czy na pewno posłanie Anielicy jest dobrym pomysłem? Anioły bądź co bądź dobre osoby, którym nic nie ujmuje i każdy zawierzy... jest obrazem który Torgon nie musi akceptować... większość demonich dowódców, generałów, to właśnie upadłe anioły, które nie raz niemal się nie różnią od aniołów. - Na tyle o ile wiem o demonach... przynajmniej tych na Valfden. - <aniol> Powiedział patrząc oczkami w górę. Nie chciał się wtrącać bo nie miał dobrego rozwiązania alternatywnego... chociaż były takie, które nie wykorzystywały potencjału ludzkiego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej