Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Ashog "Stalowa furia":
Jeśli chodzi o picie po dobrym żarciu to Ashogowi dwa razy nie trzeba powtarzać, najedzony do syta dziesięcioma kanapkami i jajkami w podobnej ilości głośno beknął ocierając mordę o rękaw koszuli. Nalał sobie wina i niecierpliwie czekał na toast zaproponowany przez Kenshina.
Dragosani:
A Drago sobie powoli popijał krew. Nie spieszył się, delektował się. Nie było potrzeby się spieszyć. Więc smakował powoli krew, badając dokładnie jej wszystkie nutki smakowe i zapachowe. Przez umysł przelatywały mu resztki wspomnień wilka, do którego ta krew kiedyś należała. ?Skrawki, bardziej wrażenia niż prawdziwe wspomnienia. Działały w pewnym stopniu pobudzająco na drapieżna naturę wampira. Coraz częściej zerkał na Armin. Lubił maurenki. Był egzotyczne, ich krew również. I kto wie jakie jeszcze myśli chodziły po głowie wampirowi. Słysząc propozycje toastu, uniósł butelkę z krwią. Nie chciało mu się stawać i iść po wino. Poza tym mieszanie krwi z alkoholem było w złym guście.
Armin:
Maurenka słysząc o toaście również pochwyciła kubeczek i podeszła do beczki z czerwonym trunkiem, przekręciła lekko kurek i nalała sobie troszkę wina. Wzięła mały łyk napoju, tak, aby poczuć przyjemny, lekko piekący smak. Ciemnoskóra zwróciła uwagę na wampira, który co jakiś czas spoglądał na nią. Jego wzrok był czasem przenikliwy do szpiku kości, a czasem miły, ciepły, a wręcz gorący, rozpalający wszelkie zmysły do czerwoności. Jasne oczy mężczyzny przypatrywały się kobiecie z pewną ciekawością. Armin jedynie uśmiechnęła się lekko i również spojrzała swym przenikliwym wzrokiem na Dragosaniego. Po dłuższej chwili wróciła do stołu i czekała na wzniesienie toastu. Maurenka spojrzała na krasnoluda, który od pewnego czasu wydawał się jakiś nieobecny. Ciemnoskóra odetchnęła głęboko i ponownie wypiła mały łyczek alkoholowego trunku.
Kenshin:
Ork stanął i wzniósł nieco kubek pełnego wina po czym powiedział słowa toastu.
- Zebraliśmy się tutaj z różnych powodów jedni, by zarobić inni aby pozwiedzać i zrobić coś dobrego dla królestwa naszego. Takim właśnie przykładem jest nasz kapitan Melkior Tacticus i to on zebrał nas tutaj pod banderą Valfden, byśmy jak jeden mąż czy też kobieta stanęli razem w ramię wspierając się na tej wyprawie dalekomorskiej, abyśmy godnie reprezentowali nasze zjednoczone królestwo. Kapitanie życzę Tobie byś jeszcze i kilkaset lat służył naszemu królestwu a resztę zalodzę, byśmy szczęśliwie wrócili z tego zwiadu i mięli co opowiadać naszym dzieciom na sam koniec chciałbym jeszcze dodać to - tutaj ork lekko odchrząknął i powiedział - Wypijmy za naszych wrogów, życząc, aby spełniło im się to wszystko, czego oni nam życzą!
- Za kapitana i nas. Do dna!
Zakrzyknął i upił cały kubek wina. Wtedy też druid zastanowił nad swoim przemówieniem, które nie było zbyt górnolotne, ale słowo się rzekło i musiał coś powiedzieć. Miał również wrażenie, że część załogi nie będzie się z niego nabijać w każdym bądź razie tymczasowo zamilknie. Dlatego też po toaście usiadł i zaczął obserwować zebranych!
Silion aep Mor:
//Gorn to jest pierś kurczaka a nie udko...
Krasnolud sam także usiadł do stołu, wziął sobie dwie kromki chleba, nożyk i widelec.
Posmarował chleb masełkiem z obu stron, na to widelcem położył soczystą pierś kurczaka, liść sałaty, dwa plasterki pomidora i w ogóle po odrobinie wszystkiego, powstała mu taka kanapka na wypasie.
Zrobił gryza i posmakował, było dobre ale nie wypadało sobie samemu tak chwalić.
Szybko zjadł jedną kanapeczkę, nie miał zamiaru się objadać, nie na noc i nie w obliczu ewentualnego niebezpieczeństwa, w końcu byli na morzu.
Wstał i rzekł do zebranych.
- Dziękuje za dobre opinie, nie uważam bym zrobił jakieś arcydzieło ale miło z waszej strony. Dziękujcie raczej mojej zdolnej pomocniczce bez której nie wyrobiłbym się przed późną nocą. Ja tylko robiłem mięso... - wskazał dłonią na jedzącą jeszcze Armin, po czym sam oddalił się w stronę beczki.
Napełnił dzban winem i położył go na stole, nalał sobie z niego do szklanki i siorbnął łyka.
Totalnie zignorował to jak Dragosani gapił się na maurenkę.
Po chwili wstał do toastu, uniósł szklankę z winem w górę i gdy ork skończył, dodał od siebie:
- Obyśmy wszyscy dopłynęli na miejsce w takim składzie jak teraz, bez zbędnych podziałów i ewentualnych konfliktów. Za dobrą atmosferę w czasie podróży! Ot tak przyziemnie! - rzekł wesoło.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej