Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Armin:
Ciemnoskóra była z siebie bardzo zadowolona. Dawno nie miała okazji gotować, a już tym bardziej dla tak dużej ilości osób. Przez cały czas Armin była uśmiechnięta i szczęśliwa. Jakoś to co zrobiła dla innych sprawiało jej przyjemność, nie umiała sobie tego wytłumaczyć. Kiedy tak słuchała pozytywnych opinii pozostałych członków załogi, maurenka usiadła przy stole i również zaczęła jeść kolację. W końcu jej też się coś należało. Wzięła dwie kromki chleba, na jednej położyła najpierw liść sałaty, potem plasterek pomidora i rzodkiewki oraz smakowicie wyglądającą pierś z kurczaka. Przykryła to wszystko drugą kromką i wzięła porządnego gryza. Od patrzenia na przygotowywane jedzenie chce się jeszcze bardziej jeść. Mięso było idealnie przysmażone i doskonale komponowało się z warzywnymi dodatkami.
- Nie myślałeś o tym, żeby otworzyć restaurację? - zaśmiała się ciemnoskóra. - To jest naprawdę dobre. - zwróciła się do krasnoluda, po czym wzięła kolejnego gryza pysznej kanapki.
Evening Antarii:
-Ale wiedz, że jesteś mi bardzo bliski i nie żałuję ani chwili spędzonej z tobą- dodała jeszcze. -Wręcz przeciwnie, bo dobrze mi się z tobą spędza czas, nawet... nawet wśród tych trupów, też było fajnie- zaśmiała się. -I w górach, i jak tańczyliśmy. Tylko, że odkąd zdałam sobie sprawę z pewnych rzeczy, wiem że nie byłabym z nikim szczęśliwa, albo nie dałabym szczęścia tej drugiej osobie- tłumaczyła się. Nie musiała, ale chciała, by Salazar choć trochę to zrozumiał, gdyż był to jej świadomy wybór a nie chwilowy kaprys. -Nie wiem czy to widać, ale jestem straszliwą egoistką, ktoś na tym pokładzie powiedziałby pewnie że jeszcze lecę na kasę i inne takie- westchnęła. -W tym drugim oczywiście nie ma prawdy, ale taka opinia krążyła. Kiedyś. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz, bo tak jest lepiej dla nas obojga. Nie bylibyśmy szczęśliwi, nie chciałabym nawet próbować, by bardziej cię skrzywdzić- mówiła patrząc na Salazara z wzrokiem proszącym o wybaczenie. I zrozumienie. I nie chowanie urazy.
Gorn Valfranden:
Gorn sobie oglądał krajobrazy kiedy Silion zawołał ich na obiad. Paladyn powolnym krokiem udał się za resztą. Jako ostatni wszedł do pomieszczenia i zasiadł za stołem. Wziął sobie pierś kurczaka powąchał i włożył pomiędzy dwie kromki chleba. Spróbował kanapkę gryząc mały kawałek. Smakowało wspaniale - Silionie to bardzo pyszne. Smacznego wszystkim!. Jedzenie wyglądało na prawdę dobrze. Chociaż pewnie warzyw i innych przyborów nie było zbyt wiele osoby które gotowały odwaliły istny dobry kawał roboty. Wojownik jadł spokojnie i powoli gdyż wtedy bardziej się mógł najeść i mniej będzie głodny później. Kiedy już się najadł do syta czekał aż Melkior jako kapitan statku powie swoje. Jakie wynagrodzenie, czas pracy, zagrożenia itp... Był ciekaw co też może ich spotkać w czasie zadania. Część ludzi nie znał więc nie znał ich możliwości i zachowań, niemniej jednak na pewno dadzą sobie radę. Czekając cicho sobie pogwizdywał. ÂŚciągnął na chwilę opaskę zastanawiając się czy ją schować do kieszeni. Jednak po krótkim zastanowieniu ponownie zawiązał sobie ją na głowię. Był to jego symbol a zarazem pamiątka.
Canis:
- Oj Evening, Evening... - Zaczął kręcąc głową z dezaprobatą. Uniósł dłoń i wskazał palcem na jej serce. - Ludzie różne rzeczy mówią, lecz gdzie leży prawda wiesz tylko ty. Nie krzywdź siebie złymi słowami i wadami których się doszukujesz, o możliwości braku możliwości... Kazałaś mi nie traktować siebie jako kogoś gorszego, mówić o sobie źle, ty też nie mów... Proszę. - poprosił i uniósł brew licząc na pozytywną reakcję i uśmiech na twarzy.
- No, wśród trupów to była dość ekstremalna sceneria, jeszcze ta dziwna dziewczynka. - zawtórował delikatnym śmiechem na to przywołane wspomnienie. Westchnął w końcu. - Szczęście to tylko chwile... ulotne. Każda spędzona z tobą chwila była dla mnie szczęśliwa, miła i z pewnością wiele razy wspomnieniami będę do nich wracał. Dzięki tobie wiem, że mimo iż moje serce dawno umarło, ma w sobie gdzieś odrobinę tlącego się życia.
- Więc mam nadzieję, że tak jak ty w moim sercu zawsze będziesz i zawsze będziesz jemu bliska, tak i ja pozostanę w twoim... Choć... po prostu w innej... relacji. - Powiedział z delikatnym uśmiechem i po raz już któryś n-ty z kolei mrugnął oczkiem wyciągając prawą dłoń do uścisku dłoni... Wszak nie wiedział na ile może sobie pozwolić chcąc chociaż pozostać bliskim... znajomym? kolegą? przyjacielem? to było zawsze trudne. Spojrzał na Evening swoimi brązowymi oczkami w których było... zrozumienie, bowiem nie maił czego wybaczać, ani chować o nic urazy. Cieszył się gdzieś tam w głębi duszy, że dzieje się to w sposób dobry.
Kenshin:
Oczywiście taki porządny posiłek należałoby popić, a nic tak nie pasowało bardziej jak dobrej jakości wino! W końcu po coś Drago to tutaj przyniósł co nie? A, nie żeby tak sobie beczułka stała i się przyglądała wszystkim. Dlatego bez większego zastanowienia podszedł do beczki wraz z kubeczkiem. Ork podstawił kubek pod kurek, który lekko odkręcił i już po sekundzie czerwony płyn wydobywał się z beczki prosto do pojemnika napełniając go po brzegi. Kiedy ork zrobił już swoje postanowił zaproponować toast.
- Niech każdy z nas naleje sobie wina i wzniesiemy toast za pomyślność naszej wyprawy i samego kapitana!
Tutaj ruchem otwartej dłoni wskazał na Melkiora.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej