Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Dragosani:
No a mości wampir dotarł w końcu do Melkiora. Schody były strome i w ogóle.
- Mały sobie ubzdurał, żeby podać wino do kolacji. W sumie dobry pomysł, jak popiją, to może lepiej zareagują... - I nie wiadomo czy chodziło mu o kolację, czy wiadomość jaką będzie miał dla załogi kapitan.
- Mamy gdzieś jakieś? - zapytał.
Kenshin:
Ork oczywiście usłyszał przemowę krasnoluda, który stał na beczce dla lepszego rozgłosu i oczywiście najważniejszym słowem był kolacja! Kenshin jak to ork lubił sobie pojeść choć starał się trzymać w ryzach, przed obżarstwem i jeść tyle ile musiał jak to druidzi mieli w zwyczaju! Jednak pomimo tego zszedł pierwszy do kambuza czyli można by rzec do kuchni pokładowej. Ork kierując się nosem natrafił na zapach pieczonych piersi z kurczaka i zaciągając się aromatem westchnął. - Ach - po czym dotarłszy już na miejsce przywitał się z kucharzem oraz jego pomocnicą - witajcie, nie trzeba znać się na statku, by tutaj dotrzeć albowiem zapach tych dań można wychwycić samym nosem i to on mnie tutaj skierował. Pochwalił kucharzy druid i mówił dalej. - Mogę się nawet założyć, że smakuje równie dobrze jak wygląda. Po tych słowach usiadł i chwycił dwie kromki chleba a następnie wziął mięso pomiędzy nimi a na sam wierzch narzucił trochę warzyw taką kanapę sobie uszykował. Kenshin po pierwszym gryzie już wiedział, że ta nietopowa para spisała się na medal! Mięso wraz z warzywami wręcz rozpływały mu się w ustach. Ork zrobił jeszcze parę kęsów i wszystko dokładnie pogryzł a następnie połknął teraz nastała pora na pogratulowanie kucharzowi i jego pomocnicy.
- Naprawdę spisaliście się. Szybie danie acz treściwe i bogate w wszelakie składniki służące potrzebne do normalnego funkcjonowania. Niech Ventepi ma was w swojej opiece!
Tak był zadowolony z tego posiłku ork, że aż zrobił sobie jeszcze dwie kanapki. W środku cieszył się, że to nie on musiał to przygotowywać, gdyż raczej nic by z tego nie wyszło.
Canis:
Zmrużył oczy i podobnie cofnął się trochę. Myśląc chwilę i słuchając, widząc co robi rozmówczyni... to nerwowe spojrzenie uciekające od niego, wędrujące po osobach na pokładzie, niczym szukanie ratunku czy ucieczki. W końcu się lekko spróbował uśmiechnąć. - W porządku... - Wydukał w końcu unosząc lewy kącik ust delikatnie się uśmiechając. Rekrut zrozumiał szereg błędów które popełnił, tu, teraz, w tej chwili, tego dnia. Ale jak to mówią, nie cofnie się tego co się stało, a może po prostu musiało? Może to było konieczne? Tak. W końcu niektóre rzeczy kończą się po to, by oboje mogli być szczęśliwsi. Na swój sposób.
Uśmiechnął się i spojrzał w te piękne oczy, być może już jako ostatni raz, uśmiechnął się szczerze delektując tą chwilką.
- Nie przepraszaj... nie masz za co. Dziękuję, że mówisz szczerze, obyśmy oboje byli jeszcze szczęśliwsi. - Powiedział i mrugnął oczkiem. Sytuację i dalszą rozmowę szczęśliwie przerwało zawołanie na kolację. Cofnął się znowu o krok i znowu zwrócił się w kierunku miasta które znikało za horyzontem. Odechciało mu się dziś kolacji.
Melkior Tacticus:
//Salciu <tuli>
//I nie gniewam się o warzywka
Wyrwany z rozmyślań przez Archonta westchnął i odparł:
- Ile byłbyś w stanie poświęcić by odzyskać utracony honor? Na szczęście rozmowę przerwali Silion i Drago, kolacja była tym czego potrzebowali. - Wino jest w sekcji 4 w ładowni, to te beczki z napisem wino. Odparł odrywając się od relingu i schodząc na dół do mesy, zapach sprawiał że zrobił się bardziej głodny niż był. Zasiadł przy stole robiąc sobie kanapkę wkładając pierś kurczaka między dwa kawałki chleba.
- Smakowe Silionie.
Dragosani:
A Dragosani poszedł po wino. Odnalazł sekcję czwartą w ładowni, wybrał jedna z beczek, która wydała mu się najlepsza. Chociaż wszystkie były takie same. Wziął beczkę i przyniósł ja do mesy. Postawił w kącie, wbił kurek do beczki, który tez znalazł w ładowni. Tak, żeby można było z kulturą lać wina, a nie nabierać jak jacyś barbarzyńcy. I usiadł przy stole. Dla siebie pożywienie musiał rzecz jasna zorganizować sobie sam. Nie sądził, ab załoga nagle charytatywnie zaczęła upuszczać sobie po łyku krwi. Wziął więc jedną z butelek z krwią, które miał przy sobie i odkorkował. Zaczął pić. Na szczęście dla bardziej wrażliwych osób butelka owa była w skórzanym futerale, więc nie było widać zawartości.
Tracę:
0,3 litra krwi wilka
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej