Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Kenshin:
Melkior przyznając się sprowadził na siebie gniew demona, co w sumie powinno być normalne gdyby nie to, że nic nie wskazywało na bycie normalnym. Dziwny astralny demon i bijący od niego chłód paraliżował wszystko, dosłownie każdy mięsień i jeszcze ten głos dudnił orkowi w uszach, jakby znalazł się pod dzwonem, który właśnie zaczął dzwonić. Kenshin chciałby się z tego wyrwać i uciec, lecz nie miał jak kajdany z czerwonej rudy blokowały wszystko. Dlatego nie pozostało mu nic jak słuchanie tego nietypowego przesłuchania.
Ciekawe ile jeszcze pożyjemy?
Zapytał sam siebie, bo co mógł innego zrobić? Oczywiście nie wskazywało na to, że ktoś wpadł na jakiś genialny plan ucieczki ani znikąd szukając pomocy.
Ventepi pomóż nam!
Chciałby to wykrzyczeć, ale strach i chłód bijący od postaci paraliżował go nie na żarty.
Melkior Tacticus:
- Nie będę nawet próbował Ci ściemniać, wiem że jesteśmy w dupie a Ty jesteś czymś czego pewnie nie pojmę. Płynęliśmy nawiązać kontakt z Torgonem, ta wyspa... wedle wieści powinna być pod ich kontrolą. A ja... jestem kretynem który dał się wciągnąć w starą jak świat zasadzkę. Tak czy inaczej, nie ma za nami floty ani nic takiego. Ba, to moja prywatna ekspedycja. Nie kłamał, bo to była prawda. A to coś pewnie i tak czytało w myślach.
Evening Antarii:
Postać była czymś nieznanym, ale chyba nie tak bardzo, jak można przypuszczać. Oczywiście wyglądem nie przypominała nic ludzkiego, powodowała paraliżujący strach. Gdy pan wszystkich demonów rozmawiał z Melkiorem, Eve doświadczyła dziwnego uczucia. Nigdy przedtem nie spotkała takiego tworu, a czuła się jakby kiedyś miała z nim do czynienia. Ale to odczucie było mgliste, zamazane, jakby za dymną powłoką, chowało się w zakamarkach jej świadomości i pamięci. Anielica skupiła się, by odnaleźć źródło tego, co czuje. Aura... tajemnicza... boska!? nie... boska aura... Przystań, Funeris, anioły... To musiał być upadły anioł.
Po uświadomieniu sobie tego, Eve zagryzła wargi i szarpnęła łańcuchami. Chciała jedynie rozładować złość i strach, gdyż szarpanie się nie zrobi na demonach najmniejszego wrażenia.
Upadły anioł, tak, to musiało się zgadzać. Czarne skrzydła, i ta aura. Znajoma, anielska aura, ale zdominowana przez zło...
Narrator:
Sługa przyniósł Kargo czarę, ten następnie zbliżył się do swego Pana, ukląkł na jednym kolanie i z pełnym ceremoniałem oddał naczynie swemu suwerenowi.
Tausae:
Tausae wziął czarę w prawą dłoń, palce lewej dłoni zanurzył w krwi z naczynia. - Kwiat Valdeńskiej szlachty - doskonale. Narysował na czole Melkiora runę zapisaną w języku otchłani. Krew zastygała pod zimnymi palcami tajemniczego bytu. Powtórzył czynność naznaczając każdego z jeńców. Wypowiedział nieznane im słowa, których ton odczuli jak tysiące szpil zatapianych w uszy. Krew w czarze zaczęła bulgotać.
//Jeśli ktoś z zebranych posiada umiejętność dającą mu odporność na opętanie powinien mnie o tym powiadomić na PW dołączając link do ws. umiejętności.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej