Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (129/139) > >>

Tausae:
Lewitując nad pokładem Pan demonów podleciał do zakutych w łańcuchy Valfdeńczyków. Wyglądało na to, że spogląda na swojego sługę białego demona. Ciężko było to stwierdzi, ponieważ wróg nie posiadał twarzy, był czymś w rodzaju astralnego bytu egzystującym w obu światach. Dobrze się spisałeś - niski, basowy głos rozległ się po pokładzie, dudnił w uszach niczym dzwon.

Melkior Tacticus:
Szczególnie gdy nie miał z czym walczyć... Co za głos. Elf wolał być cicho, nie odzywać się nie pytanym.

Armin:
Ja pierdolę... Ciemnoskóra nie wiedziała co myśleć. Dziwna istota przeleciała nad pokładem do swego sługi. Kiedy rozbrzmiał jego głos, maurence aż stanęła gęsia skórka. Ten głos był przenikliwy i niski, co dodawało mu złowrogiego wydźwięku. Armin nawet nie chciała wiedzieć co to za istota, skąd pochodzi i jakie ma zamiary. Chciała jak najszybciej uciec razem z towarzyszami wyprawy. Nieprzyjemny chłód dawał się we znaki kobiecie.

Tausae:
- Kto z was dowodzi?

Kenshin:
Ork słysząc dudnienie jego głosu podniósł lekko dłonie, by zakryć swe uszy, które wydawały mu się, że krwawią! Głos, ten jego głos. Zaraz nie wytrzymam! Jednak gdy łańcuchu zatrzeszczały delikatnie zdał sobie wtedy sprawę, że nie ma bata aby mógł nawet taką prostą czynność wykonać. Kenshin nie wiedział, co ma robić stał jak słup soli i przypatrywał się istocie. Wyglądała jakby była duchem a jednocześnie, była bytem w pełni zmaterializowanym. Druid milczał tak jak reszta załogi czekając na wyrok! Nawet sobie sprawy nie zdawał jak los może się tak dziwnie potoczyć. Wewnątrz siebie czuł strach a nie powinien, bo w końcu był orkiem, ale niektórych ścian nie da się przeskoczyć i właśnie trafił na jedną z nich. Wtedy zawołał kapitana czyli Melkiora, ale nie odwracał głowy w stronę elfa jeno patrzył na postać i milczał jak głaz.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej