Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Kenshin:
Ork również nie miał wyjścia i musiał pozbyć się swoich najlepszych broni jakie teraz miał. Na początek wywalił najcięższą broń czyli bułat, który zrobił gdy był jeszcze w pakcie. Kawał historii i emocjonujących wydarzeń były do niego dołączone a teraz poszedł na dno, potem wywalił łuk! Jeden z najwspanialszych egzemplarzy jakie dane mu było mieć! Pamiątka po Silvasterze minęła w tym samym czasie, kiedy refleksyjny łuk poszedł na dno morskich głębi na sam koniec wyrzucił sztylet oraz kołczany. Lekkie strzały unosiły się na powierzchni wody, ale i tak nie miałby z tego żadnego pożytku a szkoda. Druid pozbywając się wszystkiego czym mógł zaatakować dopłynął do drabiki, po której się wspinał był tuż za wampirem i dziewczyną, która pierwsza pokonała tą odległość. Druid był zły i miał nawet żądze krwi, aby odegrać się na poczwarach z otchłani, ale nie mógł zrobić nic! W podłym nastroju przyglądał się demonom a w głowie kłębiły mu się myśli.
Ventepi wystawiasz mnie na ciężko próbę i jeżeli przeżyjemy to będę to Tobie zawdzięczał do końca swych dni. Daj wszystkim nas siłę byśmy mogli przeciwstawić się złu, które twój ojciec Adanos wyprawił do otchłani!
A widok biednej panienki Antrii, która została zakuta w kajdany sprawiła, że druid poczuł znacznie większy wewnętrzny smutek!
Silion aep Mor:
Krasnolud był wściekły, w duchu jego wściekłość na kapitana kipiała wręcz, bo jak to tak można było zarządzić tak idiotyczną wręcz wyprawę w dodatku zaciągając na nią niczego nie świadomą załogę...
Po prostu mistrz, kurwa mistrz, jak przeżyjemy to obiję mu morde... Do tego jak mógł dać sie nabrać na taki podstęp...
Krasnolud starał się być z zewnątrz opanowanym. Powoli ściągał z siebie swe kolejne bronie i żegnał się z nimi puszczając je w toń jeziora.
ÂŻegnaj kochany toporze... Tyle razem przeszliśmy. ÂŻegnajcie kusze, w tylu sytuacjach uratowaliście mi tyłek. Będę tęsknił... Moje ukochane nożyki... - aż chciał je ucałować ale wiedział że nie może tego zrobić ÂŻegnajcie.
Wyrzucił wszystkie bronie i upokorzony, zhańbiony, bezbronny do tego wściekły na kapitana podpłynął do drabinki i powoli wszedł na nią.
Innosie i Adanosie, Zartacie, Ventepi, Nalasie i reszto bogów, czuwajcie nad nami i uratujcie nas... Proszę, gdy tylko wrócę do domu złożę dużą ofiarę na biednych... Proszę bogowie. - modlił się w myślach wchodząc na statek.
Stanął na deckach obok maurenki.
Isentor:
Kolejno osoby wchodzące na pokład były zakuwane w kajdany na rękach i nogach, kajdany wykute z czerwonej rudy. Evening Antarii, Armin, Dragosani, Kenshin i Silion aep Mor stoją zakuci na pokładzie statku demonów. Pozostali z załogi pływają w wodzie.
Dragosani:
Dragosani stał na pokładzie galeonu. Pewnie zwał się on "Pieśniarz Cierpienia", "Analny Despota" albo podobnie. Demony lubują się w takich idiotycznie pretensjonalnych nazwach. ale to było nieistotne. Istotne było to, że jeszcze żyli. "Jeśli żyjesz, musisz myśleć." Tak mówił kiedyś pewien mądry człowiek. Tak więc Drago myślał, kombinował i knuł. Tylko to mu pozostało. Oczywiście nie odzywał się, to tylko zwróciłoby niepotrzebną uwagę. Starał się zachować spokojny i trzeźwy umysł. Rozglądał się bardzo dyskretnie. Badał otoczenie, próbował rozpoznać jakie typy demonów ich otaczają.
Armin:
Kiedy Armin weszła na pokład wręcz natychmiastowo została zakuta w kajdany, tak samo jak anielica. Maurenka była rozzłoszczona przez utratę swoich broni, swoich wszystkich broni. Ciemnoskóra spojrzała na pozostałych, wszyscy wyglądali na złych a zarazem smutnych. Pewnie większość z nich również nie była zadowolona z utraty swoich zabawek, czy jak kto woli broni. Armin stała tak i na razie nic nie umiała wykombinować, ale próbowała się wyciszyć i ochłonąć po zajściu. Maurenka zaczęła dokładnie oglądać galeon.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej